Trzy lata temu Zjednoczone Królestwo opuściło unię europejską. Od tego momentu główne media czyhały by pokazać durnemu społeczeństwu jak głupie było.
sobota, 25 lutego 2023
Brytyjska prasówka część VIII
czwartek, 16 lutego 2023
Brytyjska prasówka część VII
Najgorsze w demokratycznej polityce jest to, że wyborcy mają pamięć rybki akwariowej.
środa, 11 stycznia 2023
Muzeum Londyńskie. Nie taki diabeł straszny jak go witryna maluje.
Odwiedziłem Muzeum londyńskie w ostatnim dniu jego funkcjonowania.
Placówka traci
swoją siedzibę na Barbican a na nową przyjdzie jej jakiś czas poczekać. Tak więc
na pewien czas stolica została bez własnego muzeum.
Dlaczego zwlekałem
do ostatniego dnia?
Odrzucała mnie
reklama samej instytucji, która był bardzo tęczowa. Delikatnie mówiąc. Ideologia
LGBT atakowała z każdej strony witryny internetowej.
Po ci więc tam iść?
By dwa tysiące lat historii miasta zostało sprowadzone do niewielkiego wycinka dotyczącego
krzykliwej mniejszości seksualnej?
Tymczasem.
Jakież było moje
zaskoczenie gdy wystawa w muzeum okazała się taka jak być powinna. Sala po sali
poznawaliśmy historię od czasów najdawniejszych po współczesność. Wszystko świetnie
połączone i opisane. Świetnie spędzony czas.
Ruch literkowy też oczywiście był ale bez nachalnej propagandy. Ot zgodnie z prawdą przedstawiony jako jeden z elementów historii ostatnich lat.
Na koniec sklepik
z pamiątkami.
Tęczowe suweniry
leżały sobie z boku. Nie atakowały wściekle jak miało to miejsce na stronie
internetowej. W centralnym punkcie były
rzeczy jakby to ująć bardziej historyczne, które pewnie miały większe wzięcie.
Wychodzi więc na
to, że muzeum informowało o tym o czym powinno informować zaś witryna muzeum stworzona
jest po to by zadowolić grupy zawodowych oburzonych, które i tak pewnie nie
przyjdą na wystawę.
sobota, 10 grudnia 2022
Marksizm wkracza do archeologii
Będąc na lotnisku
w sklepie WH Smith kupiłem widoczną na obrazku książkę. Świetna na długi lot. Szybko się czyta. Autorka
nie nudzi.
Książka opisuje wszystkie najważniejsze odkrycia archeologiczne na Wyspach Brytyjskich od paleolitu po epokę żelaza. Jak ktoś się interesuje tematem to nic nowego tu nie znajdzie ale to dobre przypomnienie.
I wszystko byłoby
super. Wszyscy bylibyśmy szczęśliwi gdyby nie dwa fragmenty. W pierwszym autorka opisuje jednego z dziewiętnastowiecznych
ojców brytyjskiej archeologii. Choć przyznaje mu pewne zasługi skupia się głównie na jego krytyce. Chodzi o to, że Pan
był purytaninem i swoją pracę na siłę próbował połączyć z biblią. Wszelkie odkrycia
musiały się zgadzać z chronologią biblijną. Chyba nie muszę nikomu tłumaczyć,
że się nie zgadzają. Gdyby autorka książki poprzestała tylko na tym to ok. Nie
ma problemu. Tłumaczymy czytelnikowi, że wielu pionierów choć miało zasługi to jednocześnie
bywało całkowicie na bakier z metodologią i dziś ich prace są niewiele warte. Autorka
idzie jednak krok dalej. Daje nam przydługi wykład w którym dowiadujemy się o
tym, że ona w sumie jest lepsza od tego pana bo jest niewierząca. Można odnieść
wrażenie, że człowiek współczesny taki właśnie powinien być. Po pierwsze nic to
nie wnosi do treści książki. Po drugie jakieś prywatne wywody w
popularnonaukowej pracy trącą….amatorszczyzną. Świetnie wytłumaczyła Pani
czytelnikom na czym polegał błąd jednego z pierwszych archeologów ale co nam po
tym, że podaje nam Pani autorka swoje zapatrywania na religię i dlaczego one
miałby być lepsze?
Fragment drugi.
Wiele razy
słyszałem, że gdy archeolog odnajdzie szkielet to może on być albo męski albo
żeński i zabawa w sto pięćdziesiąt płci się kończy.
