The Swimmers (pływaczki)
to całkiem ciekawy film z 2022 roku na który trafiłem dopiero
teraz.
Jest to biograficzna
opowieść o dwóch siostrach uprawiających pływanie w Syrii.
Zaczyna się ciekawie. Reżyser Sally El-Hosaini jest z pochodzenia
Egipcjaninem postanowił więc nie przedstawiać Syrii Assada jako
piekła na ziemi.
Jednak od początku. Dwie
siostry trenowane przez swojego ojca żyją w Syrii Assada targanej
wojną domową. Choć strach narasta starają się żyć normalnie
marząc o wyjeździe na igrzyska. Pewnego dnia podczas zawodów
basen zostaje zaatakowany przez grupę rebeliantów. Jeden z pocisków
wpada do wody ale na szczęście nie wybucha.
Po tym incydencie ojciec
podejmuje decyzję. Córki muszą wyjechać.
Przez Turcję dostają się
do Grecji.
W tym momencie film
zaczyna się psuć.
Europejczycy wychodzą na
ludzi, którzy nie mają żadnej empatii dla uchodźców. Nie chcą
się z nimi dzielić nawet najbardziej podstawowymi produktami.
Ostatecznie bohaterki filmu docierają do a jakże...do Niemiec.
Tam udaje się im znaleźć
trenera. Ostatecznie tylko jedna z sióstr zostaje przy pływaniu
kwalifikując się na Igrzyska w Rio. Pojedzie tam jako
reprezentantka drużyny uchodźców. Zanim ostatecznie pojawi się na
olimpijskim basenie wysłuchuje niewybrednych komentarzy od białych
pływaczek.
Tyle w olbrzymim skrócie
jeśli idzie o film.
Co mnie w nim denerwowało
to masa śmieci znacząca trasę przemarszu uchodźców. Ja wiem.
Jestem głupi bo się czepiam. Ktoś ucieka od wojny a mnie martwią
śmieci. Nie wiem dlaczego ale denerwowało mnie to. Dlaczego cała
trasa musiała wyglądać jak chlew.
Druga rzecz, która bardzo
wyraźnie wybrzmiewa w tym filmie to nie liczenie się z naszą
perspektywą, nas Europejczyków.
Grecy nie są źli. Żyją
z turystyki. Często to podstawa utrzymania lokalnej społeczności.
Uchodźcy zwyczajnie zakłócają gospodarkę. Jeśli wystraszą
turystów to lokalni mieszkańcy zostaną bez środków do życia.
Rozumiem, że ktoś ucieka przed wojną ale to nie oznacza, że może
lekceważyć lokalnych mieszańców i nawet nie starać się
zrozumieć ich perspektywy. Tu pojawia się kolejny problem. Film
wyraźnie pokazuje, że zaledwie niewielka część uchodźców to
uchodźcy wojenni. Nie brakuje uchodźców ekonomicznych. O ile mogę
bez problemu zrozumieć pomoc dla kogoś kto ucieka przed wojną czy
katastrofą naturalną to podnosi mi ciśnienie wmawianie mi, że mam
jakiś obowiązek przyjmowania i pomocy nielegalnym migrantom
ekonomicznym.
Odchodząc już od filmu.
Młodsza siostra Yursa wystąpiła dwukrotnie na Igrzyskach
olimpijskich. Była solidna ale nie błyskotliwa. Jeszcze jako czynna
pływaczka związała się z agencją do spraw uchodźców działającą
przy ONZ.
Starsza siostra Sarah nie
miała w sobie miłości do pływania i jeszcze przed igrzyskami w
Rio opuściła Niemcy by pomagać uchodźcom. W 2018 roku została
aresztowana i spędziła ponad trzy miesiące w greckim więzieniu
pod zarzutem pomocy nielegalnym imigrantom.
Nie jestem bez serca.
Rozumiem nieraz dramatyczną sytuację ludzi w innych częściach
świata ale...
Ale uderza mnie to, że ci
ludzie, nie mówię tu już o postaciach z filmu bo z takimi
postawami spotykam się w życiu prywatnym, że ci ludzie traktują
naszą Europę jak dojną krowę. Oczekują pomocy nie chcąc dać
nic w zamian. Nie chcą się integrować. Tak naprawdę los naszego
kontynentu ich nie obchodzi. Jest tylko chęć wyciśnięcia środków.
Nic więcej.
Pomijając postawy skrajne
większość ludzi nie jest rasistami. Nie dajmy sobie wmówić, że
jest inaczej. To co napędza postawy niechętne przybyszom z
zewnątrz to ich roszczeniowa postawa i brak chęci do integracji.