Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kresy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kresy. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 listopada 2023

Wspomnienia z Drohobycza

 Kilkanaście lat temu byłem ze znajomymi spod znaku mieczyka w Drohobyczu.

Zapytaliśmy o Bruno Schulza , który zginął całkiem niedaleko polskiego kościoła. No dobra to nie jest duże miasto. Wszystko jest niedaleko. Wracając do meritum.
Miejscowi przewodnicy opowiedzieli nam historię o tym, że odnaleziono nieznane namalowane przez niego obrazy. W zasadzie to chodzi o murale. Nie ma ich jednak w Drohobyczu bo pewnego dnia pojawili się przedstawiciele państwa okupującego Palestynę i je zabrali.
Po latach okazuje się, że historia jest prawdziwa.
Właśnie wyszła książka o Schultzu wydana po angielsku. London review of books szeroko ją opisuje. Choć nic nie jest zero jedynkowe to pismo przyznaje, że artysta związany był przede wszystkim z Polską.
Teraz najlepsze.
Historia z muralami jest prawdziwa. Odkryto je w lutym 2001 roku. Powiadomiono władze Ukrainy oraz polskie ministerstwo kultury.
Jednak wkrótce pojawiło się trzech panów. Dwóch z Yad Vashem i nie wiedzieć czemu oficer IDF.
Murale zostały załadowane na ciężarówkę i wysłane do Polski. Przed granicą jednak transport zatrzymano. Cenny ładunek znalazł się wkrótce....no jak myślicie gdzie?
W słonecznym tel Avivie. Brytyjskie pismo informuje że wladze (Drohobycza?, Ukrainy? nie prezecyzują) oraz policja przytuliły 900 tysięcy dolarów łapówki. Natomiast Polskie ministerstwo kultury zostało przekonane, że dzieło polskiego twórcy powinno zostać w Izreaelu przez ówczesnego ambasadora tego państwa Shevacha Weissa.
Jak sprawa łapówki wyszła na jaw to trochę ją przypudrowano. W 2009 roku stwierdzono, że murale należą do Ukrainy 🤦🏻‍♂️🤦🏻‍♂️🤦🏻‍♂️🤦🏻‍♂️🤦🏻‍♂️ ale są na bezterminowymw bezpłatnym wypożyczeniu.
Na największego frajera jak to zwykle bywa wyszło państwo polskie.

sobota, 15 grudnia 2018

Pogoń współczesna




środa, 5 kwietnia 2017

Ukraina cz. IV

Od mojego ostatniego wpisu dotyczącego Ukrainy  minęły dwa lata. Z satysfakcja odnotowuję, że odzyskałem kilku znajomych z kraju nad Dnieprem.

Moje rozważania zakończyłem w momencie utraty Krymu. Można stosować różne sztuczki, drukować nieaktualne mapy itp. Krym jednak od prawie trzech lat pozostaje częścią Rosji. Nie jest okupowany. Mamy tam rządy cywilne i zaklinanie rzeczywistości tego nie zmieni.

Kilkumiesięczna rewolucja na koniec marca 2014 przyniosła Ukrainie utratę jednego z obwodów, ponad 120 zabitych http://www.kresy.pl/w.ydarzenia,ukraina?zobacz/zabici-na-ukrainie-od-grudnia-2013  oraz fatalną opinie w świecie.  Może w Polsce rzeczywiście z uporem maniaka nie zauważaliśmy pewnych zjawisk jednak o wzroście znaczenia ruchów neonazistowskich u naszego wschodniego sąsiada  informowały takie media jak BBC czy branżowe pismo "foreign affairs". Ewakuacja ludności pochodzenia tureckiego, greckiego czy czeskiego chluby również nie przynosi i świadczy jak najgorzej o stabilności państwa.


Po pełniącym obowiązki premiera od  28 stycznia do 27 lutego Serhiju Arbuzowie z Partii Regionów premierem został  Arsenij Jaceniuk  wywodzący się z Batkiwszczyzny Julii Tymoszenko. Zawodowy polityk.  Trochę porządził na Krymie,  trochę w Odessie. Był ministrem, szefem banku. Teraz pozuje na wielkiego patriotę.  Pamiętam jak nie można było na niego złego słowa powiedzieć by nie zostać uznanym ruskim agentem.  Na fali entuzjazmu i wiary w rewolucję ludzie na Ukrainie widzieli w nim męża oparznościowego, nie zaś polityka stojącego po drugiej stronie układu.



Dzisiejszy wpis chciałem jednak poświęć nie rewolucyjnym wydarzeniom ostatnich lat a polityce historycznej naszego sąsiada.
Na początek krótkie wyjaśnienie. Ukraina należy w przeciwieństwie do Polski do państw nowoczesnych. Polska  podobnie jak Węgry i Czechy to państwa historyczne.  Kraje nowoczesne w naszym regionie postanowiły się nieco postarzyć. I tak na przykład Słowacy zapragneli ogłosić się kontynuatorami państwa wielkomorawskiego. Co na to Morawianie? Nieważne. Ważne że Czesi nie będą się wywyższać.
Ukraina nie pozostaje w tyle i uważa się za kontynuatorkę Rusi Kijowskiej.
W tym momencie wiele osób oburzy się i krzyknie: przecież Ukraina jest kontynuatorką Rusi Kijowskiej. Otóż nie jest.
Jednak od początku.
W VII i VIII wieku tereny dzisjeszej Ukrainy były częścią Kaganatu Chazarskiego. Od IX wieku tereny te były często nawiedzane przez Wikingów.
Kaganat Chazarski 
 Jednocześnie słabnięcie Kaganatu sprzyjało tworzeniu się pierwszych państewek Słowiańskich.
Około 862 roku pochodzący ze skandynawskich Waregòw Ruryk założył w Nowogrodzie Wielkim pierwsze państwo wschosłowiańskie. Słabnący Kaganat umożliwił powiększanie terytorium państwa.
W 879 roku księciem ruskim został Oleg Mądry.  Trzy lata później zdobył Kijów do którego przeniósł stolicę państwa.
Jak widać państwo ruskie już od początku dysponuje więcej niż jednym silnym ośrodkiem centralnym co wywoła problemy w przyszłości.
W 912 roku księciem Kijowskim został Igor Rurykowicz. Jego panowanie to dalszy rozrost terytorialny kraju.
W 945 roku księciem Kijowskim został Światosław I. W 965 roku spustoszył Kaganat Chazarski. Miejsce Chazarów szybko zajęli Pieczyngowie, którzy już w 968 oblegli Kijów.
Rozwój terytorialny Rusi Kijowskiej. 

Po śmierci Światosława wybuchły walki o władzę. Księciem w 972 roku został Jaropełk I a sześć lat później tron objął Włodzimierz I Wielki.  Za jego panowania Ruś znalazła się u szczytu potęgi. On też przyłączył grody czerwieńskie do swego państwa odbijając je z rąk polskich. Po śmierći Włodzimierza na krótko rządy objał Światopełk Przeklęty a następnie Jarosław Mądry. Po śmierci Jarosława w 1054 roku Ruś powoli zaczęła pogrążać się w wewnętrznych walkach o tron.
Państwo Pieczyngów około 1015 roku
Sytuację opanował panujący w latach 1113-1125 Włodzimierz II Monomach (był ojcem założyciela Moskwy Jerzego Dołgorukiego). Państwa na dłuższą metę nie dało się już jednak uratować. Ruś podzieliła się na niepodległe, rywalizujące  ze sobą księstwa. Rozbicie dzielnicowe stało się faktem.

