sobota, 25 lutego 2023

Rząd emigracyjny wobec zagłady Żydów

Poniżej artykuł z tygodnika Przegląd na temat postawy władz emigracyjnych oraz polskiego państwa podziemnego wobec zagłady Żydów. Biorąc pod uwagę, że jednym ze źródeł są prace Brbary Engelking podchodzę do tych rewelacji nieco sceptycznie. 
Jeśli ktoś chce skomentowac  artukuł proszę o unikanie wulgaryzmów w wypowiedzi.  





 

Brytyjska prasówka część VIII

 Trzy lata temu Zjednoczone Królestwo opuściło unię europejską. Od tego momentu główne media czyhały by pokazać durnemu społeczeństwu jak głupie było.

Najpierw podczas pandemii zabrakło papieru toaletowego. Nie powiązano tego z brexitem bo było zbyt oczywiste, że konsumenci w obliczu końca świata postanowili zrobić sobie zapasy na 20 lat. Bo jak umierać to przynajmniej z czystym tyłkiem.
Następnie przyszedł brak paliwa. Tu już zaczęto krzyczeć brexit, brexit zobaczcie coście narobili ale poszło średnio. Po pierwsze braki trwały ok 2 tygodnie. Powody były zaś dwa. Brak kierowców bo w obliczu pandemii zabroniono ludziom robić prawo jazdy i nie przewidziano, że całe dwa roczniki kierowców przejdą na emerytutre🤦‍♂️🤦‍♂️ drugi powód to drobny wałek ze strony BP, które chciało pozbyć się pewnej partii paliwa. Poszło więc średnio.
Wreszcie jest.
Luty 2023. Trzy lata po wyjściu z UE objawił się brexit. Przyszedł i nas zagłodzi. Dlaczego zwlekał aż 3 lata? Nie wiem. Może miał wolne.
Według mediów w sklepach w UK nie ma warzyw i owoców. Temat podłapały też polskie media. Tu drobna uwaga. Polskie media mają całego jednego korespondenta na wyspy brytyjskie. Ogromna większość artykułów, które czytacie w prasie czy Internecie to nie twórczość własna a tłumaczenia. Głównie z angielskiego odpowiednika Gazety Wyborczej.
Czy rzeczywiście jest tak źle?
Absolutnie nie. Temat mocno naciągany.
Przejrzałem wczoraj całe mnóstwo stron gdzie ludzie dyskutują na temat braków. Tak zdarzają się puste półki tu i tam jednak większość sklepów zaopatrzona jest normalnie. Wyraźnie widać, że ktoś naciąga temat by wywołać panikę....która doprowadzi do pustych półek.
Za obecne braki nie odpowiada żadnen brexit tylko pogoda. Te same media, które ratunek widzą tylko w UE przyznają, że na południu Europy była zła pogoda co opuźniło zbiory.
Poza tym związek farmerów w UK już w grudniu informował o możliwych problemach. Poprzez wzrost kosztów czyli prąd i gaz oraz braki pracownicze produkcja warzyw miała być po prostu nie opłacalna . I tu dochodzimy do czułego punktu. Wyczytałem, że umowy między farmerami a marketami, które teraz płaczą, że nie ma warzyw nie zmieniły się od 2019 roku. Tymczasem koszty produkcji wzrosły znacznie. Rozwiązaniem byłoby zmniejszenie marży sklepu i zwiększenie zapłaty dla rolnika. Ale po co prawda?
Na londyńskich stronach ludzie radzili sobie nawzajem, że gdy w Tesco nie będzie na przykład pomidorów należy udać się do warzywniaka. Tam jest wszystko. Jak to możliwe. Takie punkty prowadzone są w 90% przez Azjatów. Są troszkę droższe niż markety. Pan właściciel ma więc pieniążki by farmerowi zapłacić nieco więcej i problem znika.
Ostania kwestia. Brak pracowników .
To rzeczywiście jest wielki problem.
Skomplikowany problem. Na konferencji partii konserwatywnej w październiku zwrócono uwagę, że jest tu ok 5 milionów ludzi, którzy mogą pracować ale tego nie robią. Pracowników przynajmniej w teorii nie brakuje. Inna sprawa to płaca.
Podsumowując
Pamiętajcie, że wielkie korporacje będą wami manipulować dla własnego zysku. Nie zależy im by rolnik, hutnik, ktokolwiek w Wielkiej Brytanii, Polsce czy Hiszpanii żył godnie. One chcą tylko coś tanio kupić maksymalnie drogo sprzedać. To wszystko.
Dlatego zamiast wejść w dyskusję będą wam rzucać hasła typu wina brexitu lub podobne. Wasza sprawa czy będziecie myśleć czy łapać się na byle co.
P.s.
Zdjęcia zrobione dziś ok 13. Dwa markety i warzywniak. Zachodni Londyn




czwartek, 16 lutego 2023

Brytyjska prasówka część VII


 Najgorsze w demokratycznej polityce jest to, że wyborcy mają pamięć rybki akwariowej.

