Pokazywanie postów oznaczonych etykietą turbosłowianie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą turbosłowianie. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 maja 2024

Cywilizacja Słowian

 


Czasem człowiek coś wygra.

Zawsze tak miałem, że zamiast jednej listy piosenek powtarzających się co 70 minut wolałem radio gadane. No i wygrałem w poznańskim Radiu Emaus książkę.
Cywlizacja Słowian.
350 stron. Kolejne 50 to przypisy plus bibliografia. Aj waj😶.
Bardzo przystępny język. W sumie nic zaskakującego dla kogoś kto się choć trochę intersuje ale okazało się, że stary nie jestem bo to co autor nazywa nową archeologią to ja miałem na studiach.
Co ważne. Nie ma tam emocji.
Jest przedstawienie dwóch zwalczajacych się obozów. Obóz pierwszy Słowianie przybyli na nasze tereny ok 5 wieku. Obóz drugi byliśmy tu od zawsze.
Autor przyznaje, że obecnie przygniatająca większość archeologów odpowiada się za przybyciem w V wieku.
Choć sam nie zajmuje stanowiska zwraca uwagę, że wielu uczonych, którzy chcą udowodnić, że byliśmy tu od zawsze kieruje się kompleksami, chciejstwem i uprawia politykę. Faktycznie gdy sam studiowałem odnosiłem podobne wrażenie.
Drugiej stronie również się obrywa.
Problem polega na tym , że znikoma ilość źródeł skazuje nas na słynne i lubiane w historii słowo prawdopodobnie.
Wiele więc wskazuje, że kolebka Słowian jest gdzieś na Ukrainie i wschodniej Białorusi ale na 100% się tego nie potwierdzi. Niektórzy nawet twierdzą, że mogła być więcej niż jedna kolebka. Na bogato.
Obrywa się też turbosłowianom choć bardzo dyplomatycznie.
Nasi fani genetyki również mocno się zdziwią jak dowiedzą się , że Słowianie to kategoria kulturowa nie genetyczna. Aj waj ale jak to tak?
Są oczywiście ludy które z różnych powodów bardzo dbały by nie mieszać swoich genów ale to raczej rzadkość.
Czy Węgrzy są narodem?
Chyba nikt nie ma wątpliwości. Genetycznie jednak są najbardziej wymieszanym narodem w Europie 🤷‍♂️
Wandalowie stworzyli swoje Afrykańskie państwo stanowiąc w nim ok 6% mieszkańców.
Frankowie podbili Galów stanowiąc ok 10% mieszkańców.
Turcy wyruszyli w swą podróż z dalekich stepów Azji po drodze wchłaniajac każdy napotykamy lud i w efekcie nie przypominają już Mongołów. Czy przestali być Turkami?
Podobnie było ze Slowianami. Raz , że nie było ich więcej niż 300 do 400 tysięcy. Rozchodząc się po Europie wchłaniali tych których zastali na miejscu. Tu obrywa się starym zwolennikom teorii przybycia w V wieku.
Pamiętam jak na studiach wykładowca opowiadał, że kiedyś taki archeolog naprawdę myślał, że dany lud jak gdzieś szedł to się po prostu podnosił i w całości przechodził w inne miejsce. Oczywiście całkowicie niezamieszkane. Tymczasem nigdy tak nie było. Jakiś lud mógł się przenieść w inne miejsce ale nigdy w całości. Zawsze ktoś zostawał.
Jeśli Słowianie przybyli na przykład do Wielkopolski i tam zastali na przykład jakaś osadę germańską to w krótkim czasie ona się asymilowała i stawała się słowiańska. Ot tyle. Proces zachodzący w wielu miejscach na świecie.
Wielkie migracje ludności zachodziły na świecie zazwyczaj wraz ze zmianami klimatu. Okres wędrówek ludów to okres ochłodzenia. Ludziom zrobiło się zimno i ruszyli w drogę. Nasze tereny się wyludniły, nie całkowicie oczywiście. Na te słabo zaludnione ziemie przybyli nowi ludzie i nastał nasz czas.
Co jest dla mnie osobiście fascynujące to że naprawdę duży obszar Europy mówił jednym jezykiem. Pierwszy zaczął się wytrącać język południowo słowiański ale jescze za czasów Chrobrego "Polacy" czy "Czesi" mówili tym samym jezykiem.
Do dziś jesteśmy jedyną grupą językową, która bez nauki języka zrozumie się w podstawowych kwestiach.
Podsumowując. bardzo dobra pozycja. Obietywna, pisana przystępnym językiem. Bez wróżenia z fusów. Gdzie są białe plamy tam autor je zostawia. Przedstawia historię taka jaką była i tyle . Jak ktoś chce leczyć swój kompleks niższiści to sporo się zawiedzie.