Ruś Kijowska była typowym europejskim państwem feudalnym. Choć dziś  może ciężko w to uwierzyć była państwem zamożnym. O bogactwie Kijowa krążyły legendy.  Podobnie jednak jak większość państw Europy pogrążyła się w rozbiciu dzielnicowym.

 Pomimo zamożności kraju tendencje separatystyczne były czymś naturalnym dla Rusi. Sprzyjały temu po pierwsze warunki naturalne. Rozległe puszcze i bagna tworzyły naturalne zapory. W przypadku Polski puszcza Notecka  była tak poważną barierą, że Pomorze przez cały okres piastowski było luźno powiązane z Polską. Drugim czynnikiem sprzyjającym rozbiciu kraju było jak wspomniałem na początku posiadanie więcej niż jednego ośrodka centalnego. Kijów był oczywiście stolicą ale Nowogród niewiele mu ustępował a z czasem doszły kolejne ośrodki. Położenie Kijowa na południu kraju zamiast w centrum również utrudniało administrację.

Teraz troszkę geografii. Rzut oka na mapę pokazuje nam, że Ruś zajmowała zaledwie cześć dziejszej Ukrainy. Podobnie jak zajmowała cześć Rosji czy całą dzisiejszą
Białoruś. Tu leży sedno problemu. Ruś nie jest tożsama z Ukrainą. Jej terytorium było zorientowane znacznie bardziej na północ. Mieszkańcami Rusi nie byli Ukraińcy a Rusini. Ukraińcy stosują prostą zasadę Rusini przekształcili się z czasem w Ukraińców. Niestety nie jest to zgodne z prawdą.  Cześć Rusinów rzeczywiście dziś jest Ukraińcami, część nadal pozostaje Rusinami, pozostali są Białorusinami lub Rosjanami.
Uleganie tego typu narracji Ukrainiec = Rusin jest o tyle niebezpieczne, że prowadzi do konfliktu z Rosją, która stosuje podobną retorykę i uważa się za kontynuatorkę Rusi.
Poza tym co jeśli w przyszłości Białorusini poczuliby więź z dawną Rusią i zażądali od Ukrainy zwrotu Kijowa? Niepoważne?  Być może.  Jednak tak może się stać jeśli jedno państwo będzie sobie jednostronnie przypisywać dziedzictwo tworu ogarniającego w zasadzie całą wschodnią słowiańszczyznę.
Tak sytuacja wygląda z punktu widzenia historyka. Biorąc pod uwagę politykę to dla nas Polaków pożądane jest by Ukraina bardziej widziała siebie jako kontynuatorkę Rusi  (należy przymknąć oko na pewne fakty) niż by dominowała coraz mocniej brunatna ideologia OUN. Konflikt z Rosją dotyczący dziedzictwa Rusi to już nie nasze zmartwienie.
Jarosław Mądry 
Włodzimierz Wielki 

środa, 30 grudnia 2015

Ukraina cz. III

Na kolejną część ukraińskiej opowieści trzeba było czekać kilka miesięcy. Po pierwsze dlatego by emocje rozbuchane go granic wytrzymałości trochę już opadły, po drugie trzeba było poczekać by cała masa propagandowych informacji okazała się tylko... propagandą.

Ostatnią część zakończyłem ucieczką prezydenta.
To czy nowy rządzący przejął ją  legalnie czy nie to już pozostawiam prawnikom. W gruncie rzeczy nie ma to większego znaczenia.
Przewrót kosztował Ukrainę około stu zabitych. Wydawać by się mogło, że nowe władze będą dążyły do uspokojenia sytuacji i próby budowy podstaw normalności na Ukrainie. Jednak nic z tych rzeczy. W rewolucyjnym szale szły dalej.

23 lutego marszałek werchownej rady Ołeksandr Turczynow został wybrany p. o. prezydenta, regionałowie (co zrozumiałe) opuści byłego już prezydenta Janukowycza. W tym momencie trzeba było szukać porozumienia za wszelką cenę,by nie eskalować dalej konfliktu.
 Tymczasem co robi nowa władza? Pierwszego dnia urzędowania kasuje ustawę językową http://www.kresy.pl/wydarzenia,polityka?zobacz/ukrainski-parlament-skasowal-ustawe-jezykowa . Jakim durniem trzeba być by zrobić coś takiego? Można opowiadać sobie bajki o jedności, o jednej wielkiej Ukrainie ale fakt jest taki, że czy to się komuś podoba czy nie to państwo jest wielonarodowe. Prawie połowa ludności na co dzień posługuje się językiem rosyjskim a nowa władza, która sama ledwo się trzyma pierwszego dnia prawie połowie ludności kraju mówi jesteście gorsi. Nie chcemy was. W efekcie tego posunięcia jeszcze tego samego dnia od Odessy po Donieck przetoczyły się prorosyjskie demonstrację.

24 lutego 2014 Krym praktycznie oficjalnie mówił już o secesji  http://www.kresy.pl/wydarzenia,polityka?zobacz/szef-sewastopolskiej-milicji-nie-bede-wypelniac-rozkazow-kijowa
 W tym miejscu warto zatrzymać się na chwilę. Jeszcze w zeszłym roku nie warto było dyskutować na temat Krymu bo każda taka próba kończyła się oskarżeniem o rosyjską agenturalność.
Trzeba sobie jasno powiedzieć Ukraina tak jak Białoruś czy Litwa jest jeśli chodzi o granice jest państwem sztucznym. O tym jak będą przebiegać decydowało kilku twardogłowych w Moskwie i tyle. Nie jest to żaden zarzut czy próba wyśmiewania się, takie są fakty. My Polacy mamy zresztą podobnie, to czy na przykład Lwów byłby polski a powiedzmy Białystok radziecki w połowie lat czterdziestych zależało od kaprysu kilku potężnych panów.
Ze spadkiem po ZSRR w postaci sztucznie wyznaczonych granic Ukraina powinna sobie poradzić przez dwie dekady niezależności. Nie zrobiła tego a nowa "patriotyczna" władza postanowiła dolać jeszcze oliwy do ognia.
 Krym został dołączony do Ukrainy w 1954 roku by łatwiej było nim administrować. W gruncie rzeczy nie miało to znaczenia bo upadku ZSRR przecież nie przewidywano.
Dlatego bardzo bolało mnie, że zamiast chłodnej oceny wydarzeń na Krymie mieliśmy rozhisteryzowane wiadomości rodem z jakiegoś prowincjonalnego bazaru a nie z poważnych redakcji.
O ile stronę Ukraińską w pełni rozumiem bo przyłączony w 1954 roku czy to się komuś podoba lub nie Krym był częścią ich państwa i nikt na świecie, absolutnie żadne państwo nie zgodziłoby się tak po prostu na próbę oderwania części terytorium. Histeria propagandowa też jest zrozumiała. Jakoś musieli spróbować ukryć chaos nastały w kraju.
Nie rozumiem zupełnie natomiast reakcji strony polskiej. Zarówno rządu,opozycji jak i większości dziennikarzy. Najpierw hurtem poparto majdan, nie potrafiąc przewidzieć chaosu jaki nastąpi. Wszelkie zgłoszenia obecności banderowców były albo przemilczane albo bagatelizowane. W sprawie Krymu zapanowała taka histeria jakby to przynajmniej pół Polski Putin zabierał. Znów jakakolwiek dyskusja była ucinana a łatka ruskiego agenta była przypinana każdemu kto miał odmienne zdanie. Poza tym powiedzmy sobie szczerze Polska jeśli chodzi o Krym ostatni raz interesy robiła tam kilkaset lat temu.

Zanim napiszę kolejne zdania zaznaczam: żadnym rosyjskim agentem nie jestem. Tak mam znajomych Rosjan tak jak i znajomych Ukraińców. Nie opowiadam się po żadnej ze stron konfliktu. Po prostu analizuję sytuację.