Premier zjednoczonego królestwa zanim został premierem mniej więcej na tydzień przed tym gdy przegrał z panią, która porządziła miesiąc udzielił obszernego wywiadu tygodnikowi Spectator.
Było głównie o pandemii. Okazało się, że on i ówczesny premier Boris Johnson nie chcieli żadnych lockdownow ale reszta gabinetu i partia na nich to wymusiła. Sunak jako pozytyw wskazał model szwedzki i obiecał, że gdy zostanie premierem to żadnych lockdownow nie będzie.
Powody jego sprzeciwu były dwa.
Pierwszy to odklejona od rzeczywistości naukowość. Otóż naukowcy nie potrafili się zgodzić praktycznie w niczym. Nawet w kwestii maseczek. Jedni twierdzili, że chronią inni, że nie. Ostatecznie wina i tak spadnie na polityków więc pan profesor jeden z drugim może mówić cokolwiek.
Drugi powód. Gospodarka.
Sunak zauważa, że gospodarki opartej na usługach jak ma to miejsce w UK po prostu nie można od tak sobie zamknąć bo będzie to miało katastrofalne skutki. Skutki za które zaczynamy już płacić. Mówił o kryzysie, inflacji itp. Rzeczy oczywiste.
I tu dochodzimy do sedna sprawy. Wywiad ma około 7 miesięcy. Obecny premier nie jest jedyną osobą, która wskazywała na niszczące dla gospodarki skutki pandemii.
Jednak miesiące mijają i w mediach zaczyna dominować przekaz, że za obecny kryzys odpowiada...Brexit. Ta dam. O pandemii nikt już nie pamięta więc można przestawić wajchę i tłuc co drugi dzień, że wszystko co złe to wina brexitu. Czyli nie byłoby "cost of living crisis" i inflacji gdyby nie brexit.
Jako, że społeczeństwo brytyjskie jak każde składa się w większości z ignorantów już podobno większość ludzi na wyspach chce powrotu do UE bo tam jest świetnie, wszystko tanio i nawet słońce jakos jaśniej świeci.
Szkoda, że propaganda i fakty jak zwykle się rozjerzdżają.
Według tygodnika the ecomonist inflacja w UK to 7,9% a na przykład w Austrii 9% , w Polsce 11% a w Holandii blisko 13%. Oczywiście są też kraje, które lepiej sobie radzą ale wmawianie ludowi nad Tamizą, że trzeba wrócić do UE bo inaczej będzie drogo to czysta bezczelność.
Zwłaszcza pamiętając, że dziennikarz na przykład BBC dane gospodarcze zna doskonale i mógłby uczciwie przyznać, że różnie to bywa i UE niczego absolutnie nie gwaratuje. Mógłby. Tylko po co.

środa, 11 stycznia 2023

Muzeum Londyńskie. Nie taki diabeł straszny jak go witryna maluje.

 


Odwiedziłem Muzeum londyńskie w ostatnim dniu jego funkcjonowania.

Placówka traci swoją siedzibę na Barbican a na nową przyjdzie jej jakiś czas poczekać. Tak więc na pewien czas stolica została bez własnego muzeum.

Dlaczego zwlekałem do ostatniego dnia?

Odrzucała mnie reklama samej instytucji, która był bardzo tęczowa. Delikatnie mówiąc. Ideologia LGBT atakowała z każdej strony witryny internetowej.

Po ci więc tam iść? By dwa tysiące lat historii miasta zostało sprowadzone do niewielkiego wycinka dotyczącego krzykliwej mniejszości seksualnej?

Tymczasem.

Jakież było moje zaskoczenie gdy wystawa w muzeum okazała się taka jak być powinna. Sala po sali poznawaliśmy historię od czasów najdawniejszych po współczesność. Wszystko świetnie połączone i opisane. Świetnie spędzony czas.

Ruch literkowy też oczywiście był ale bez nachalnej propagandy. Ot zgodnie z prawdą przedstawiony jako jeden z elementów historii ostatnich lat.


Na koniec sklepik z pamiątkami.

Tęczowe suweniry leżały sobie z boku. Nie atakowały wściekle jak miało to miejsce na stronie internetowej.  W centralnym punkcie były rzeczy jakby to ująć bardziej historyczne, które pewnie miały większe wzięcie.

Wychodzi więc na to, że muzeum informowało o tym o czym powinno informować zaś witryna muzeum stworzona jest po to by zadowolić grupy zawodowych oburzonych, które i tak pewnie nie przyjdą na wystawę.

sobota, 10 grudnia 2022

Marksizm wkracza do archeologii

 

Będąc na lotnisku w sklepie WH Smith kupiłem widoczną na obrazku książkę.  Świetna na długi lot. Szybko się czyta. Autorka nie nudzi.

Książka opisuje wszystkie najważniejsze odkrycia archeologiczne na Wyspach Brytyjskich od paleolitu po epokę żelaza. Jak ktoś się interesuje tematem to nic nowego tu nie znajdzie ale to dobre przypomnienie.