Okazuje się, że
Pani autorka nie do końca się z tym zgodzi. Opisując jedno z odkryć ubolewa nad
tym, że szkielety określamy jako męskie albo żeńskie. Jej zdaniem to źle no bo
przecież nie wiemy jak dana osoba się identyfikowała. Przecież ten kogo
nazywamy mężczyzną mógł uważać się za czajnik lub konia wyścigowego. I tak mamy
kolejne kilka stron wywodu na ten temat.
Powyższa książka
nie jest jakimś wyjątkiem a raczej czym co staje się normą. Książki na zachodzie
pod względem indoktrynacji zaczynają coraz bardziej przypominać te wydawane
kiedyś w ZSRR i jego satelitach.
Będąc na studiach
czytaliśmy fragmenty prac pani profesor Julii Zabłockiej, która jako
zadeklarowana komunistka wszędzie tropiła spiski klasowe. Marksistów widziała
już wśród starożytnych Sumerów itp.
Dziś na zachodzie
jest bardzo podobnie. Z tą różnicą, że walka klas została zastąpiona tęczową ideologią.
wtorek, 29 listopada 2022
Turbosłowianie po raz ostatni. Obiecuję ;)
Wraz z
rozwojem mediów społecznościowych pojawiły się nowe zjawiska społeczne takie
jak na przykład zwolennicy płaskiej ziemi.
Oczywiście
tego typu grupy istniały sobie gdzieś na marginesie życia społecznego od lat,
zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, ale nowoczesne technologie pozwoliły im stać
się zjawiskami masowymi.
Ruch
turbosłowian doskonale wpisuje się w ten schemat. Jest to fenomen społeczny nie
znany jeszcze kilkanaście lat temu a obecnie mający setki tysięcy zwolenników.
Nie jest to ruch jednorodny. Nie ma jakiejś rady programowej czy jednego
przywódcy. Napędzają go głównie ignorancja, brak podstawowej wiedzy
historycznej oraz olbrzymie kompleksy a czasem też zwykły rasizm.
Turbosłowianie
ujawniają nam spisek.
Otóż przedwiekami istniało imperium Wielkiej
Lechii. W zależności na jakie „źródła” trafimy dowiemy się, że zajmowało ono od
połowy Europy do praktycznie całego kontynentu. Lechici pokonali Rzymian, pobili
Aleksandra Macedońskego, który przerażony ich siłą skierował się w kierunku
Persji. Język Lechicki/Słowiański dał początek wszystkim językom indoeuropejskim.
I tak dalej i tak dalej. Liczba tych bajek jest naprawdę spora. Często też
wzajemnie się wykluczają. Warto pamiętać, że Słowianie czy Lechici to po prostu
protoplaści Polaków. Tu nieco zabawna historia. Otóż nasi turbolechici zaczęli tłumaczyć
swoje bajki na język angielski i ku swemu zdziwieniu natrafili na mur. Czego
oni tak naprawdę oczekiwali? Że jakiś Czech czy Serb w spokoju przeczyta ich
brednie z których jasno wynika, że Słowianie to po prostu Polacy i powie ah tak
nie wiedziałem. Przepraszam.
Wracając
jednak to tematu.
Jak to się
stało, że tak potężny twór po prostu przestał istnieć i nie pozostawił po sobie
śladów? Jeśli chodzi o koniec imperium Lechitów to nikt w ich środowisku takim
szczegółem nie zaprząta sobie głowy. Natomiast za brak śladów odpowiada kościół
katolicki. Rzadziej Niemcy.
Po prostu
kościół systematycznie niszczył wszelkie ślady Wielkiej Lechii. Nie byłoby to
nic nowego już przecież w starożytności władcy na Bliskim Wschodzie podejmowali
próby usunięcia wszelkich śladów po swoich poprzednikach. Nigdy jednak nie
udało się tego dokonać w stu procentach. W przypadku Wielkiej Lechii kościół zaś
miałby skutecznie zatrzeć ślady po imperium przewyższającym wszystkie
poprzednie. Jest to fizycznie niemożliwe. Jednak biorąc pod uwagę rozwój dość
łopatoligicznego antyklerykalizmu tego typu bzdury trafiają na bardzo podatny
grunt.