Jeśli chodzi o Krym strona Rosyjska rozegrała sprawę półwyspu po mistrzowsku. Rosja pokazała, że pod pewnymi względami jest w pełni normalnym państwem przygotowanym na wszystko. Nadarzyła się okazja więc Rosja skorzystała. Tak powinny funkcjonować państwa.
Wyobraźmy sobie taką hipotetyczną sytuację. W wyniku splotu nieoczekiwanych wcześniej zdarzeń Wileńszczyzna jutro może powrócić do Polski (sytuacja czysto teoretyczna, nie wzywam do rozbioru Litwy). Co się dzieje? Nic! Bo Polska byłaby na taki scenariusz kompletnie nieprzygotowana. Na tym polega różnica. Normalne państwo powinni planować nie co zrobi jutro ale co zrobi za pięćdziesiąt lat nawet jeśli 99% tych planów pójdzie do kosza. Tego nie robi Polska a robi to między innymi Rosja co zamiast ze zrozumieniem spotyka się z  oburzeniem.
Wróćmy jednak na Krym.
To Ukraińcy sami rozpętali chaos majdanowy. Naprawdę chyba najbardziej naiwni mogli podejrzewać, że ich wschodni sąsiad z tego nie skorzysta. To, że do majdanu w Kijowie rosyjskie służby dorzuciły swoje pięć groszy jest więcej jak pewne. To, że po kolejnym prezencie ze strony władz Ukrainy w postaci skasowania ustawy językowej Kreml inspirował prorosyjskie demonstracje również jest pewne. Jednak o czym zapominają polskie media gdyby nie to, że żyją tam miliony rosyjskojęzycznych ludzi, gdyby nie to, że nie kochają władzy  w Kijowie żadna siła nie byłaby w stanie wyprowadzić ich na ulicę. Taka jest prawda zaklinanie rzeczywistości nic nie da. Było to sondowanie przez Rosję A nastrojów, B rzeczywistego zakresu władzy włodarzy z Kijowa. Sonda zapewne bardzo ich zadowoliła. Poszła więc dalej wprowadzając pod koniec lutego chaos na Krymie i sprawdzając możliwość oderwania regionu.
Kilka przykładów: http://www.kresy.pl/wydarzenia,polityka?zobacz/krym-zajeto-parlament-i-rzad-wywieszono-rosyjskie-flagi
http://www.kresy.pl/wydarzenia,spoleczenstwo?zobacz/uzbrojeni-ludzie-drogi-na-krym-video
http://www.kresy.pl/wydarzenia,bezpieczenstwo-i-obrona?zobacz/flota-czarnomorska-zablokowala-lotnisko-w-sewastopolu-uzbrojeni-ludzie-zajeli-lotnisko-w-symferopolu
Odpowiedzią władz z Kijowa były niczym nie poparte groźby co znów tylko utwierdziło Rosjan by pójść krok dalej. Do 28 lutego wojska rosyjskie w zasadzie bez jednego wystrzału zajęły Krym.
Wkrótce przeprowadzono referendum i oficjalnie przyłączono Krym do Rosji. I tyle koniec historii. Krym jest rosyjski. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Trzeba tylko uczciwie przyznać, że wbrew propagandzie płynącej z Kijowa Krym zawsze był mocno separatystyczny, już w 1991 roku podjął nieudaną próbę oderwania się od Ukrainy. Krym w większości zamieszkany jest przez Rosjan a największa proukraińską grupą są...Tatarzy.
Tutaj pytanie do strony polskiej. Dlaczego mielibyśmy umierać za Krym skoro nie chcieli zrobić tego sami Ukraińcy.

Na koniec smutna refleksja. Prawie dwa lata temu straciłem kilku znajomych z Ukrainy, którzy ogłosili mnie ruskim agentem lub po prostu głupcem. Co takiego zrobiłem? Otóż po pierwsze uparcie twierdziłem, że Ukrainy nikt do UE nie przyjmie bo po pierwsze nikt jej tak naprawdę tak nie chce po drugie UE ma teraz ważniejsze problemy niż jakaś tam Ukraina.
Dalej. Wbrew moim znajomym z Podola twierdziłem, że USA nie wypowie wojny Rosji ani nie wprowadzi swoich wojsk na Krym. Że nikt absolutnie nikt poza deklaracjami nie zaryzykuje swoich interesów w imię Sewastopola. Dziś prawie dwa lata po tych wydarzeniach okazuje się, że ja jak i reszta agenturalnych oszołomów miała rację...

wtorek, 15 września 2015

Kresowi marynarze

Dziś wrzucam teks dotyczący floty pińskiej.
To raczej nie funkcjonujące w powszechnej świadomości miasto przed wojną było siedzibą autentycznej floty wojennej. Jest to kolejny przykład pokazujący jakim karłem jest III RP jeśli porównamy ją z II RP.






sobota, 13 czerwca 2015

O Polakach zdobywcach Syberii.

Artykuł pochodzi z "Uwarzam Rze" sprzed roku. Ma więc status archiwalny.






piątek, 12 czerwca 2015

25 lat Polonii Wilno

W sobotę 6 czerwca w Domu Polskim w Wilnie odbyła się uroczystość z okazji 25 lecia Polonii Wilno w której miałem zaszczyt wziąć udział.
Jak przebiegało samo rocznicowe spotkanie rozpisywać się nie będę gdyż dobrze zrobiły to lokalne media do których odsyłam.

Ze swojej strony napiszę tylko, że jeśli komuś leży na sercu sport kresowy i rozwój tamtejszej młodzieży to Polonia wciąż czeka na sponsora. W przeciwnym razie kolejnych 25 lat może nie być.

Relacje:

http://zw.lt/sport/25-lecie-klubu-sportowego-polonia-w-dkp/

http://www.wilnoteka.lt/pl/tresc/henryk-mazul-spacerek-przez-25-lat-polonii


Jeden z gości z PKOL pan Dariusz Goździak:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Dariusz_Go%C5%BAdziak


Pamiątkowy medal z okazji 25 lecia Polonii Wilno wręczany za zasługi dla klubu.


Oryginalny proporczyk, który podarował mi prezes klubu Stefan Kimso.

piątek, 10 kwietnia 2015

Ukraina cz. II

Jak już pisałem Ukraina w przełom roku 2013/2014 weszła w stanie całkowitego chaosu. Majdan wciąż trwał. Antymajdan okazał się niewypałem. Władza gubiła się kompletnie. Z jednej strony "ktoś" pobił dziennikarzy wyciągających takie czy inne brudy z drugiej strony milicja znajdywała sprawców. Na przełomie grudnia i stycznia głównym władcą kraju nad Dnieprem był Pan Chaos.