czwartek, 13 kwietnia 2023

Święto chrztu Polski czyli szury nasze kochane


 PiS lubi być czasem świętszy od papieża, zwłaszcza gdy nic to nie kosztuje i daje nam kwiatki takie jak to dzisiejsze święto.

Czepiam się wiem.
Problem z chrztem Polski jest taki, że nawet rok 966 nie jest na 100%pewny.
Nie wiemy gdzie dokonano tego aktu.
W grę wchodzą aż 3 lokalizacje.
Daty dziennej nie znamy wcale.
14 kwietnia wypadła Wielkanoc roku 966. W ten dzień przeważnie chrzczono ludzi....tyle, że Mieszko to nie byle kto tylko władca. Obu stronom zależało też na czasie. Chrzest mógł być wiec w kwietniu ale równie dobrze mógł to być listopad.
Czepiam się bo część serwisów pomija słowa "data symboliczna" a hiper patrioci spod znaku TVP w ogóle go nie zauważają.
Dobra wiem doczepiłem się szczegółu.
Nadchodzą szuriaty.
Czym by był świat bez szurów naszych kochanych. Historyków po wyższej szkole memów I teologów po uniwersytecie Facebooka.
Przy okazji dzisiejszego święta dowiadujemy się, że:
Mieszko wpedził Polskę pod okupację Watykanu,
Straciliśmy wolność pogańską I zaczął się nasz upadek,
I wiele podobnych ale moim faworytem jest pewna Pani Krystyna, która odkryła spisek i twierdzi że żadnego chrztu nie było.
Pokazuję i objaśniam .
-watykan powstał w latach 20tych XX wieku.
- decyzja Mieszka zapewniła nam skok cywilizacyjny i ugruntowała państwo
To są fakty. Nawet za czasów PRL z nikt z tym nie polemizował ale teraz mamy Internet i antyklerykalne Grażyny i Janusze muszą popisać się swoją ignorancją.
Turboslowianie moi mili.
Wiem, że to boli ale gdy Mieszko pozostał przy poganstwie podzielony los Słowian Połabskich. Nasz rodzimy system wiecowy był nieudolny i sprzyjał decentralizacji. Słowianie Połabscy nawet w okresie największego zagrożenia nie potrafili się zjednoczyć.
Mieszko nie zaczął upadku Polski tylko zapoczątkował państwowość. Coś zupełnie odwrotnego niż to co macie w główkach. Więcej. Mieszko nawet nie wiedział, że włada polską bo ta nazwa pojawia się dopiero za czasów Bolesława.
To czy ktoś wierzy czy jest ateistą nie ma najmniejszego znaczenia. Gdyby nie chrzest Polski bylibyśmy dziś ciekawostką jak państwo Samona.
P.s.
Na obrazku turbo Ukraińcy (nasi Lechici mają sporą konkurencję) wyruszają na mamutach budować wielką Ukrainę.

wtorek, 29 listopada 2022

Turbosłowianie po raz ostatni. Obiecuję ;)

 

Wraz z rozwojem mediów społecznościowych pojawiły się nowe zjawiska społeczne takie jak na przykład zwolennicy płaskiej ziemi.

Oczywiście tego typu grupy istniały sobie gdzieś na marginesie życia społecznego od lat, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, ale nowoczesne technologie pozwoliły im stać się zjawiskami masowymi.