Turbosłowanie
o czym nie wiedzą nie są zjawiskiem oryginalnym. Niczym nie różnią się na
przykład od afrocentryków. Mają dokładnie ten sam zestaw argumentów. Mają też
sporą konkurencję. Istnieje bowiem ruch nie tylko wielkiej Korei sięgającej
przed wiekami dzisiejszej Turcji, ale też wielkoukraińcy, wielkosłowacy czy
wielkomacedończycy. Są to ruchy charakterystyczne dla narodów uciśnionych,
nowoczesnych, graniczących ze starymi narodami historycznymi. Nigdy nie zetknąłem się natomiast z ruchem
turboanglików czy tubofrancuzów. W
naszej części Europy mamy trzy narody historyczne. Są to Czesi, Węgrzy i
Polacy.
Na początku
wspomniałem, że zjawisko turbosłowiaństwa narodziło się kilkanaście lat
temu. Może precyzyjniej byłoby gdybym
napisał odrodziło się. Podobny ruch rozwijał
się zwłaszcza w pierwszej połowie XIX wieku. Polacy, Czesi i inni wobec
napierania agresywnego germanizmu zaczęli produkować fałszywe kroniki i
starożytne artefakty by pokazać, że Słowianie wcale nie byli upośledzeni cywilizacyjnie
jak twierdzili Niemcy. Taka postawa choć zaszkodziła nauce na kilkadziesiąt lat
wobec sytuacji politycznej w jakiej się znajdowano może być zrozumiana. Natomiast dla turbosłowiaństwa, którzy w
produkowaniu bzdur kilka razy przeskoczyli dziewiętnastowiecznych „fanów
starożytności” taryfy ulgowej nie ma.
W tym
miejscu nasuwa się bardzo smutna refleksja o stan naszego narodu. Jak to się
stało, że w jednym z najstarszych państw na świecie świetnie rozwija się ruch
na dobrą sprawę zaprzeczający własnemu narodowi. Narody nowoczesne mające
szczątkową historię często budują swą historię na czystej krwi. Mając kompleksy
wobec starszych sąsiadów wymyślają sobie bajki o dawnych imperiach i chwale.
Narody historyczne tego typu opowieści nie tylko nie potrzebują ale też
doskonale zdają sobie sprawę, że przez wieki przyjmowały pule genowe spoza
własnej grupy. W narodach historycznych naród to przede wszystkim konstrukt
kulturowy. Wiedzieli o tym również nasi dziewiętnastowieczni falsyfikatorzy. Natomiast
turbosłowianie choć zazwyczaj obwieszeni biało czerwonymi flagami nie zdają
sobie sprawy, że ich zabawa w czysto Lechicką krew, na punkcie, której mają
prawdziwą obsesję automatycznie z grona Polaków wyklucza takie osoby jak
Dmowski, Piłsudski, Korfanty, Matejko czy Kopernik. Gdyby jeszcze zaledwie
kilkadziesiąt lat temu myślano w ten sposób etniczny Niemiec admirał Urnug nie
miałby szans stać się polskim bohaterem.
Rozwój tego
ruchu pokazuje jak bardzo upodlonym społeczeństwem jesteśmy. Jak bardzo
jesteśmy zakompleksieni.
W mojej
ocenie ponad jedenaście wieków państwowości to szmat czasu i powód do dumy. Jednak,
gdyby Polska istniała tylko pięćset czy nawet trzysta lat nie czułbym się mniej
Polakiem, nie czułbym się gorszy. Dlatego nie potrafię zrozumieć co ma mi dać
przesuniecie „mojej” historii o dwa a czasem nawet o pięć tysięcy lat do tyłu.
Będziemy przez to lepsi? Inni padną przed nami na kolana? Co ma się stać?
Zjawisko
turbosłowiaństwa zostało dostrzeżone, prze środowisko historyczne. Muzeum
początków państwa polskiego zorganizowało wystawę obalającą mit Wielkiej
Lechii. Wspólnie z polskim radiem zorganizowano debatę na ten temat. Za to
oczywiście należą się pochwały. Gorzej jeśli idzie o wnioski. Słuchając debaty
w polskim radiu byłem zdumiony gdy paneliści doszli do wniosku, że za wszystkim
stoi Rosja… Dlaczego? Bo Rosjanie wymyślili w XIX wieku panslawism. Tymczasem panslawizm i turbosłowanizm to
zupełnie różne zjawiska.