Taka sytuacja nie mogła trwać długo. Przesilenie wisiało w powietrzu.
I tu dochodzimy do zasadniczego problemu kto powinien sięgnąć po władzę?
No cóż, społeczeństwo Ukrainy jest naiwne jak dziecko i na początku 2014 roku uparcie wierzy w UE, USA i jakąś bliżej nieokreśloną pomoc zza granicy. Pod tym względem przypomina inne społeczeństwa Europy wschodniej kilkanaście lat temu.
Moim zdaniem wszelcy komuniści, Patria Regionów, Batkiwszczyzna etc. są tak przeżarte wszelką zgnilizną, że należy nad nimi tylko spuścić zasłonę milczenia. Pozostają tylko dwie siły Udar Kliczki oraz nacjonaliści ze Swobody i okolic. Gdybym był w Kijowie głosowałbym za Kliczką. Dlaczego? Bo spędził kawał życia na zachodzie. Wie jak funkcjonują normalne kraje. Zna też zagrożenia, które trawią zachód. Tak znam słabość Udaru. Wiem, że to partia jednego człowieka, że to zbieranina osób niezadowolonych z władzy bez większej idei łączącej ich w całość. Ale jaki miałbym wybór? Albo on albo zgnilizna albo... Swoboda.
No właśnie Swoboda. Partia uparcie pomijana lub marginalizowana w polskich mediach, która czy nam to się podoba czy nie powoli rośnie w siłę a na majdanie zbiła spory polityczny kapitał.
Pomija się ją by nie tłumaczyć społeczeństwu co to za dziwne flagi i portrety smutnych panów niosą nasi przyjaciele. Marginalizuje się wtedy gdy pominąć się da. Wtedy używa się zestawu różnych kombinacji od Oni i tak się nie liczą do dzisiejsi nacjonaliści są inni niż ci kilkadziesiąt lat temu a pan Bandera jest tak tylko przy okazji bo widzi drogie społeczeństwo oni tacy biedni i nawet bohatera nie mają więc im pozwólmy już tego Banderę wieszać. Nie będę się nad nim szczegółowo rozwodził bo zestaw jest prostacki i obraża człowieka myślącego a bazuje głównie na braku wiedzy historyczno-politycznej społeczeństwa polskiego.
Koledzy z kresów czasem pisali mi, że nie rozumiem co się tam dzieje. Otóż rozumiem doskonale, rozumiem beznadzieje sytuacji. Rozumiem rozpaczliwą chęć zmiany na lepsze. Ale rozumiem też, że państwa zachodu uprawiają grę pod swoje interesy a naiwne marzenia społeczeństwa Ukrainy mało ich obchodzą. Rozumiem też,że na majdan przychodził "naród".  Ale nie mam złudzeń. To nie pan z pianinem czy błogosławiący księża wygrywają rewolucje. Nie oni są poważnym przeciwnikiem dla władzy. Dla władzy, który rozumie tylko prymitywny język siły. To Swoboda i jej podobni potrafiła stawić czoło Berkutowi. To ona po cichu sączyła i sączy swoją propagandę czego efektem jest choćby taka oto dekoracja sztabu majdanu z 14 stycznia 2014 http://www.kresy.pl/wydarzenia,spoleczenstwo?zobacz/kijowski-sztab-rewolucji-udekorowany-portretem-bandery . Bandera się zadomowił i już nie chce sobie pójść. Zaczyna zdobywać coraz większą popularność wśród młodych.
Roman Dmowski podobno powiedział kiedyś "Nieważne byśmy rządzili. Ważne by wykonywano nasz program". Zasada ta działa w polityce do dziś. Wystarczy spojrzeć na UK i nagły zwrot na prawo Konserwatystów w momencie gdy UKIP stał się poważną siłą polityczną. Podobnie jest na Ukrainie Swoboda nie musi przejmować władzy by realizować swoje cele. Dodatkowo wzrost popularności symboliki OUN/UPA musiał spowodować reakcję wśród bardzo licznej mniejszości rosyjskiej dając podstawy do wywołania konfliktu czego nie zauważyły polskie media. Podnieceni dziennikarze i aktywiści cieszący się z upadających pomników Lenina i nie wnikający kto je przewracał nie zauważyli tego co zaczęło dziać się na Krymie. A zaczęło się tak: http://www.kresy.pl/wydarzenia,spoleczenstwo?zobacz/na-krymie-spalili-kukle-bandery-i-flage-oun-upa-foto .

Od drugiej połowy stycznia  mieliśmy ostatni akt rewolucji. Obficie polała się krew. Zginęło ponad 100 osób. Ginęli zarówno protestanci jak i funkcjonariusze Berkutu. O ile nad zabitymi protestantami media każą nam ronić łzy o tyle takie obrazki jak ten poniżej
są zupełnie pomijane. Tak jakby po drugiej stronie nie było ludzi tylko jakieś roboty. Pomijało się też fakt, że demonstranci nie mogący dostać się do berkutowców zaczęli zastraszać ich rodziny. Głosy oburzenia były bardzo nieliczne. Gdzie podziali się jedyni sprawiedliwi z mediów?                           
Ostatnią kwestią do omówienia pozostają strzały z ostrej broni, które doprowadziły do masakry na majdanie. Początkowo wszystko było jasne. Strzelał Berkut. Szczerze mówiąc nie kupiłem tego od początku. Od końca stycznia 2014 roku Berkut coraz mniej bronił władzy a coraz bardziej bronił siebie i eskalacja konfliktu była im jak najmniej na rękę. Dziś po ponad roku wiemy tyle, że nie strzelał Berkut a ktoś inny. Ktoś kto strzelał zarówno do protestujących jak i do Berkutu. Ktoś chciał ich ostatecznie napuścić na siebie tak by skończyło się masakrą. Kto? Prawdopodobnie rosyjskie służby choć i tu nic nie wiadomo na sto procent.                                                                                  
Początek lutego 2014 przyniósł kolejną niepokojącą informację. Bojówkarze z  Majdanu konkurencyjni wobec Swobody przekształcili swoją organizacją Prawy Sektor w partię polityczną.
22 lutego 2104 roku uciekł z kraju prezydent Janukowycz. Wydawało się, że rewolucja dobiegnie końca. Jak jednak wiemy prawdziwe fajerwerki miały dopiero nadejść.                                           

 Nie uprzedzając faktów zatrzymajmy się na podsumowaniu stanu Ukrainy pod koniec lutego 2014. Obalono zbrojnie demokratycznie wybranego prezydenta.Utrwalono podział kraju na wschód i zachód. Pozwolono agentom obcych państw na rozwinięcie skrzydeł i w zasadzie bezkarne działanie na terenie Ukrainy. Zamieniono jednych oligarchów przy władzy na drugich. Pogrążono w jeszcze większym kryzysie gospodarkę. I chyba najważniejsze przelano moim zdaniem zupełnie na darmo ludzką krew. Śmierć tych ludzi po obu stronach barykady była zupełnie niepotrzebna.


Coś na deser:


niedziela, 11 stycznia 2015

Ukraina cz. I

Ukrainą interesowałem się od zawsze.
Z racji pochodzenia była u nas w domu od kiedy sięgam pamięcią. Dziadkowie opowiadali o jej pięknie, mieszkańcach i przede wszystkim o zbrodniach UPA.

Może dlatego wydarzenia ostatnich dwóch lat szczególnie przykuły moją uwagę.
Jednak po kolei.

21 XI 2013 roku prezydent Janukowycz nie podpisał w Wilnie umowy stowarzyszeniowej z UE.
Jeszcze tego samego dnia zaczęły się w Kijowie protesty domagające się integracji z UE. Gromadziły w szczytowym momencie nawet 100 tysięcy osób. Liczne protesty miały też miejsce w innych miastach na przykład we Lwowie. Na polsko-ukraińskiej granicy utworzono żywy łańcuch itd. Tak było przez kilka dni.