 

Ruch turbosłowian doskonale wpisuje się w ten schemat. Jest to fenomen społeczny nie znany jeszcze kilkanaście lat temu a obecnie mający setki tysięcy zwolenników. Nie jest to ruch jednorodny. Nie ma jakiejś rady programowej czy jednego przywódcy. Napędzają go głównie ignorancja, brak podstawowej wiedzy historycznej oraz olbrzymie kompleksy a czasem też zwykły rasizm.

 

Turbosłowianie ujawniają nam spisek.

 Otóż przedwiekami istniało imperium Wielkiej Lechii. W zależności na jakie „źródła” trafimy dowiemy się, że zajmowało ono od połowy Europy do praktycznie całego kontynentu. Lechici pokonali Rzymian, pobili Aleksandra Macedońskego, który przerażony ich siłą skierował się w kierunku Persji. Język Lechicki/Słowiański dał początek wszystkim językom indoeuropejskim. I tak dalej i tak dalej. Liczba tych bajek jest naprawdę spora. Często też wzajemnie się wykluczają. Warto pamiętać, że Słowianie czy Lechici to po prostu protoplaści Polaków. Tu nieco zabawna historia. Otóż nasi turbolechici zaczęli tłumaczyć swoje bajki na język angielski i ku swemu zdziwieniu natrafili na mur. Czego oni tak naprawdę oczekiwali? Że jakiś Czech czy Serb w spokoju przeczyta ich brednie z których jasno wynika, że Słowianie to po prostu Polacy i powie ah tak nie wiedziałem. Przepraszam.

 

Wracając jednak to tematu.

 

Jak to się stało, że tak potężny twór po prostu przestał istnieć i nie pozostawił po sobie śladów? Jeśli chodzi o koniec imperium Lechitów to nikt w ich środowisku takim szczegółem nie zaprząta sobie głowy. Natomiast za brak śladów odpowiada kościół katolicki. Rzadziej Niemcy.

Po prostu kościół systematycznie niszczył wszelkie ślady Wielkiej Lechii. Nie byłoby to nic nowego już przecież w starożytności władcy na Bliskim Wschodzie podejmowali próby usunięcia wszelkich śladów po swoich poprzednikach. Nigdy jednak nie udało się tego dokonać w stu procentach. W przypadku Wielkiej Lechii kościół zaś miałby skutecznie zatrzeć ślady po imperium przewyższającym wszystkie poprzednie. Jest to fizycznie niemożliwe. Jednak biorąc pod uwagę rozwój dość łopatoligicznego antyklerykalizmu tego typu bzdury trafiają na bardzo podatny grunt.  

 

Turbosłowanie o czym nie wiedzą nie są zjawiskiem oryginalnym. Niczym nie różnią się na przykład od afrocentryków. Mają dokładnie ten sam zestaw argumentów. Mają też sporą konkurencję. Istnieje bowiem ruch nie tylko wielkiej Korei sięgającej przed wiekami dzisiejszej Turcji, ale też wielkoukraińcy, wielkosłowacy czy wielkomacedończycy. Są to ruchy charakterystyczne dla narodów uciśnionych, nowoczesnych, graniczących ze starymi narodami historycznymi.  Nigdy nie zetknąłem się natomiast z ruchem turboanglików czy tubofrancuzów.  W naszej części Europy mamy trzy narody historyczne. Są to Czesi, Węgrzy i Polacy.

 

Na początku wspomniałem, że zjawisko turbosłowiaństwa narodziło się kilkanaście lat temu.  Może precyzyjniej byłoby gdybym napisał odrodziło się.  Podobny ruch rozwijał się zwłaszcza w pierwszej połowie XIX wieku. Polacy, Czesi i inni wobec napierania agresywnego germanizmu zaczęli produkować fałszywe kroniki i starożytne artefakty by pokazać, że Słowianie wcale nie byli upośledzeni cywilizacyjnie jak twierdzili Niemcy. Taka postawa choć zaszkodziła nauce na kilkadziesiąt lat wobec sytuacji politycznej w jakiej się znajdowano może być zrozumiana.  Natomiast dla turbosłowiaństwa, którzy w produkowaniu bzdur kilka razy przeskoczyli dziewiętnastowiecznych „fanów starożytności” taryfy ulgowej nie ma.