I wszystko byłoby super. Wszyscy bylibyśmy szczęśliwi gdyby nie dwa fragmenty.  W pierwszym autorka opisuje jednego z dziewiętnastowiecznych ojców brytyjskiej archeologii. Choć przyznaje mu pewne zasługi skupia się  głównie na jego krytyce. Chodzi o to, że Pan był purytaninem i swoją pracę na siłę próbował połączyć z biblią. Wszelkie odkrycia musiały się zgadzać z chronologią biblijną. Chyba nie muszę nikomu tłumaczyć, że się nie zgadzają. Gdyby autorka książki poprzestała tylko na tym to ok. Nie ma problemu. Tłumaczymy czytelnikowi, że wielu pionierów choć miało zasługi to jednocześnie bywało całkowicie na bakier z metodologią i dziś ich prace są niewiele warte. Autorka idzie jednak krok dalej. Daje nam przydługi wykład w którym dowiadujemy się o tym, że ona w sumie jest lepsza od tego pana bo jest niewierząca. Można odnieść wrażenie, że człowiek współczesny taki właśnie powinien być. Po pierwsze nic to nie wnosi do treści książki. Po drugie jakieś prywatne wywody w popularnonaukowej pracy trącą….amatorszczyzną. Świetnie wytłumaczyła Pani czytelnikom na czym polegał błąd jednego z pierwszych archeologów ale co nam po tym, że podaje nam Pani autorka swoje zapatrywania na religię i dlaczego one miałby być lepsze?

Fragment drugi.

Wiele razy słyszałem, że gdy archeolog odnajdzie szkielet to może on być albo męski albo żeński i zabawa w sto pięćdziesiąt płci się kończy.

Okazuje się, że Pani autorka nie do końca się z tym zgodzi. Opisując jedno z odkryć ubolewa nad tym, że szkielety określamy jako męskie albo żeńskie. Jej zdaniem to źle no bo przecież nie wiemy jak dana osoba się identyfikowała. Przecież ten kogo nazywamy mężczyzną mógł uważać się za czajnik lub konia wyścigowego. I tak mamy kolejne kilka stron wywodu na ten temat.

 

Powyższa książka nie jest jakimś wyjątkiem a raczej czym co staje się normą. Książki na zachodzie pod względem indoktrynacji zaczynają coraz bardziej przypominać te wydawane kiedyś w ZSRR i jego satelitach.

Będąc na studiach czytaliśmy fragmenty prac pani profesor Julii Zabłockiej, która jako zadeklarowana komunistka wszędzie tropiła spiski klasowe. Marksistów widziała już wśród starożytnych Sumerów itp.

Dziś na zachodzie jest bardzo podobnie. Z tą różnicą, że walka klas została zastąpiona tęczową ideologią.

wtorek, 29 listopada 2022

Turbosłowianie po raz ostatni. Obiecuję ;)

 

Wraz z rozwojem mediów społecznościowych pojawiły się nowe zjawiska społeczne takie jak na przykład zwolennicy płaskiej ziemi.

Oczywiście tego typu grupy istniały sobie gdzieś na marginesie życia społecznego od lat, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, ale nowoczesne technologie pozwoliły im stać się zjawiskami masowymi.

 

Ruch turbosłowian doskonale wpisuje się w ten schemat. Jest to fenomen społeczny nie znany jeszcze kilkanaście lat temu a obecnie mający setki tysięcy zwolenników. Nie jest to ruch jednorodny. Nie ma jakiejś rady programowej czy jednego przywódcy. Napędzają go głównie ignorancja, brak podstawowej wiedzy historycznej oraz olbrzymie kompleksy a czasem też zwykły rasizm.

 

Turbosłowianie ujawniają nam spisek.

 Otóż przedwiekami istniało imperium Wielkiej Lechii. W zależności na jakie „źródła” trafimy dowiemy się, że zajmowało ono od połowy Europy do praktycznie całego kontynentu. Lechici pokonali Rzymian, pobili Aleksandra Macedońskego, który przerażony ich siłą skierował się w kierunku Persji. Język Lechicki/Słowiański dał początek wszystkim językom indoeuropejskim. I tak dalej i tak dalej. Liczba tych bajek jest naprawdę spora. Często też wzajemnie się wykluczają. Warto pamiętać, że Słowianie czy Lechici to po prostu protoplaści Polaków. Tu nieco zabawna historia. Otóż nasi turbolechici zaczęli tłumaczyć swoje bajki na język angielski i ku swemu zdziwieniu natrafili na mur. Czego oni tak naprawdę oczekiwali? Że jakiś Czech czy Serb w spokoju przeczyta ich brednie z których jasno wynika, że Słowianie to po prostu Polacy i powie ah tak nie wiedziałem. Przepraszam.

 

Wracając jednak to tematu.