Tu pierwszy przystanek.
Będąc na Ukrainie w 2012 roku. Rozmawiałem krótko o UE z taksówkarzem, z właścicielem baru we Lwowie i kilkoma innymi osobami. Wszyscy byli Unią zachwyceni. Unia w ich oczach to jakaś wyśniona organizacja niczym z bajki a nam Polakom wyraźnie zazdrościli członkostwa w jej strukturach. Myślę, że identycznie myśleli ludzie tworzący Euromajdan w listopadzie 2013 roku. Trochę się z nich śmiałem, trochę współczułem bo to wszystko niestety  bzdury.
Po pierwsze UE nie jest organizacją charytatywną, niczego nie daje za darmo choć wiem, że nawet w Polsce wielu wciąż w to wierzy. Polska jest UE dziesięć lat. I co? W II RP mieliśmy własne gigantyczne projekty a teraz nawet z "pomocą UE" nie potrafimy wybudować jednej autostrady! Znaczenie w świecie Polski nie podniosło się nawet o jeden %. Bezrobocie wciąż jest szalone a prawie 3 miliony ludzi pracuje na emigracji.  Gdzie więc ta organizacja rodem z bajki?
Aha zapomniałbym. UE to też gigantyczna korupcja oraz biurokracja. Poza tym ta organizacja powoli zaczyna ciążyć wszystkim i zbliża się do granicy rozpadu. Ukraińcy wierzyli jednak, że Unia da im pracę, pomoże w życiu, zaprowadzi praworządność itp. Nic z tych rzeczy. Dla UE ważniejsza jest dyskryminacja gejów niż to czy jakiś lokalny kacyk rządzi się niczym pan i władca.

Wracamy jednak do Kijowa.
30 listopada znudzona/zniecierpliwiona władza popełnia błąd. Brutalnie rozpędza protestujących w Kijowie. Błąd niewybaczalny. Idzie zima. Protesty trwają już od tygodnia. Jeśli nie dostaną jakiegoś bodźca to za kilka dni wygasną. Wie o tym każdy politolog ale jak się okazuje nie rządzący Ukrainą. Rozpędzając tłum dali im nieoczekiwany prezent.
Następnego dnia protestujących było już między 200 a 500 tysięcy. Doszło do poważnych zamieszek.

Przystanek drugi.
Przez te kilka dni na prawdziwego diabła medialnego został wykreowany prezydent Janukowycz. Niesłusznie. Janukowycz to cham i prostak. To nie ulega wątpliwości jednak to raczej pewien standard we wschodniej Europie. Pamiętajmy choćby o Łukaszence czy Kwaśniewskim. Janukowycz to złodziej jak większość oligarchów. Jednak Janukowycz nie był człowiekiem Putina. Przez cały czas balansował między UE a Rosją. Jeśli kraść to na swoim podwórku i samemu a zarówno UE i Rosja zawsze by patrzyły na ręce, czegoś żądały, sterowały itp. Jednym słowem nie taki diabeł straszny jak go malują.

3 i 4 grudnia to nieudane próby ze strony władzy wygaszenia napięcia.
8 grudnia obalono pomnik Lenina. Bardzo miła wiadomość.
12 grudnia władza poinformowała, że jednak podpisze umowę stowarzyszeniową z UE.
13-14 grudnia mają miejsce manifestacje poparcia dla władzy. Liczbę uczestników szacuje się na 50-200 tysięcy.
15 grudnia UE zawiesza rozmowy z Ukrainą z 17 grudnia Janukowycz spotyka się z Putinem.
19 grudnia Rada Najwyższa Ukrainy ogłasza amnestię dla uczestników protestów.

Przystanek trzeci.
Przez kolejne dni miały miejsce kluczowe wydarzenia. We władzach zapanował chaos. Rządzący zorientowali się chyba, że władza może wymknąć im się z rąk. Z kolei partie opozycyjne zwietrzyły swoją szanse i nie miały zamiaru ustępować. Coraz bardziej widoczni stali się też ludzie którzy wywodzą się spoza głównych sił politycznych Ukrainy i którzy nie bali się siłowej konfrontacji z władzą.
http://www.kresy.pl/wydarzenia,spoleczenstwo?zobacz/euromajdanu-bedzie-bronic-500-afgancow

http://www.kresy.pl/wydarzenia,polityka?zobacz/ukraina-opozycja-wzmacnia-ochrone-majdanu

Do gry na całego wkroczyły też służby specjalne. Amerykańskie ale przede wszystkim Rosyjskie oraz niemieckie. Nic wielkiego. Kraj pogrążał się w chaosie coraz bardziej więc trzeba było zareagować. O ile działania służb rosyjskich dostrzegano wszędzie, nawet tam gdzie ich być nie mogło o tyle służb amerykańskich czy niemieckich prawie nie dostrzegano a jeśli już to w niszowych z reguły mediach. Tu dochodzimy do kolejnego ważnego punktu. Roli mediów.
Ukraińskie wtedy jeszcze były podzielone miedzy zwolenników rządu i euromajdanu. Później zarówno media Ukraińskie dołączą do Rosyjskich. To znaczy będą uprawiać propagandę na naprawdę żenującym poziomie. Media Polskie z kolei zatraciły resztki obiektywizmu. Dziennikarze zarówno z głównego nurtu jak i powiązani z pluszową opozycją zachowywali się tak jakby ich życiową misją było wepchnięcie Ukrainy do UE o raz dowalenie Rosji. Gdzieś w domu zostały etyka zawodowa i obiektywne przedstawianie faktów. Polscy dziennikarze dostrzegali arogancję władzy i brutalność berkutu ale w protestujących wiedzieli tylko pacyfistycznych romantyków. Tak jakby nie zbierali się tam ludzie prezentujący różne poglądy. Nieraz bardzo skrajne i niebezpieczne również dla nas.  Czego nie dostrzegli nasi dziennikarze dostrzegli ukraińscy intelektualiści: http://www.kresy.pl/wydarzenia,spoleczenstwo?zobacz/ukrainscy-intelektualisci-protestuja-przeciwko-mowie-nienawisci-i-przemocy-niektorych-uczestnikow-euromajdanu

Ukraina w rok 2014 wkraczała na skraju upadku. Władza się chwiała. Kraj pogrążał się w chaosie. Obce służby prowadziły gry operacyjne na jej terenie a życie przeciętnego obywatela nie poprawiło się nawet odrobinę.

piątek, 9 listopada 2012

Spojrzenie z kresów

Polecam dwa ciekawe blogi. Jeden z Wileńszczyzny, drugi z Grodzieńszczyzny.

http://polacygrodzienszczyzny.blogspot.com/

http://blog.klon.name/

piątek, 20 kwietnia 2012

Światełko w tunelu.

Na jednym z naszych portali znalazła się taka oto informacja:

W białoruskim internecie rozpoczęła się dyskusja o tym czy nie warto aby Białoruś weszła w konfederację z Polską. Niektórzy autorzy proponują nawet przeprowadzenie w tej sprawie referendum.

Do naszej Redakcji, a także redakcji kilku innych polskich gazet, zgłosili się białoruscy dziennikarze i publicyści, którzy chcą rozpropagować ten pomysł by zorientować się jaki stosunek mają do niego Polacy. Twierdzą, że pomysł z ich punktu widzenia wcale nie jest egzotyczny, gdyż w momencie upadku Aleksandra Łukaszenki Białoruś nieuchronnie wpadnie w rosyjskie ręce o ile wcześniej nie zostanie w jakiś sposób zabezpieczona. Ponadto spośród posowieckich republik na Białorusi antypolski resentyment jest prawdopodobnie najmniejszy. Czy jednak ta idea, która wyszła ze strony białoruskiej jest realna? Zapraszamy do dyskusji.

Założenie słuszne, zyskałyby na tym obie strony oraz co ważne zniknąłby "problem" Polaków na Białorusi. Tlye, że znając życie u nas przejdzie to bez echa a naszym kochanym rządzącym zapatrzonym w UE nawet przez myśl nie przejdzie zastanwowienie się przez sekundę nad taką opcją.

środa, 18 kwietnia 2012

Krótko i na temat

Po pierwsze mój tekst o Polonii Chmielnicki zorbił karierę i trafił do papierowej wersji Kuriera Galicyjskiego.