 

W tym miejscu nasuwa się bardzo smutna refleksja o stan naszego narodu. Jak to się stało, że w jednym z najstarszych państw na świecie świetnie rozwija się ruch na dobrą sprawę zaprzeczający własnemu narodowi. Narody nowoczesne mające szczątkową historię często budują swą historię na czystej krwi. Mając kompleksy wobec starszych sąsiadów wymyślają sobie bajki o dawnych imperiach i chwale. Narody historyczne tego typu opowieści nie tylko nie potrzebują ale też doskonale zdają sobie sprawę, że przez wieki przyjmowały pule genowe spoza własnej grupy. W narodach historycznych naród to przede wszystkim konstrukt kulturowy. Wiedzieli o tym również nasi dziewiętnastowieczni falsyfikatorzy. Natomiast turbosłowianie choć zazwyczaj obwieszeni biało czerwonymi flagami nie zdają sobie sprawy, że ich zabawa w czysto Lechicką krew, na punkcie, której mają prawdziwą obsesję automatycznie z grona Polaków wyklucza takie osoby jak Dmowski, Piłsudski, Korfanty, Matejko czy Kopernik. Gdyby jeszcze zaledwie kilkadziesiąt lat temu myślano w ten sposób etniczny Niemiec admirał Urnug nie miałby szans stać się polskim bohaterem.  

Rozwój tego ruchu pokazuje jak bardzo upodlonym społeczeństwem jesteśmy. Jak bardzo jesteśmy zakompleksieni.

 

W mojej ocenie ponad jedenaście wieków państwowości to szmat czasu i powód do dumy. Jednak, gdyby Polska istniała tylko pięćset czy nawet trzysta lat nie czułbym się mniej Polakiem, nie czułbym się gorszy. Dlatego nie potrafię zrozumieć co ma mi dać przesuniecie „mojej” historii o dwa a czasem nawet o pięć tysięcy lat do tyłu. Będziemy przez to lepsi? Inni padną przed nami na kolana? Co ma się stać?

 

Zjawisko turbosłowiaństwa zostało dostrzeżone, prze środowisko historyczne. Muzeum początków państwa polskiego zorganizowało wystawę obalającą mit Wielkiej Lechii. Wspólnie z polskim radiem zorganizowano debatę na ten temat. Za to oczywiście należą się pochwały. Gorzej jeśli idzie o wnioski. Słuchając debaty w polskim radiu byłem zdumiony gdy paneliści doszli do wniosku, że za wszystkim stoi Rosja… Dlaczego? Bo Rosjanie wymyślili w XIX wieku panslawism.  Tymczasem panslawizm i turbosłowanizm to zupełnie różne zjawiska.

 

 

Jeśli nie ustalimy faktycznych przyczyn tego zjawiska nie będziemy mogli podjąć z nim walki. Wystawa w muzeum czy panel ekspercki to oczywiście ważna rzecz. Jest to jednak przekonywanie przekonanych. Osoby nie mające pojęcia o krytyce źródeł, nie widzące różnicy pomiędzy neolitem a epoką żelaza, osoby dla których plemię i naród to to samo, osoby dla których książka i mem znaleziony w intrenecie mają dokładnie taką samą wartość nie pójdą do muzeum. Tym bardziej nie wysłuchają audycji w radiu, która wyda im się mało sensacyjna i po prostu nudna.

 

Ekektów liberalizacji społeczeństwa, gdzie nie uznaje się autorytetów nie da się tak łatwo odwrócić. Książka napisana przez wybitnego historyka i internetowe wynurzenia kompletnych ignorantów jeszcze długo będą miały dla przeciętnego mieszkańca naszego kraju dokładnie tę samą wartość.  Trzecia Rzeczpospolita dzięki naszej światłej klasie politycznej również pozostanie póki co solidną konstrukcją z kartonu.