 

Jak to się stało, że tak potężny twór po prostu przestał istnieć i nie pozostawił po sobie śladów? Jeśli chodzi o koniec imperium Lechitów to nikt w ich środowisku takim szczegółem nie zaprząta sobie głowy. Natomiast za brak śladów odpowiada kościół katolicki. Rzadziej Niemcy.

Po prostu kościół systematycznie niszczył wszelkie ślady Wielkiej Lechii. Nie byłoby to nic nowego już przecież w starożytności władcy na Bliskim Wschodzie podejmowali próby usunięcia wszelkich śladów po swoich poprzednikach. Nigdy jednak nie udało się tego dokonać w stu procentach. W przypadku Wielkiej Lechii kościół zaś miałby skutecznie zatrzeć ślady po imperium przewyższającym wszystkie poprzednie. Jest to fizycznie niemożliwe. Jednak biorąc pod uwagę rozwój dość łopatoligicznego antyklerykalizmu tego typu bzdury trafiają na bardzo podatny grunt.  

 

Turbosłowanie o czym nie wiedzą nie są zjawiskiem oryginalnym. Niczym nie różnią się na przykład od afrocentryków. Mają dokładnie ten sam zestaw argumentów. Mają też sporą konkurencję. Istnieje bowiem ruch nie tylko wielkiej Korei sięgającej przed wiekami dzisiejszej Turcji, ale też wielkoukraińcy, wielkosłowacy czy wielkomacedończycy. Są to ruchy charakterystyczne dla narodów uciśnionych, nowoczesnych, graniczących ze starymi narodami historycznymi.  Nigdy nie zetknąłem się natomiast z ruchem turboanglików czy tubofrancuzów.  W naszej części Europy mamy trzy narody historyczne. Są to Czesi, Węgrzy i Polacy.

 

Na początku wspomniałem, że zjawisko turbosłowiaństwa narodziło się kilkanaście lat temu.  Może precyzyjniej byłoby gdybym napisał odrodziło się.  Podobny ruch rozwijał się zwłaszcza w pierwszej połowie XIX wieku. Polacy, Czesi i inni wobec napierania agresywnego germanizmu zaczęli produkować fałszywe kroniki i starożytne artefakty by pokazać, że Słowianie wcale nie byli upośledzeni cywilizacyjnie jak twierdzili Niemcy. Taka postawa choć zaszkodziła nauce na kilkadziesiąt lat wobec sytuacji politycznej w jakiej się znajdowano może być zrozumiana.  Natomiast dla turbosłowiaństwa, którzy w produkowaniu bzdur kilka razy przeskoczyli dziewiętnastowiecznych „fanów starożytności” taryfy ulgowej nie ma.

 

W tym miejscu nasuwa się bardzo smutna refleksja o stan naszego narodu. Jak to się stało, że w jednym z najstarszych państw na świecie świetnie rozwija się ruch na dobrą sprawę zaprzeczający własnemu narodowi. Narody nowoczesne mające szczątkową historię często budują swą historię na czystej krwi. Mając kompleksy wobec starszych sąsiadów wymyślają sobie bajki o dawnych imperiach i chwale. Narody historyczne tego typu opowieści nie tylko nie potrzebują ale też doskonale zdają sobie sprawę, że przez wieki przyjmowały pule genowe spoza własnej grupy. W narodach historycznych naród to przede wszystkim konstrukt kulturowy. Wiedzieli o tym również nasi dziewiętnastowieczni falsyfikatorzy. Natomiast turbosłowianie choć zazwyczaj obwieszeni biało czerwonymi flagami nie zdają sobie sprawy, że ich zabawa w czysto Lechicką krew, na punkcie, której mają prawdziwą obsesję automatycznie z grona Polaków wyklucza takie osoby jak Dmowski, Piłsudski, Korfanty, Matejko czy Kopernik. Gdyby jeszcze zaledwie kilkadziesiąt lat temu myślano w ten sposób etniczny Niemiec admirał Urnug nie miałby szans stać się polskim bohaterem.  

Rozwój tego ruchu pokazuje jak bardzo upodlonym społeczeństwem jesteśmy. Jak bardzo jesteśmy zakompleksieni.

 

W mojej ocenie ponad jedenaście wieków państwowości to szmat czasu i powód do dumy. Jednak, gdyby Polska istniała tylko pięćset czy nawet trzysta lat nie czułbym się mniej Polakiem, nie czułbym się gorszy. Dlatego nie potrafię zrozumieć co ma mi dać przesuniecie „mojej” historii o dwa a czasem nawet o pięć tysięcy lat do tyłu. Będziemy przez to lepsi? Inni padną przed nami na kolana? Co ma się stać?

 

Zjawisko turbosłowiaństwa zostało dostrzeżone, prze środowisko historyczne. Muzeum początków państwa polskiego zorganizowało wystawę obalającą mit Wielkiej Lechii. Wspólnie z polskim radiem zorganizowano debatę na ten temat. Za to oczywiście należą się pochwały. Gorzej jeśli idzie o wnioski. Słuchając debaty w polskim radiu byłem zdumiony gdy paneliści doszli do wniosku, że za wszystkim stoi Rosja… Dlaczego? Bo Rosjanie wymyślili w XIX wieku panslawism.  Tymczasem panslawizm i turbosłowanizm to zupełnie różne zjawiska.