Po drugie w siecie pojawił się ciekawy blog z Wileńszczyzny:
http://polskamlodziezwilna.blogspot.com/

Polecam!

czwartek, 23 lutego 2012

Wywiad z prezesem SSPL

Wywiad można znaleźć w serwisach wiadomości 24 oraz dziennikarz press.



Michał Gackowski: Proszę opowiedzieć coś o SSPL, skąd się wzięło i dlaczego?
Marcin Siembida: Stowarzyszenie powstało dwa lata przed reaktywowaniem klubu we Lwowie, formalnie zarejestrowaliśmy się w maju ubiegłego roku w Stalowej Woli. Pomysłodawcą są koledzy z Tarnowa, którzy od dłuższego czasu obserwowali i zbierali informacje odnośnie Dumy Lwowa. Los tak chciał, że większość z nich dziś mieszka w Anglii. W stowarzyszeniu zdecydowaną większość stanowią osoby o prawicowo-konserwatywnych poglądach. Zapytacie, dlaczego Pogoń Lwów? Wydaje mi się, że padło akurat na stolicę Galicji, gdyż tamte rejony w naszej działalności patriotyczno-społecznej były zapomniane, teraz to nadrabiamy z nawiązką.

M.G.: Co konkretnego robicie?
M.S.: SSPL zostało powołane do życia, aby wspierać Polaków, mieszkających na Kresach. Mylą się Ci, którzy myślą, że jesteśmy zwykłą brygadą kibiców Pogoni Lwów. Przede wszystkim, mamy pielęgnować wszystko, co pozostało na Kresach bezinteresownie zostawione, dziś przez większość z nas zapomniane. Podjęliśmy rękawice ratowania klubu, gdy wpadł w finansowy dołek, poświęciliśmy sporo czasu, aby usłyszano o nim w Polsce i polskich mediach. Po kilkumiesięcznej walce udało się uzyskać solidnego sponsora, jakim jest PKP Cargo, dlatego temat piłkarski schodzi na drugi plan. Teraz we Lwowie mamy inne zadanie, o wiele trudniejsze. Zjednoczyć mieszkających tam Polaków, aby byli zwartą, jedną, wielką siłą. To podstawa w dzisiejszych czasach, gdzie Banderowcy stawiają sobie pomniki w każdej miejscowości. Dopóki będziemy rozproszeni, cisi, niezdecydowani, nie będziemy warci, aby nas usłyszano. Mam nadzieję, że to się zmieni.

M.G.:Jakie inicjatywy chcielibyście poruszyć w najbliższej przyszłości?
M.S.: Jesteśmy po pierwszym spotkaniu z odradzającym się Junakiem Drohobycz, mogę powiedzieć, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczony po wizycie u nich. Widzę pewne różnice między Pogonią Lwów a Junakiem, w Pogoni gra część Polaków i część Ukraińców. W Junaku natomiast grają w większości Polacy. To kwestia też podejścia, czy chce się tworzyć wielki klub, który będzie się wspinał w hierarchii futbolu, czy też skromny, ale za to zdecydowanie polski. Szczerze przyznam, że wolałbym, aby był mniejszy, ale za to nasz, ale tutaj wtrącać się nie będę nikomu w jego robotę. SSPL może jedynie monitorować sytuację, i też tak robimy, w końcu jesteśmy głosem kibiców z Polski. Jesteśmy po pierwszych, skromnych rozmowach z Polonią Chmielnicki i Batorym Grodno. Na celowniku mamy również Polonię Wilno, do której wybieramy się w najbliższych tygodniach.

Z rzeczy pozsportowych, myślimy nad renowacją cmentarza w Drohobyczu. Są tam skandaliczne warunki, groby na naszych oczach się walą, potrzebna jest tam natychmiastowa interwencja. Niestety, bez wsparcia osób bezinteresownych i odpowiedniego strumienia pieniędzy nie damy rady, trzeba zorganizować tam wycinkę drzew, trzeba zrekonstruować fotografie na grobach, do których strzelali czerwonoarmiści. W końcu, pójdziemy na wojnę, na noże z władzami Drohobycza o odbudowanie pomnika Grunwaldzkiego. Tego tematu nie odpuścimy, możecie być tego pewni.

M.G.: Czy ograniczacie się tylko do Ukrainy?
M.S.: Tak jak powiedziałem wcześniej, mamy na oku Batorego Grodno i Polonie Wilno. Do końca półrocza chcemy z nimi nawiązać bliższą współpracę, jednak teraz pracujemy nad Polonią Chmielnicki i Junakiem.

M.G.: Czy jesteście powiązani politycznie?
M.S.: Politykowanie zostawmy politykom, a sam fakt, że w stowarzyszeniu jest większość osób o poglądach prawicowych, niezbyt dobrze świadczy o lewicy. Przypisywanie naszej działalności do PiS-u, Solidarnej Polski czy jakiejkolwiek innej partii, nie ma sensu. Gdy zabieramy się do roboty, legitymacje partyjne mnie nie interesują, natomiast, jeśli ktoś będzie chciał upartyjnić SSPL, spotka go niemiła niespodzianka.

M.G.:Na koniec proszę powiedzieć w jaki sposób można wam pomóc?
M.S.:Wszystkie nasze projekty, które wymieniłem, zależą tylko i wyłącznie od finansów, którymi będziemy dysponować. Proszę Państwa o pomoc w współfinansowaniu ich, dołóżcie swoją cegiełkę, nawet skromną. Wszystkie nasze dane znajdziecie na stronie internetowej pogonlwow.pl lub piszcie na maila paulina@pogonlwow.pl. Chcę zachęcić również do pomocy osoby, które nie mają środków finansowych, za to mogą nam zaproponować swoje ręce do pracy, transport bądź nawet usługi remontowe. Wystarczy napisać.

piątek, 10 lutego 2012

Polska Kibolska

Od kilku dni w serwisie wiadomości 24 można przeczytać mój tekst na temat kibiców. Ku memy zaskoczeniu jest jednym z najpopularniejszych tekstów na portalu. Oto on


Gdyby wierzyć mainstremowym mediom problemem numer jeden Polski są hordy kiboli niszczące, co pewien czas nasz kraj i robiące wszytko, by skompromitować nas podczas zbliżającego się Euro w oczach Europy. Czy tak jest naprawdę?

By omówić sprawę kiboli należ poruszyć kilka kwestii. Po pierwsze, kto to jest kibol? Tu pojawia się problem. Kibole u nas ostatnimi czasy strasznie się rozmnożyli i nie trzeba już chodzić na mecze, by być kibolem, można np. być lewackim antyfaszystą, a w TV wystąpi się jako kibol.

W rzeczywistości kibice dzielą się na kilka dość płynnych grup. Pierwsza tzw. janusze to kibice sukcesu pojawiają się w z sukcesami drużyny i wraz z brakiem sukcesów znikają. To grupa najbardziej pożądana przez sponsorów. Z braku przywiązania do klubu kupi największy nawet bubel.

Następnie mamy grupę pikników. Siedzą cichutko na stadionie zajadając kiełbaski jednak wraz kryzysem drużyny nie znikają. Liczy się też dla nich klubowa tradycja. Trzecią grupę stanowią Ultrasi. Zajmują się dopingiem oraz oprawami meczowymi. To oni nadają kolorytu szarym trybunom. Grupa ostatnia to chuligani czyli ci, którzy będą bić się za swój klub. Jak już wspomniałem podział jest dość płynny bywa, ze chuligan jest też ultrasem czy piknik od wielkiego święta pokibicuje.