 

Jest jednak coś co możemy zrobić już dziś. Możemy dążyć do odpowiedzialności za słowo. Choćby była to tylko odpowiedzialność honorowa. Istnieje w Polsce wydawnictwo kiedyś uchodzące za naukowe. Przez lata wytworzyło sobie pewną renomę. Po jego niedwnej prywatyzacji osoby decyzyjne zwietrzyły jednak doskonały interes w drukowaniu wielkolechickich bzdur. Jest to bardzo poważny problem. Drukowanie tego typu rzeczy niezwykle utrudnia dyskusję. Zwolennik Wielkiej Lechii całkiem słusznie zauważy, że przecież gdyby to w co wierzy było bzdurą to wydawca książek historycznych by ich po prostu nie drukował. A jeśli to robi to znaczy, że nie są to opowieści z krainy mchu i paproci a przynajmniej popularnonaukowe pozycje. Jest w tym pewna logika.  Sięgając po Kronikę Prokosza nie znajdziemy tam wprowadzenia napisanego przez historyka, który tłumaczyłby we wstępie, że trzymamy w rękach produkt polskiego romantyzmu z XIX wieku. Jest dokładnie odwrotnie. Okładka sugeruje mam, że to autentyczna dawna kronika. Wśród turbosłowiańskich autorów dwóch cieszy się sporym uznaniem. Jeden nie jest historykiem i o warsztacie historyka nie ma bladego pojęcia. Drugi a autorów podaje się co prawda za historyka jednak w swoich książkach powołuje się na nieistniejące fragmenty kronik czy badania genetyczne, które przeprowadzono wyłącznie w jego wyobraźni. Mamy więc do czynienia z ordynarnym oszustwem sygnowanym renomą znanego wydawnictwa historycznego. Nie podam wam dobrego rozwiązania bo wiem, że temat jest delikatny i nie chciałbym być posądzany o próbę wprowadzania cenzury ale coś należy jednak z tym tematem zrobić. Wolność badań naukowych to jedno a świadome (nie mam wątpliwości, że część autorów robi to z pełną premedytacją) wprowadzanie naiwnych ludzi w błąd tylko po to by uzyskać gratyfikację finansową to inna kwestia.

wtorek, 25 maja 2021

Historyk o turbosłowianach

Ciekawy tekst, będący fragmentem książki rozprawiający się z pozycji archeologiczno-historycznych z turbosłowiańskimi bzdurami i osobą ich guru panem Bieszkiem.

Królewskie grobowce na Łysej Górze, słowiańskie runy, łacińska inskrypcja ku czci lechickiego władcy. Powyższe odkrycia łączy to, że nie są uznawane przez oficjalny obieg naukowy. To tylko niektóre z domniemanych odkryć, które w ostatnich latach wykorzystywano do tworzenia pseudonaukowych teorii dotyczących przeszłości Polski.

Czym jest Wielka Lechia i kim są turbosłowianie?

Nazwa „turbosłowianie” została ukuta kilka lat temu na forach i grupach internetowych dotyczących historii. Terminem tym określa się zwolenników nienaukowych wizji przeszłości, których wspólnym mianownikiem jest idea istnienia pradawnego, słowiańskiego imperium. Część tych teorii ma zabarwienie panslawistyczne, inne służą postarzaniu i uwznioślaniu dziejów konkretnych narodów.

dalsza część pod linkiem:

https://archeologia.com.pl/wielka-lechia-pseudoarcheologia-o-poczatkach-polski/

poniedziałek, 2 lipca 2018

Skąd się biorą turbosłowianie i im podobni

Turbosłowianie to całkiem popularne choć jeszcze nie znane kilka lat temu zjawisko.
Dla tych, którzy nigdy nie spotkali przedstawiciela turbosłowian wyjaśniam. Są to ludzie głęboko wierzący, że w zamierzchłych starożytnych czasach istniało potężne imperium zwane Wielką Lechią, które trzęsło połową Europy. Dziś na nowo odkrywamy jego chwalebne dzieje przez setki lat ukrywane przez Kościół.
Oczywiście cała ta teoria jest bardziej dziurawa niż szwajcarski ser.
Dyskusja z jej wyznawcami pozbawiona jest sensu gdyż są to w najlepszym razie raczkujący fani historii. Coś takiego jak naukowe dowody na poparcie ich tezy to czysta abstrakcja. Niestety w ostatnim czasie zyskali sprzymierzeńców. Są nimi pseudohistoryczni szarlatani oraz niegdyś porządne wydawnictwo, którzy postanowili zbić pieniądze na naiwności ludzkiej drukując "naukowe" dzieła na temat Wielkiej Lechii. O tym zjawisku wspominałem już w zeszłym roku https://michalgackowski.blogspot.com/2017/11/turboslowianie.html .