 

 

Jeśli nie ustalimy faktycznych przyczyn tego zjawiska nie będziemy mogli podjąć z nim walki. Wystawa w muzeum czy panel ekspercki to oczywiście ważna rzecz. Jest to jednak przekonywanie przekonanych. Osoby nie mające pojęcia o krytyce źródeł, nie widzące różnicy pomiędzy neolitem a epoką żelaza, osoby dla których plemię i naród to to samo, osoby dla których książka i mem znaleziony w intrenecie mają dokładnie taką samą wartość nie pójdą do muzeum. Tym bardziej nie wysłuchają audycji w radiu, która wyda im się mało sensacyjna i po prostu nudna.

 

Ekektów liberalizacji społeczeństwa, gdzie nie uznaje się autorytetów nie da się tak łatwo odwrócić. Książka napisana przez wybitnego historyka i internetowe wynurzenia kompletnych ignorantów jeszcze długo będą miały dla przeciętnego mieszkańca naszego kraju dokładnie tę samą wartość.  Trzecia Rzeczpospolita dzięki naszej światłej klasie politycznej również pozostanie póki co solidną konstrukcją z kartonu.

 

Jest jednak coś co możemy zrobić już dziś. Możemy dążyć do odpowiedzialności za słowo. Choćby była to tylko odpowiedzialność honorowa. Istnieje w Polsce wydawnictwo kiedyś uchodzące za naukowe. Przez lata wytworzyło sobie pewną renomę. Po jego niedwnej prywatyzacji osoby decyzyjne zwietrzyły jednak doskonały interes w drukowaniu wielkolechickich bzdur. Jest to bardzo poważny problem. Drukowanie tego typu rzeczy niezwykle utrudnia dyskusję. Zwolennik Wielkiej Lechii całkiem słusznie zauważy, że przecież gdyby to w co wierzy było bzdurą to wydawca książek historycznych by ich po prostu nie drukował. A jeśli to robi to znaczy, że nie są to opowieści z krainy mchu i paproci a przynajmniej popularnonaukowe pozycje. Jest w tym pewna logika.  Sięgając po Kronikę Prokosza nie znajdziemy tam wprowadzenia napisanego przez historyka, który tłumaczyłby we wstępie, że trzymamy w rękach produkt polskiego romantyzmu z XIX wieku. Jest dokładnie odwrotnie. Okładka sugeruje mam, że to autentyczna dawna kronika. Wśród turbosłowiańskich autorów dwóch cieszy się sporym uznaniem. Jeden nie jest historykiem i o warsztacie historyka nie ma bladego pojęcia. Drugi a autorów podaje się co prawda za historyka jednak w swoich książkach powołuje się na nieistniejące fragmenty kronik czy badania genetyczne, które przeprowadzono wyłącznie w jego wyobraźni. Mamy więc do czynienia z ordynarnym oszustwem sygnowanym renomą znanego wydawnictwa historycznego. Nie podam wam dobrego rozwiązania bo wiem, że temat jest delikatny i nie chciałbym być posądzany o próbę wprowadzania cenzury ale coś należy jednak z tym tematem zrobić. Wolność badań naukowych to jedno a świadome (nie mam wątpliwości, że część autorów robi to z pełną premedytacją) wprowadzanie naiwnych ludzi w błąd tylko po to by uzyskać gratyfikację finansową to inna kwestia.

niedziela, 20 listopada 2022

Mistrzostwa Świata czas zacząć czyli odwalcie się od Kataru

 


Wielu z moich kilku tysięcy wirtualnych znajomych używa haseł typu tylko zdechłe ryby płyną z prądem... po czym idą płynąć z prądem.