Jeśli nie
ustalimy faktycznych przyczyn tego zjawiska nie będziemy mogli podjąć z nim
walki. Wystawa w muzeum czy panel ekspercki to oczywiście ważna rzecz. Jest to
jednak przekonywanie przekonanych. Osoby nie mające pojęcia o krytyce źródeł,
nie widzące różnicy pomiędzy neolitem a epoką żelaza, osoby dla których plemię
i naród to to samo, osoby dla których książka i mem znaleziony w intrenecie
mają dokładnie taką samą wartość nie pójdą do muzeum. Tym bardziej nie
wysłuchają audycji w radiu, która wyda im się mało sensacyjna i po prostu
nudna.
Ekektów
liberalizacji społeczeństwa, gdzie nie uznaje się autorytetów nie da się tak
łatwo odwrócić. Książka napisana przez wybitnego historyka i internetowe
wynurzenia kompletnych ignorantów jeszcze długo będą miały dla przeciętnego
mieszkańca naszego kraju dokładnie tę samą wartość. Trzecia Rzeczpospolita dzięki naszej światłej
klasie politycznej również pozostanie póki co solidną konstrukcją z kartonu.
Jest jednak
coś co możemy zrobić już dziś. Możemy dążyć do odpowiedzialności za słowo. Choćby
była to tylko odpowiedzialność honorowa. Istnieje w Polsce wydawnictwo kiedyś
uchodzące za naukowe. Przez lata wytworzyło sobie pewną renomę. Po jego niedwnej
prywatyzacji osoby decyzyjne zwietrzyły jednak doskonały interes w drukowaniu
wielkolechickich bzdur. Jest to bardzo poważny problem. Drukowanie tego typu
rzeczy niezwykle utrudnia dyskusję. Zwolennik Wielkiej Lechii całkiem słusznie
zauważy, że przecież gdyby to w co wierzy było bzdurą to wydawca książek
historycznych by ich po prostu nie drukował. A jeśli to robi to znaczy, że nie
są to opowieści z krainy mchu i paproci a przynajmniej popularnonaukowe
pozycje. Jest w tym pewna logika. Sięgając po Kronikę Prokosza nie znajdziemy
tam wprowadzenia napisanego przez historyka, który tłumaczyłby we wstępie, że
trzymamy w rękach produkt polskiego romantyzmu z XIX wieku. Jest dokładnie
odwrotnie. Okładka sugeruje mam, że to autentyczna dawna kronika. Wśród
turbosłowiańskich autorów dwóch cieszy się sporym uznaniem. Jeden nie jest
historykiem i o warsztacie historyka nie ma bladego pojęcia. Drugi a autorów
podaje się co prawda za historyka jednak w swoich książkach powołuje się na
nieistniejące fragmenty kronik czy badania genetyczne, które przeprowadzono wyłącznie
w jego wyobraźni. Mamy więc do czynienia z ordynarnym oszustwem sygnowanym
renomą znanego wydawnictwa historycznego. Nie podam wam dobrego rozwiązania bo
wiem, że temat jest delikatny i nie chciałbym być posądzany o próbę
wprowadzania cenzury ale coś należy jednak z tym tematem zrobić. Wolność badań
naukowych to jedno a świadome (nie mam wątpliwości, że część autorów robi to z
pełną premedytacją) wprowadzanie naiwnych ludzi w błąd tylko po to by uzyskać
gratyfikację finansową to inna kwestia.
niedziela, 20 listopada 2022
Mistrzostwa Świata czas zacząć czyli odwalcie się od Kataru
Wielu z moich kilku tysięcy wirtualnych znajomych używa haseł typu tylko zdechłe ryby płyną z prądem... po czym idą płynąć z prądem.
niedziela, 13 listopada 2022
Polska rugby league w Londynie
Tak plus minus 10 lat temu gdy rugby league w Polsce raczkowało pomyślałem sobie, że fajnie byłoby kiedyś być na kadrze. Naszej. Biało-czerwonej.
sobota, 17 września 2022
Dzieje Wysp Brytyjskich. Miedź, brąz, żelazo
Artykuł ukazał się w kwietniu 2021 roku.