Kibice a policja

Na pierwszy rzut oka sprawa wydaje się prosta. Kibic to bandyta niszczący stadiony a policjant to stróż prawa. Czy zawsze tak jest? Oczywiście wszelkie dewastacje mienia powinny być karane. Jednak nie można kibiców traktować, jak podludzi. Kibic rzucający w policjanta kamieniem powinien być pociągnięty do odpowiedzialności, kibic spokojnie oglądający spotkanie powinien być traktowany, jak każdy normalny obywatel. Niestety rzeczywistość wygląda inaczej. Udając się na mecz kibic staję się wyjęty spod prawa. Można go okraść, pobić obrażać etc. Jest kibolem jest gorszy niż zwierzę.

Kibola można zabić nawet jeśli ma tylko 13 lat i przeszedł na czerwonym świetle.
Do kibola można strzelać w głowę nawet, gdy przepisy tego zabraniają. Kibola można przetrzymywać wbrew jego woli, mimo iż mamy wolność poruszania się po kraju. Kibolowi można ot tak dla zabawy urządzić "ścieżkę zdrowia", nawet gdy jest znanym dziennikarzem muzycznym. Kibola można pobić nawet wtedy gdy jest kobietą. Z kibolem można zrobić wszytko i tak nikt się o niego nie upomni.
Po takich przygodach nie można oczekiwać, że kibice będą pałali miłością do stróżów prawa.

Podczas moich kibicowskich eskapad zauważyłem, że nasi mundurowi mają olbrzymie problemy nad panowaniem na sobą. Czyżby testy psychologiczne można było między bajki włożyć? Spotkałem się z ostatnim chamstwem i prostactwem. Z drugiej strony trafiałem też na bardzo elokwentnych, miłych i uczynnych funkcjonariuszy, z którymi można było normalnie pogadać i którzy np. z wielką uprzejmością pokierowali mnie na drogę powrotną do Wielkopolski, gdy przyznałem się do słabej znajomości Górnego Śląska. Mamy więc przypadki negatywne, jak i pozytywne. Normalnie, jak w życiu. Dlaczego więc jeśli chodzi o kibiców obowiązuje odpowiedzialność zbiorowa, a nie indywidualna?

Kibice a media

Dlaczego 11 listopada spalono dwa wozy TVN-u, a kilka dni później podobno zaatakowano wóz Polsatu? Odpowiedź jest prosta. Media traktowane są już jako strona w sporze i kibice bronią się, jak potrafią. Mediów (zwłaszcza tych mainsteamowych) nie interesuje rzetelne przestawienie wydarzeń. Interesują je tylko zadymy, im większe tym lepiej, bo to zwiększa oglądalność. Wszelkie inne aspekty dla nich nie istnieją. Media nie reagowały gdy kibice byli karani za antyrządowe hasła. W kraju, w którym podobno obowiązuje wolność słowa z rożnymi poglądami można się nie zgadzać ale nie wolno zabraniać ich głoszenia!

Media milczały też gdy białoruscy kibice zostali pobici i brutalnie wyrzuceni z meczu koszykówki w Bydgoszczy podczas mistrzostw Europy kobiet, a powodem interwencji było wywieszenie innej flagi niż ta, którą posługuje się reżim Aleksandra Łukaszenki.

Gdzie podziało się oburzenie dziennikarzy gdy 20 sierpnia tego roku na mecz nie został wpuszczony poprzez kaprys ochrony pan Michał Kościecha kibic Widzewa, inwalida pierwszej, grupy któremu przysługuje bezpłatne miejsce na łódzkich trybunach. Przy tak jednostronnym relacjonowaniu wydarzeń dziwienie się, że dziennikarze zostali wrogami kibiców jest niepoważne.

Kolejna kwestia. Skąd się biorą kibole? Czy to łysi panowie w dresach, którzy nie ukończyli podstawówki? Niektórzy pewnie by chcieli żeby tak było. To zamykałoby sprawę. W rzeczywistości jednak kibice rekrutują się z każdej grupy mamy więc osoby bez żadnego wykształcenia oraz takie które mają wyższe. Co więcej z moich obserwacji wynika, że liczba osób z wyższym wykształceniem udzielających się na trybunach rośnie. Według naszego premiera kibice czy też kibole to zasłona dla przestępczości zorganizowanej. Jest to tak wielka bzdura, że nie trzeba by tego aspektu poruszać gdyby... nie widzowie czerpiący wiedzę wprost ze szklanej skrzynki zwanej telewizorem, którzy po części w tę bzdurę uwierzyli. Kibice oczywiście łamią prawo. Tak samo jak łamią je kolejarze, prawnicy lekarze, politycy. W każdej grupie zawodowej znajdą się ludzie krystalicznie uczciwi jak i zwykłe szuje ale nikt przy zdrowych zmysłach nie powie, że każdy (tu proszę wstawić dowolną grupę zawodową) to złodziej. Dlaczego więc w stosunku do kibiców takie zarzuty padają?

Kibice piłkarscy to bandyci
a reszta to anioły. W tym miejscu zazwyczaj przywoływani są kibice siatkarscy, którzy delikatnie mówiąc są typowymi kibicami sukcesu i zostali trochę sztucznie wykreowani. Poza tym każdy kto mieszka w Warszawie może przejść się na mecz siatkarski Legii i obejrzeć kibiców znanych z boisk piłkarskich.

Podobnie jest gdy chodzi o hokej, żużel, koszykówkę, piłkę ręczną czy hokej na trawie. Jednak media nie mówią, że tam mamy kiboli i nikt się tymi dyscyplinami pod względem zadym nie interesuje. Co więcej dochodzi do paradoksów! W Poznaniu w zeszłym roku sekcję piłkarską Warty Poznań przejęła znana z rozbieranych sesji pani Pyżalska, która po kilku miesiącach działalności w klubie postanowiła pozbyć się kiboli. Kibole nie zostali jednak bezdomni. Przenieśli się na sekcje hokeja na trawie tegoż klubu. W tym momencie zdarzył się cud. Wczorajsi kibole zostali najlepszymi kibicami chwalonymi nie tylko przez trenera i laskarzy ale także przez sam związek hokeja. Paradoks polega na tym, że w na hokeju robią dokładnie to samo co na piłce nożnej.

Na polskich stadionach jest niebezpiecznie. Jest to jedna z największych bzdur powtarzana głównie przez ludzi, którzy na meczu nigdy nie byli. Liczba zadym co przyznaje sama policja stale spada. To nie u nas ale w bezpiecznych Włoszech na stadionie w ostatnim czasie zginęli ludzie. Liczba tzw. zdarzeń boiskowych w Polsce i w Anglii jest porównywalna mimo to dziennikarze z uporem maniaka przedstawiają wyspy jako wzór od, którego powinna uczyć się dzika Polska. To w Glasgow a nie w Warszawie po ostatnich derbach zatrzymano ponad czterdzieści osób. Dlaczego więc to nasze stadiony uchodzą za niebezpieczne? Zaryzykowałbym tezę, że wiąże się to z frekwencją. Na wyspach jest ona olbrzymia i ciężko ludziom wmówić niektóre rzeczy skoro zaraz mogą to zweryfikować. U nas niestety poza kilkoma chlubnymi wyjątkami frekwencję mamy mizerną więc kreować rzeczywistość można do woli.