Przykładem jest choćby nagonka na Katar, którą łykacie jak pelikany.
Zaczęła się druga największa impreza sportowa świata, która jednak zupełnie niepotrzebnie generuje złe emocje.
Wiadomo kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą. Tak się dzieje również obecnie.
Jednak od początku.
Katar kupił sobie mistrzostwa świata. Kupił ich organizacje. Tak przynajmniej jeszcze jeszcze w 2013 roku twierdziła gazeta France Football. Jeśli to prawda to trzeba było zrobić coś z tym 9 lat temu a nie budzić się kilka tygodni przed imprezą.
Poza tym naprawdę wydaje się wam, że jest to pierwsza kupiona impreza? Nie bądźcie dziećmi.
Zresztą kupili czy nie wielkiej różnicy nie ma. Dlaczego?
Lata temu FIFA podjęła decyzję o tym, że każdy mundial będzie miał miejsce na innym kontynencie. Do wyboru mieliśmy więc tylko kraj z Azji lub Ameryki północnej. Szanse Katarau i tak były bardzo duże.
Co ważne Katar oferuje wam to czego nie oferowały poprzednie imprezy. W przeciwieństwie do mundialu w Afryce tu będzie bezpiecznie. W przeciwieństwie do Brazyli tu wszystko jest nowoczesne i gotowe.
Przejrzyjcie sobie prasę sprzed lat gdzie bano się, że Brazylia z niczym nie zdąży i rozważano opcję przeniesienia imprezy gdzieś indziej.
Śmierć na stadionie
Bardzo wiele osób powtarza bajkę o tym jak to podczas budowy obiektów zmarło kilka do kilkunastu tysięcy robotników.
Halo atysytemowcy! Prawicowcy! I reszta, co z wami?
Może zmarło kilka milionów?
Powtarzacie brednie nie przytaczając żadnych danych. Budowa stadionu to nie "rocket sience". Można go wybudować w Mozambiku czy Uzbekistanie. Kwestia pieniędzy niczego więcej. Przy budowie tych obiektów pracowało kilka do kilkunastu tysięcy osób. Co wszyscy zmarli?
Dziś BBC podało zatrważające dane. Podczas całego okresu gdy budowano stadiony, hotele etc. Zmarło ok. 50 osob.
Żadna organizacja pracownicza nie ma nic do zarzucenia Katarowi. Szukałem i nic nie znalazłem.
Hipokryzja do kwadratu.
Jako, że 50 osób wrażenia nie robi dzielne studio BBC przyczepiło się do wyzysku. Minimalna płaca w Katarze to 1 funt czyli ok 5 zł. Szejkowie mają dużo pieniędzy ale nie lubią ich wydawać rekrutują więc robotników w dawnych Indiach brytyjskich, które są tak biedne , że nawet za 1 funta opłaca się pracować.
Mamy tu jednak do czynienia z podwójną hipokryzją. Otóż wszystkie kraje zatoki perskiej robią tak samo. To żadna tajemnica. W Dubaju do którego co roku tłumnie zjeżdżają bryryjczycy, Polacy, Amerykanie tysiące osób pracuje za równowartość 1500 złotych.
Poza tym czy wielka Brytania nie robiła podobnie? Czymże było ściąganie po 1945 roku murzynów czy hindusów żeby pracowali na wyspach za pół stawki jak nie wyzyskiem?
Nie zadzieraj z tęczowymi.
Nie widziałem otwarcia mistrzostw bo BBC w rqmach protestu je zbojkotowało. Zamiast tego mieliśmy godzinne studio przedmeczowe, które przebiło dno.
Zaczęło się od tego, że Katar nie powinien nic organizować bo zużył bardzo dużo CO2 (autentyk). Potem było o wyzysku i wisienka na torcie. Bite 25 minut o dyskryminacji osób LGBt. 25 minut!!! Studio przedmeczowe a tu pitolom o tym, że jest tragedia bo nie można pomachać tęczową flagą.
Jeśli ktoś mnie spyta o tragedie na świecie to na myśl przychodzi mi kilka toczących się wojen, 5 milionów głodujących w Tigraju, handel ludźmi i niewolnictwo w Azji południowo-wschodniej...ale nie to wszystko nic nie warte.
Liczy się to czy tęczowi nie są dyskryminowani.
Panowie piłkarze i pani piłkarka w studiu pogrążali się z każdym zdaniem. Ja głupi myślałem, że jedzie się na mundial kibicować swoim a nie robi polityczne manifesty.
Szczerze mówiąc po obejrzeniu popisu Alana Sherera i spółki nie dziwię się szejkom.

niedziela, 13 listopada 2022

Polska rugby league w Londynie

 Tak plus minus 10 lat temu gdy rugby league w Polsce raczkowało pomyślałem sobie, że fajnie byłoby kiedyś być na kadrze. Naszej. Biało-czerwonej.

No i stało się 🥳🥳
Choć dyscyplina wciąż jest na początku drogi chłopaki z Polska Rugby XIII mają coś co pcha ich do przodu. Zapał i wolę walki, która o czym jestem przekonany zaprowadzi nas kiedyś na MŚ.
W sobotnie przedpołudnie na maleńkim obiekcie w północno wschodnim Londynie (te małe wyspiarakie stadioniki mają coś w sobie) Polska podejmowała wyżej notowaną Norwegię. Nasza młoda kadra chyba nie grała jeszcze w tak silnym składzie jak dziś i sprawiła niespodziankę pokonując skandynawów 22 do 18.








sobota, 17 września 2022

Dzieje Wysp Brytyjskich. Miedź, brąz, żelazo

 Artykuł ukazał się w kwietniu 2021 roku.