Miedź, brąz, żelazo
Dwa i pół tysiąca lat przed naszą erą gdy
tysiące kilometrów na południowy wschód kwitły cywilizacje egipska oraz blisko
wschodnie na wyspy brytyjskie zaczęła przenikać nowa fala osadnicza, która
szybko zdominowała miejscową ludność. Nie było to trudne gdyż według różnych
badaczy Brytanię zamieszkiwało wtedy od kilku do kilkunastu tysięcy ludzi z
czego kilkuset mieszkańców przypadało na Szkocję. Badania genetyczne wskazują,
że ludzie ci w większości pochodzili z półwyspu iberyjskiego. Wraz z nowymi ludźmi zaczęła przenikać nowa
technologia. Era kamienia łupanego powoli się kończyła. Najpierw zaczęły
pojawiać się wyroby z miedzi koegzystujące jakiś czas z wyrobami kamiennymi.
Zmiana nie dokonała się przecież w ciągu roku. Dlatego archeolodzy wyróżniają
często epokę miedzi jaki okres przejściowy między epoką kamienia a brązu. W
końcu miedź została zastąpiona przez stop miedzi i cyny czyli brąz.
Jeden z najstarszych i najlepiej zachowanych grobów
z początków epoki brązu został odnaleziony dopiero w 2002 roku w Amesbury. Kilkanaście
kilometrów od Salisbury. Znalezisko pochodzące sprzed 2300 lat przed nasza erą
można podziwiać dziś w muzeum Salisbury. Warto się tam wybrać przy okazji
wycieczki do Stonehenge. Nowa ludność przyniosła nowa kulturę czy jak byśmy
dziś powiedzieli styl życia. Nazywamy ich ludnością kultury pucharów
dzwonowatych czy po angielsku Bell Baker people. Nowi ludzie przynieśli rewolucje w sferze
materialnej, ciężko stwierdzić co stało się ze sfera duchową. Mieli swoje
zwyczaje co widać po grobach ale takie Stonehenge będzie użytkowane jeszcze
setki lat. Przynieśli nową religię zachowując stare miejsca kultu? Zmiksowali
nowe wierzenia ze starymi a może były one oda samego początku bardzo podobne?
Na niektóre pytania nigdy nie poznamy odpowiedzi. Czasem mamy jednak szczęście.
Badacze od zastanawiali się czy miejsca takie jak Stonehenge były odosobnimy wielkim
centami kultu czy też istniały również bardzo lokalne centa. Przekładając to na
dzisiejsze czasy naukowcy zastanawiali się czy istniały tylko katedry czy mieliśmy
tez kościoły i kaplice parafialne. Logika
podpowiadała, że poza wielkimi miejscami kultu musiały istnieć przecież i
bardzo lokalne. Niestety nie było dowodów na poparcie tej tezy. Do czasu.
Wczesną wiosną 1998 roku na wybrzeżu hrabstwa Norfolk dokonano niezwykłego okrycia.
Znaleziono Stonehenge w miniaturze. Chodzi o kilkumetrową konstrukcję przypominająca
kamienne kręgi megalityczny tyle, że zbudowana z drewna. Nazwano ja Seahenge.
Można ja zobaczyć w muzeum w King`s Lynn. Pochodzi sprzed 2050 lat przed nasza
erą. Jest to dowód na istnienie niewielkich bardzo lakalnych miesc kultu. Nie
znajdujemy ich dziś bo były robione z drewna i albo zostały zniszczone przez
ludzi albo same uległy rozkładowi. W końcu drewno to nie kamień czy metal. 
Seahenge
Od około 2000 roku przed naszą erą głównie na
terenie Anglii rozwijała się kultura Wessex, będąca lokalną odmianą kultury
pucharów dzwonowatych. Rozwijała się przez około 600 lat. Pisząc poprzednim
razem o megalitach wspomniałem by zwiedzając Avebury zwrócić uwagę na okoliczne
kurhany. Pochodzą one właśnie z tego okresu. Najstarsze mają po 4 tysiące lat.
Wytop metalu zapoczątkował rozwinięcie
górnictwa na skale przemysłową. Z Okresu pomiędzy 2000 a 1800 lat przed naszą
era pochodzą dwie duże kopalnie miedzi. Mount Gariel w okolicach dzisiejszego
Cork w Irlandii oraz Great Orme w Walii (tę ostatnią można zwiedzać). Pierwsza
wydobywała 370 ton miedzi rocznie. Druga pomiędzy 175 a 235 ton. Skala
wydobycia była tak duża, że około 1600 roku przed nasza erą wyspy stały się
znaczącym eksporterem miedzi.