Można by poruszyć jeszcze wiele wątków ale ten felieton rozrósłby się do nieznośnych rozmiarów. Zamiast tego zadam tylko dwa pytania. Dlaczego osoby kreatywne, pomagające kombatantom, pamiętające o rocznicach, wspierające domy dziecka są przedstawiane jako zło, które trzeba wyplenić? Dlaczego w Polsce chuligani wtrącani są do więzień (gdzie dopiero uczą się przestępczego fachu) a w Wielkiej Brytanii utworzono z nich elitarne oddziały spadochronowe?
Odpowiedzi nie oczekuję.

wtorek, 20 grudnia 2011

W Bydgoszczy o Pogoni

Na portalbydgoski.pl ukazał się artykuł o Pogoni Lwów. Swoje trzy grosze dorzuciła moja skromna osoba. Zapraszam:
http://www.portalbydgoski.pl/pogon-lwow-symbol-jednaczacych-sie-polakow-na-ukrainie

niedziela, 4 grudnia 2011

Święto Polonii na Syberii

Krótki filmik obrazujący życie kulturalne Polonii w Tiumeniu. Działa tam Obwodowe Centrum Polskiej Kultury i Oświaty "Latarnik", założone w 1993 roku przez Henryka Fiela skupiające około 400 osób. Ogólnie na Syberii rozsianych jest przynajmniej kilka tysięcy Polaków.

Film można obejrzeć pod adresem:
http://www.youtube.com/watch?v=MTt2kG4Q6vs&feature=related

czwartek, 24 listopada 2011

Tak się zastanawiam...

Tak się zastanawiam. Liczba unikalnych użytkowników odwiedzających tego bloga sięgnęła 599 osób. Niewiele. Tymczasem po opublikowaniu ostatniego posta, w którym padła nazwa Białoruś aż 8 z 9 odwiedzających tego bloga pochodziło z Rosji. Ciekawe dlaczego...

piątek, 18 listopada 2011

Znalezione w sieci...

Lechiści na Wileńszczyźnie

Kibice Lechii ze Stowarzyszenia "Lwy Północy", którzy prowadzili od kliku miesięcy zbiórkę książek na potrzeby polskiej biblioteki na Wileńszczyźnie pojechali zawieźć hojne dary do adresatów. Przy okazji uczestniczyli w uroczystościach z okazji 11 listopada, które odbywały się w miniony piątek w Wilnie.

Podróż do Litwy odbyło około 20 fanatyków gdańskiej Lechii, których głównym celem było zasilenie zasobów biblioteki polskiej na Wileńszczyźnie. Oczywiście wizyta w tak doniosłym dla naszej Ojczyzny okresie musiała poskutkować włączniem się w obchody Dnia Niepodległości.

Zebrane ksiażki trafiły do Domu Kultury w miejscowości Nemenczyn. Kibice zostawili także ślady w postaci zniczy na cmentarzach, w tym także w najważniejszym miejscu - pod grobem, w którym złożone zostało serce Marszałka oraz prochy jego matki.

niedziela, 13 listopada 2011

Polonia Chmielnicki kresowe granie


Chmielnicki, będący do 1954 roku Płoskirowem, to spore ukraińskie miasto leżące 230 kilometrów od polsko-ukraińskiej granicy, gdzie prężenie działa blisko dziesięciotysięczna Polonia.

Płoskirów był jednym z ważniejszych miast kresowych I Rzeczpospolitej. Po rozbiorach znalazł się w zaborze rosyjskim. Wszystko miała zmienić I wojna światowa i jej następstwa. Na konferencji w Wersalu Dmowski postulował przyłączenie Płoskirowa jako obszaru z przeważającą ludnością polską do II Rzeczpospolitej, jednak wojna polsko-bolszewicka pokrzyżowała te plany i miasto znalazło się ok. 40 kilometrów od granicy, po stronie ZSRR.

Nie przeszkodziło to jednak rozwijać się miejscowym Polakom, którzy od początku XX wieku pod wodzą księdza Kazimierza Nosalewskiego (wycofał się wraz z wojskiem polskim w 1920 roku), a następnie kolejnych duchownych, prężnie rozwijali kulturowo-społeczne życie miasta. Sytuacja zmieniła się wlatach trzydziestych, gdy za sprawą kaprysu Stalina ludność polska stała się elementem niepożądanym. Rozpoczął się trudny do wyobrażenia terror. Ludzi deportowano, rozstrzeliwano na miejscu, a nawet zamurowywano żywcem w piwnicach!

Zdziesiątkowana ludność polska zdołała jednak przetrwać okres ZSRR i w przemianowanym w 1954 roku na Chmielnicki mieście, znajdującym się pod administracją już nie ZSRR, a od 1991 roku państwa ukraińskiego, rozpocząć narodowe odrodzenie.

Oprócz skupienia się na sprawach kulturowo-duchowych tym razem postanowiono też zwrócić uwagę na sport. W ten sposób w 2007 roku powstał klub Polonia Chmielnicki.

Wszystko odbyło się z inicjatywy grupy Polaków, którzy w 2007 roku odrodzili po 15 latach miejski związek Polaków w m. Chmielnicki, na papierkach organizacja istniała, ale nic w ogóle nie robiła, tylko własne interesiki kilku osób - relacjonuje jeden z ojców drużyny Roman Medlakowski, który od początku jest też prezesem klubu. Pozostałe osoby, które walnie przyczyniły się do powstania klubu to Walery Medlakowski, Walery Szkolar oraz Stanisław Dermanowski

Formalnie jednak działalność klub podjął 10 listopada 2008 roku, kiedy podczas uroczystości z okazji Dnia Niepodległości ogłoszono jego powstanie. Życie klubu nie jest różowe - od początku swego istnienia boryka się z kłopotami finansowymi. Początkowo utrzymywany był ze składek związku Polaków miasta Chmielnicki (w mieście działa jeszcze pięć innych związków, ale ich działalność na rzecz rodaków lepiej przemilczeć), a obecnie, jak mówią w klubie, z tego, co sobie wyproszą (od 2011 roku Polonia by nie obciążac budżetu związku stała się osobną organizacją). A z tym bywa różnie.

- Ostatnio na rok dostaliśmy od konsulatu całe 450 euro, co wystarczyło na 2 komplety strojów - wzdycha Roman Medlakowski. Nie popisali się też polscy hurtownicy. Na list wysłany do aż 35 hurtowni z prośbą o nawet symboliczne wsparcie, nie raczyła odpisać żadna z nich.

Kłopoty finansowe nie idą w parze wynikami sportowymi. Tutaj zespół ma się czym chwalić. Drużyny zarówno juniorskie jak i seniorskie często biorą udział w rozmaitych turniejach zarówno w kraju, jak i za granicą godnie reprezentując swoje miasto.
Pierwsza drużyna spisuje się wręcz znakomicie i po dwóch sezonach wywalczyła awans do 3 (w kolejności 4) ligi ukraińskiej jednak jak twierdzi kierownik drużyny, ze względów finansowych nie przystąpi do rozgrywek na wyższym szczeblu.

Polonia gra też w lidze miejskiej i halowej oraz dwa razy z rzędu wygrała turniej mniejszości narodowych obwodu Chmielnickiego czym ucieszyła nie tylko miejscowych Polaków, ale również Ukraińców, z którymi od dawna stosunki układają się na zasadach dobrosąsiedzkich (być może dlatego, że w czasach ZSRR ludność polska, jak i ukraińska w równym stopniu doświadczyła terroru stalinowskiego). Dlatego też ukraińscy sąsiedzi gdy Polonia rozgrywała mecz np. z drużyną z Azejberdżanu kibicowali Polakom jako swoim.

Może więc warto zainteresować się i wesprzeć tę kresową drużynę, bo być może własnie tam, a nie gdzieś na boiskach we Francji biegają przyszli reprezentanci Polski.

poniedziałek, 18 lipca 2011

Polonia Wilno


Każdemu, któremu leży na sercu los kresów wschodnich pozostających pod okupacja polecam forum kresowego klubu sportowego Polonia Wilno https://poloniawilno.fora.pl/