Skąd jednak bierze się fenomen popularności turbosłowian i czy jest to zjawisko charakterystyczne tylko dla naszego kraju?
Otóż nie. Jest to zajwisko o zdecydowanie szerszym  charakterze wykraczające również poza Europę.
Zazwyczaj dotyczy to tak zwanych nowoczesnych narodów, które ukształtowały się (lub wciąż się kształtują) stosunkowo niedawno lub posiadają własne państwo od niewielu lat.

Przykładem mogą być np. Macedończycy. Ich państwo zajmuje około 40% dawnej starożytnej greckiej Macedonii. Współcześni Macedończycy są ludem południowo-słowiańskim przybyłym na te tereny na przełomie VI i VII wieku. Nie przeszkadza im to jednak wcale uważać się za potomków Aleksandra Wielkiego i starożytnej Macedonii. W Stolicy kraju Skopje natkniemy się na pomnik pogromcy Persów, który to ma być przodkiem współczesnych Macedonczyków. Przy takiej postawie tego małego bałkańskiego państwa zupełnie zrozumiały staje się opór Greków, którzy od samego początku nie uznają używania nazwy Macedonia przez swoich sąsiadów i starają się im z tego powodu uprzykrzyć życie.
Macedończycy nie są oczywiście odosobniony przykładem w Europie.  By daleko  nie szukać wystaczy zajrzeć do naszych południowych sąsiadów Słowaków. Słowaccy politycy oraz cała w zasadzie prawica uważają, że ich kraj to po prostu następca państwa Wiekomorawskiego. Historycy słysząc takie rewelacje pukają się w czoło jednak nic to nie daje. W 2010 roku w Bratysławie stanął pomnik Świętopełka, który jakoby miał być starosłowackim królem. Cała ta zabawa w dawnych Słowaków ma oczywiście udowodnić, że nie są oni gorsi od Czechów a przede wszystkim  od Węgrów.
Nasi wschodni sąsiedzi Ukraińcy również nie pozostają w tyle. O ile promowanie postaci typu Iwan III Sobieski wielki król Ukrainy należy do totalnego marginesu to już wiara, że Ukraina jest następcą Rusi Kijowskiej jest brana zupełnie na poważnie. Problem polega na tym, że Ruś Kijowska była olbrzymim państwem zajmującym terytorium dzisiejszej Rosji, Białorusi i tylko częściowo Ukrainy.  Skład etniczny dzisiejszej Ukrainy również w niewielkim tylko stopniu opiera się na dawnych Rusinach.
Wszystkie wyżej wymienione państwa z punktu widzenia Polaków zachowują się nieracjonalnie. Kompletnie nie przejmują się brakiem ciągłości historyczno prawnej a czasem nawet kulturowej z tworami do których się odwołują. Odwołują się raczej do spuścizny etniczno-rasowej co również bywa ryzykowne.

Dla Polaków jak i innych narodów historycznych skład etniczny nie jest czynnikiem roztrzygającym w żaden sposób  o przynależności narodowej. Liczy się ciągłość prawno-kulturowa. Oczywiście odwołujemy się do spuścizny Słowian jednak robimy to na zasadzie duchowej łączności z przodkami, nie rasowej. Turbosłowianie nie są w stanie wpisać się w jakikolwiek polski nurt polityczny. Próbują się często podłączać pod nurty prawicowe czy narodowe jednak najwyraźniej nie mają pojęcia, że tezy przez nich głoszone wykluczają się z nurtami politycznymi do których turbosłowianie aspirują. Wielu polskich patriotów nie miało wcale polskiego czy nawet słowiańskiego (przynajmniej nie w 100%) podchodzenia. Co więcej Roman Dmowski pisał że smutkiem o zgermanizowanych Słowianach Połabskich, którzy już jako Niemcy mogą na nas runąć wraz z ich machiną wojenną. Takie detale wykraczające poza czarnobiałe postrzeganie świata przerastają  możliwości intelektualne turbosłowian.