Miedź, brąz, żelazo

Dwa i pół tysiąca lat przed naszą erą gdy tysiące kilometrów na południowy wschód kwitły cywilizacje egipska oraz blisko wschodnie na wyspy brytyjskie zaczęła przenikać nowa fala osadnicza, która szybko zdominowała miejscową ludność. Nie było to trudne gdyż według różnych badaczy Brytanię zamieszkiwało wtedy od kilku do kilkunastu tysięcy ludzi z czego kilkuset mieszkańców przypadało na Szkocję. Badania genetyczne wskazują, że ludzie ci w większości pochodzili z półwyspu iberyjskiego.  Wraz z nowymi ludźmi zaczęła przenikać nowa technologia. Era kamienia łupanego powoli się kończyła. Najpierw zaczęły pojawiać się wyroby z miedzi koegzystujące jakiś czas z wyrobami kamiennymi. Zmiana nie dokonała się przecież w ciągu roku. Dlatego archeolodzy wyróżniają często epokę miedzi jaki okres przejściowy między epoką kamienia a brązu. W końcu miedź została zastąpiona przez stop miedzi i cyny czyli brąz.

Jeden z najstarszych i najlepiej zachowanych grobów z początków epoki brązu został odnaleziony dopiero w 2002 roku w Amesbury. Kilkanaście kilometrów od Salisbury. Znalezisko pochodzące sprzed 2300 lat przed nasza erą można podziwiać dziś w muzeum Salisbury. Warto się tam wybrać przy okazji wycieczki do Stonehenge. Nowa ludność przyniosła nowa kulturę czy jak byśmy dziś powiedzieli styl życia. Nazywamy ich ludnością kultury pucharów dzwonowatych czy po angielsku Bell Baker people.  Nowi ludzie przynieśli rewolucje w sferze materialnej, ciężko stwierdzić co stało się ze sfera duchową. Mieli swoje zwyczaje co widać po grobach ale takie Stonehenge będzie użytkowane jeszcze setki lat. Przynieśli nową religię zachowując stare miejsca kultu? Zmiksowali nowe wierzenia ze starymi a może były one oda samego początku bardzo podobne? Na niektóre pytania nigdy nie poznamy odpowiedzi. Czasem mamy jednak szczęście. Badacze od zastanawiali się czy miejsca takie jak Stonehenge były odosobnimy wielkim centami kultu czy też istniały również bardzo lokalne centa. Przekładając to na dzisiejsze czasy naukowcy zastanawiali się czy istniały tylko katedry czy mieliśmy tez kościoły i kaplice parafialne.  Logika podpowiadała, że poza wielkimi miejscami kultu musiały istnieć przecież i bardzo lokalne. Niestety nie było dowodów na poparcie tej tezy. Do czasu. Wczesną wiosną 1998 roku na wybrzeżu hrabstwa Norfolk dokonano niezwykłego okrycia. Znaleziono Stonehenge w miniaturze. Chodzi o kilkumetrową konstrukcję przypominająca kamienne kręgi megalityczny tyle, że zbudowana z drewna. Nazwano ja Seahenge. Można ja zobaczyć w muzeum w King`s Lynn. Pochodzi sprzed 2050 lat przed nasza erą. Jest to dowód na istnienie niewielkich bardzo lakalnych miesc kultu. Nie znajdujemy ich dziś bo były robione z drewna i albo zostały zniszczone przez ludzi albo same uległy rozkładowi. W końcu drewno to nie kamień czy metal. 

Seahenge

Od około 2000 roku przed naszą erą głównie na terenie Anglii rozwijała się kultura Wessex, będąca lokalną odmianą kultury pucharów dzwonowatych. Rozwijała się przez około 600 lat. Pisząc poprzednim razem o megalitach wspomniałem by zwiedzając Avebury zwrócić uwagę na okoliczne kurhany. Pochodzą one właśnie z tego okresu. Najstarsze mają po 4 tysiące lat.

Wytop metalu zapoczątkował rozwinięcie górnictwa na skale przemysłową. Z Okresu pomiędzy 2000 a 1800 lat przed naszą era pochodzą dwie duże kopalnie miedzi. Mount Gariel w okolicach dzisiejszego Cork w Irlandii oraz Great Orme w Walii (tę ostatnią można zwiedzać). Pierwsza wydobywała 370 ton miedzi rocznie. Druga pomiędzy 175 a 235 ton. Skala wydobycia była tak duża, że około 1600 roku przed nasza erą wyspy stały się znaczącym eksporterem miedzi.

Będąc w okolicach Cambridge warto wybrać się do Peterborough a tam do miejscowego muzeum. Znajdują się tam pozostałości po Must Farm.  Są to pozostałości po niewielkiej osadzie. Jest to najlepiej zachowana osada z epoki brązu z terenów Brytanii. Nazywana jest często Pompejami Brytyjskimi. Chodzi o to, że osada została porzucona nagle po katastrofalnym pożarze. Badania wskazują, że miała zaledwie rok w chwili katastrofy. Pochodzi z okresu pomiędzy 1750 a 1650 rokiem przed nasza erą. 