Będąc w okolicach Cambridge warto wybrać się
do Peterborough a tam do miejscowego muzeum. Znajdują się tam pozostałości po
Must Farm. Są to pozostałości po
niewielkiej osadzie. Jest to najlepiej zachowana osada z epoki brązu z terenów
Brytanii. Nazywana jest często Pompejami Brytyjskimi. Chodzi o to, że osada
została porzucona nagle po katastrofalnym pożarze. Badania wskazują, że miała
zaledwie rok w chwili katastrofy. Pochodzi z okresu pomiędzy 1750 a 1650 rokiem
przed nasza erą. Must Farm
Około 1500 roku przed nasza erą następuje coś
co profesor Francis Pryror nazywa „Domestic Revolution”. Niestety nie znalazłem
nigdzie polskiego odpowiednika, najbardziej odpowiednim terminem będzie chyba
rewolucja wewnętrzna. Wielkie megality jako miejsca zbiorowego kultu odchodzą w
przeszłość. Zastępowane są mniejszymi "kapliczkami" często usytuowanymi w pobliżu
bagien czy źródeł rzek. Wiele z nich przetrwa aż do nadejścia chrześcijaństwa. Formy takie jak Stonehenge odchodzą w przeszłość
bo jesteśmy w trakcie tworzenia się społeczności klanowej, tworzy się samorząd lokalny i wielkie
miejsca ściągające ludność z rozległych terytoriów nie są już potrzebne.
Czytelnik zwiedzający muzeum w Peterborough powinien
wybrać się również poza miasto. Znajduje się tam park archeologiczny Flag Fen.
Jest to rekonstrukcja prężnej osady powstałej tam około 1500 lat przed nasza
erą.
Przenieśmy się teraz daleko na północ. Na
Hybrydach Zewnętrznych znajduje się stanowisko archeologiczne Cladh Hallan.
Jest ot jedyne miejsce w Wielkiej Brytanii gdzie znaleziono prehistoryczne
mumie. Miejsce to było zamieszkane już 2000 tysiące lat przed nasza erą. Archeologom znane było od dawna jednak
przełomowego odkrycia dokonano w 2001 roku. Znaleziono wtedy dwie mumie:
mężczyzny pochodzącą sprzed 1600 lat przed nasza erą oraz kobiety sprzed 1300
lat przed naszą era. Co ciekawe oba ciała zostały pochowane w tamtym miejscu
dopiero około 1120 roku przed nasza erą będąc uprzednio przechowywane przez
wiele miesięcy w torfowisku. Naukowcy nie mają pojęcia dlaczego tak się stało.
Sprzed 1300 lat przed nasza erą pochodzi tak
zwana łódź z Dover. Jest to znaleziona podczas robót ziemnych w mieście
doskonale zachowana kilkumetrowa łódź, która pływano po kanale La Manche. Jest
to tez bezpośredni dowód na kwitnący w tamtym okresie handel wyspy z Europą
kontynentalną. 
Łódź z Dover
Od około 1200 roku na południu dzisiejszej Anglii
bujnie rozwija się rolnictwo z małymi wioskami, które składały się z okrągłych
domostw będących wizytówka wyspy aż do czasów rzymskich.
W okresie pomiędzy 1500 a 1000 rokiem przed
nasza erą zaczyna na wyspy przenikać pierwsza fala osadników protoceltyckich.
Absolutnie nie można mówić jeszcze najeździe Celtów. Fala ta był bardzo symboliczna
i rozłożona w czasie. Więcej znaczenia niż samo osadnictwo miała powoli sącząca
się kultura Celtów.
Prawdziwy najazd Cletów na Wyspy brytyjskie zacznie
się dopiero pod koniec VII wiku przed naszą erą. Wraz z nimi przyjdzie kolejna
rewolucja techniczna. Celtowie przyniosą technikę wytopu żelaza.
piątek, 16 września 2022
Brytyjska prasówka część VI
Z cyklu kapitał nie ma narodowości....ale kapitaliści mają.
czwartek, 18 sierpnia 2022
Nie lubię Dubaju
Tytuł troszkę przewrotny bo to nie do końca tak jest. Lubię lotnisko w Dubaju, luksusowe taksówki. Lubię od czasu do casu poczuć ten żar lejący się z nieba. Jednocześnie czegoś mi brakuje.
Z racji tego, że
bywam tam ostatnio dość często zaglądam tam gdzie nie zaglądają z reguły turyści.
I często sobie myślę nad czym oni wznoszą te ochy i achy.