O fenomenie  zwolenników Wielkiej Lechii decydują trzy czynniki. Pierwszy to efekt naszej tragicznej historii. 200 lat wykrwawiania się elit narodowych pozostawiło trwały ślad.  W wielu regionach kraju często brakuje przedstawicieli naturalnych elit, które kierowałyby ludnością w odpowiednim kierunku. To właśnie brak elit sprawia, że część przedstawicieli starego historycznego narodu zachowuje się identycznie jak narody dopiero się tworzące.
Drugi czynnik to kompleks narodu uciśnionego. Mimo swej długiej i bogatej historii przez 123 lata byliśmy pod butem obcych państw. Trzeba więc na siłę udowodnić dawną wielkość.  Niech dawni prześladowcy wiedzą, że z byle kim nie zadzierali . I w tym wypadku nie jesteśmy osamotnieni. Stary przecież naród Koreańczyków ma również swoich turbosów, którzy przekonują, że dawno dawno temu istniała Wielka Korea obejmująca swym zasięgiem pół Azji!
Trzeci czynnik jest charakterystyczny tylko dla naszego kraju. Wiąże się on z postępującą laicyzacją. Ta z kolei wiąże się z antyklerykalizmem. Turbosłowianie są przekonani, że prawdę o Wielkiej Lechii od samego początku ukrywają agenci Watykanu czyli polski Kościół. Teza ta zazwyczaj poparta jest chamstwem i agresją w stosunku do kleru.

Z istnieniem turbosłowian należy się pogodzić.  Są i będą pewnym folklorem. Czymś na wzór amerykańskich łowców kosmitów.  Należy ich po prostu ignorować. Absolutnie nie wchodzić w dyskusję z nimi. Nie ma to najmniejszego sensu. Nie przekonamy ich za to dodamy im pewnej nobilitacji. Będą się czuli jak pełnoprawna strona sporu a taką stroną nie są.

wtorek, 14 listopada 2017

Turbosłowianie

Zdjęcie po prawej zrobiłem w jednym z Empików.
Na półce z książkami historycznymi stały obok siebie "Mieszko I" Jerzego Strzelczyka oraz kronika Prokosza. W dziale historycznym było więcej takich kwiatków, że wspomnę tylko o przedchrześcijańskich królach Lechii.
Tak wygląda biznes historyczny w najgorszym wydaniu. Sprzedawcy oraz wydawnictwa (celuje tu głównie Bellona) wykorzystując wzrost zainteresowania historią wśród Polaków w  pełni świadomie drukują totalne bzdury. Przykre jest to, że celuje w tym wydawnictwo. które jeszcze kilka lat temu wydawało dobre pozycje historyczne.
Jest to również policzek dla autorów. Jak czułby się jeden z największych mediewistów Jerzy Strzelczyk widząc swoje dzieło sąsiadujące z kronikarską fałszywką?

Każdy kto interesuje się historią prędzej czy później natknie się, głównie w internecie, na grupę ludzi zwaną turbosłowianami. W dużym skrócie są to zwolennicy teorii Imperium lechickiego. Miało to być państwo potężne i wielkie istniejące od głębokiej starożytności, którego istnienie jest ukrywane przez spisek Watykanu. Wśród zwolenników Lechii nie znajdziemy historyków. Najczęściej są to ludzie w minimalną wiedzą historyczną.

Dyskusja z nimi jest bardzo trudna a obecnie staje się jeszcze trudniejsza.
jak bowiem wytłumaczyć człowiekowi bez wiedzy historycznej różnice pomiędzy prezentowaną na zdjęciu książką Strzelczyka a kroniką Prokosza?
Dla zwolennika Lechii te książki mają tę samą wartość natomiast sprzedawanie w księgarniach tego typu bzdur to nie symbol upadku branży księgarskiej a dowód na to, że spisek anylechicki powoli kruszeje.