Must Farm

Około 1500 roku przed nasza erą następuje coś co profesor Francis Pryror nazywa „Domestic Revolution”. Niestety nie znalazłem nigdzie polskiego odpowiednika, najbardziej odpowiednim terminem będzie chyba rewolucja wewnętrzna. Wielkie megality jako miejsca zbiorowego kultu odchodzą w przeszłość. Zastępowane są mniejszymi "kapliczkami" często usytuowanymi w pobliżu bagien czy źródeł rzek. Wiele z nich przetrwa aż do nadejścia chrześcijaństwa.  Formy takie jak Stonehenge odchodzą w przeszłość bo jesteśmy w trakcie tworzenia się społeczności klanowej, tworzy się samorząd lokalny i wielkie miejsca ściągające ludność z rozległych terytoriów nie są już potrzebne.

Czytelnik zwiedzający muzeum w Peterborough powinien wybrać się również poza miasto. Znajduje się tam park archeologiczny Flag Fen. Jest to rekonstrukcja prężnej osady powstałej tam około 1500 lat przed nasza erą.

Przenieśmy się teraz daleko na północ. Na Hybrydach Zewnętrznych znajduje się stanowisko archeologiczne Cladh Hallan. Jest ot jedyne miejsce w Wielkiej Brytanii gdzie znaleziono prehistoryczne mumie. Miejsce to było zamieszkane już 2000 tysiące lat przed nasza erą.  Archeologom znane było od dawna jednak przełomowego odkrycia dokonano w 2001 roku. Znaleziono wtedy dwie mumie: mężczyzny pochodzącą sprzed 1600 lat przed nasza erą oraz kobiety sprzed 1300 lat przed naszą era. Co ciekawe oba ciała zostały pochowane w tamtym miejscu dopiero około 1120 roku przed nasza erą będąc uprzednio przechowywane przez wiele miesięcy w torfowisku. Naukowcy nie mają pojęcia dlaczego tak się stało.

Sprzed 1300 lat przed nasza erą pochodzi tak zwana łódź z Dover. Jest to znaleziona podczas robót ziemnych w mieście doskonale zachowana kilkumetrowa łódź, która pływano po kanale La Manche. Jest to tez bezpośredni dowód na kwitnący w tamtym okresie handel wyspy z Europą kontynentalną. 

Łódź z Dover

Od około 1200 roku na południu dzisiejszej Anglii bujnie rozwija się rolnictwo z małymi wioskami, które składały się z okrągłych domostw będących wizytówka wyspy aż do czasów rzymskich.

W okresie pomiędzy 1500 a 1000 rokiem przed nasza erą zaczyna na wyspy przenikać pierwsza fala osadników protoceltyckich. Absolutnie nie można mówić jeszcze najeździe Celtów. Fala ta był bardzo symboliczna i rozłożona w czasie. Więcej znaczenia niż samo osadnictwo miała powoli sącząca się kultura Celtów.

Prawdziwy najazd Cletów na Wyspy brytyjskie zacznie się dopiero pod koniec VII wiku przed naszą erą. Wraz z nimi przyjdzie kolejna rewolucja techniczna. Celtowie przyniosą technikę wytopu żelaza.


piątek, 16 września 2022

Brytyjska prasówka część VI

 Z cyklu kapitał nie ma narodowości....ale kapitaliści mają.

Thames Water. Największą firma dostarczająca wodę na wyspach. Obsługuje 15 milionów ludzi czyli w praktyce Londyn i okolice.
W tym roku po tym jak nie padało ponad 2 miesiące a Tamiza częściowo wyschła zabroniono podlewać ogródki, myć samochody itp. Wszystko pod groźbą kary 2 tysięcy funtów. Ok. 20 sierpnia dostałem maila o dramatycznej sytuacji jeśli idzie o wodę i o możliwym wyłączaniu wody na kilka godzin w ciągu doby. Na szczęście do tego nie doszło. Nie były to jednak żarty.
W tym samym dokładnie czasie w dzielnicy Islington doszło do podtopienia. Pękła rura i wyciekło jedyne 5 milionów litrów wody. Do takich sytuacji będzie dochodzić częściej bo rury coraz starsze a firma inwestuje bardzo ospale.
Jeśli lato jak to w tym roku się powtórzy to rzeczywiście możemy zostać bez wody. Choć brzmi to jak żart w końcu to deszczowe wyspy to sytuacja jest poważna.
Thames Water nie posiada ani jednego zbiornika retencyjnego. Myślano nad budową takowego w 2006 roku ale na myśleniu się skończyło.
I teraz sedno sprawy.
Choć firma to wielka zarzadzana jest średnio. Brakuje inwestycji.
Dlaczego brakuje?
Może warto spojrzeć na listę udziałowców.
A tam obok chińskiego rządu (tak to nie błąd ) mamy fundusz emerytalny z Ontario, fundusz inwestycyjny z Abu Dhabi i tak dalej.
Ostatecznie co kogo w Pekinie czy w Emiratach obchodzi czy mam wodę w kranie. Firma przestanie przynosić dochody to pozbędą się pakietu i znajdą następną.