Tak, rozwój miasta jest oszałamiający. Rozrosło się błyskawicznie. To wszystko prawda. Jednak ile można się zachwycać wieżowcami? Przecież jest wiele miejsc gdzie również można je podziwiać. Plaże? Są fajne nie powiem ale też w większości sztuczne po prostu. I myślę, że to jest dal mnie słowo klucz do opisu Dubaju. Sztuczność. Takie mam odczucie. Wyspa palma czyli sztuczna wyspa z widocznym kształtem dopiero z samolotu. Na dole charakteryzuje się wąskimi uliczkami i ciągłymi korkami.
Wiele razy zastanawiałem
się co tak ludzi w Dubaju fascynuje. Doszedłem do wniosku, że paradoksalnie jest
to ta sztuczność właśnie. Ktoś z Europy leci na inny kontynent, do kraju
arabskiego (tak to sobie większość tłumaczy) po czym ma wszystko urządzone jak
w Europie tylko jeszcze lepiej.
Byłem więc z
kraju arabskim i bardzo mi się podobało. Z tym, że byłem tylko w teorii w kraju
arabskim bo wszystko urządzone jest pode mnie. Przybysza z zewnątrz.
Dubajanie stanowią
zaledwie około 10% mieszkańców własnego miasta. Muzułmanów jest o ile się nie
mylę około 30/35%. Łatwo więc być w Azji nie będąc w Azji. Łatwo być w kraju
muzułmańskim nie będąc w nim w praktyce.
To czego mi tam
zawsze brakuje to życie kulturalne. Nie mówię tu o komercyjnych imprezach pod
turystów. Nie ma teatrów, bibliotek etc. Znalazłem zaledwie jedną księgarnię.
Muzea (poza archeologicznym) są na poziomie nie ubliżając nikomu muzeum powiatowego
w Sieradzu.
Muzeum archeologiczne
Czy jest coś co
mi się tam podoba?
Oczywiście. Maleńkie
stare miasto. Stary fort. Tradycyjny arabski targ (jeśli tylko przymkniemy oczy
i nie będziemy zauważać, że większość sprzedawców pochodzi z Pakistanu).
Lubię też tam
zjeść. Dzięki mnogości ludzi z różnych zakątków świata mamy tam kuchnię
przynajmniej z trzech kontynentów. Do tego autentyczną a nie robioną pod gust kogoś
z zewnątrz. Lubię dzielnicę Riga. Widziałem nagranie gdzie ktoś ją nazwał
slumsami. To oczywiście bzdura. Slumsów w Dubaju nie ma. To po prostu dzielnica
nie dla turystów. W większości mieszkają tu ludzie, którzy na co dzień obsługują
was w restauracjach czy hotelach. Można tam tanio i dobrze zjeść i jakkolwiek
to zabrzmi czuje się tam jak w autentycznym mieście gdzie większość otaczających
mnie ludzi nie jest tylko na chwilę.
Lubię też podejście
do historii miejscowych.
Nie kłamią. Nie wyszukują
sobie zagonionych imperiów, które przysypał piasek. Wręcz przeciwnie. Doskonale
wiedzą, że byli światowym zapupiem, miejscem, które jeszcze niedawno było określane
jako pirackie wybrzeże. Maleńkie stare
miasto i fort są dla nich symbolem. Zobacz przybyszu gdzie byliśmy i dokąd
doszliśmy. Sukces jest tak wielki, że za nim nie nadążamy.
Nie ma jakiś
wielkich kompleksów kolonialnych. Ot był taki okres i tyle. Zamiast tego mamy
mądrość etapu. Gdy okres kolonialny się kończył małe emiraty mogły ogłosić niepodległość
każdy z osobna a zebrały się do kupy i utworzyły Zjednoczone Emiraty Arabskie.
Mało kto wie, że
Dubaj to w zasadzie trójmiasto. Mamy Dubaj właściwy, potem po przejeździe przez
most nad bardzo wąską zatoką wjeżdżamy do nieco mniejszej metropolii Szardży,
kolejnego emiratu. Wreszcie zaraz za nią znajduje się Adżman wielkości mniej więcej
naszego Torunia. Najmniejszy z Emiratów. Wyobraźmy sobie, że każdy taki
karłowaty twór byłby osobnym państwem skłóconym z sąsiadami, mający często wzajemne
roszczenia terytorialne.
















