W czasach gdy wszyscy chcą być najwięksi , najwyżsi etc. Chorwaci chwalą się że są najmniejsi.
W muzeum archeologicznym w Zagrzebiu jest prawdziwy skarb. Nazywa się Liber Linteus. To jedyna zachowana do dziś księga w języku etruskim. Pochodzi z około 250 roku p. n. e. .
Nikola Tesla. Tak ten od samochodu. Absolutna gwiazda. Jest patronem muzeum gdzie ma osobną salę. Do tego ulica, pomnik. Koszulki , magnesy i co tylko tam chcecie. I nie jest to jakiś sztucznie pompowane. Chorwaci autentycznie pęcznieją z dumy na wspomnienie tego człowieka. I co najważniejsze potrafią tę dumę "sprzedać" przybyszom z zewnątrz. Oj żebyśmy my tak potrafili sprzedać naszych gigantów....z których większość jest zapomniana.
![]() |
| Pomnik Tesli. Zagrzeb. |
![]() |
| Muzeum techniki w Zagrzebiu. |
Wstęp
Gdybym miał zajmować
się każdą bzdurą, którą ludzie udostepniają na temat igrzysk nie starczyło by
mi czasu do września. Co jednak mnie uderza, że za publikacje tego typu rzeczy
biorą się osoby już nie tylko z drugiego garnituru Kabaretacji ale też Ci,
którzy mają ambicje iść w pierwszym jej szeregu. Jedni to robią bo obowiązuje
tam selekcja negatywna i są zwyczajnie lekko odklejeni. Nie ma znaczenia czy są
od Sławka Piwko czy wicemarszałka Pluszaka. I to jest dramat bo po co nam
posłowie na poziomie Pani Żukowskiej tyle, że odjechani w drugą stronę. Inni
zaś robią to z premedytacją. Nazywa się to zagospodarowaniem ekstremy. Mają po
prostu nadzieję, że na plecach szurii wjadą do parlamentu. Z działalnością
państwową czy narodową nie ma to nic wspólnego i niczym nie różni się od tego
co robi PO czy PSL.
Nie znam się to
się wypowiem
Wiedza na temat
literek nie jest nikomu do szczęścia potrzebna. Sam nie zagłębiam się w ich
ideoligię bo szkoda na to czasu…..jednak. Jednak jeśli nie rozróżniasz
absolutnych podstaw to nie wypowiadaj się i się nie kompromituj drogi kolego po
drugiej stronie ekranu. Okazuje się bowiem, że strasznie dużo osób po „prawej”
stronie nie rozróżnia geja i lesbijki od osoby która mieniła płeć. Tu może
niektórych zaskoczę ale bycie gejem czy lesbijką w niczym w sporcie ani nie
pomaga ani też nie przeszkadza. Nie ma to najmniejszego wpływu na rywalizację.
Żeby was przerazić jeszcze bardziej napiszę wam, że takie osoby startowały od
1896 roku. Po prostu kiedyś medal odbierał Pan Kowalski czy Pani Kowalska i na
tym się kończyło. Zbędnego machania flagą nie było.
Jak to jest z tą
polityką?
Tydzień temu
słusznie oburzaliście się na mieszanie polityki ze sportem. Choć literkowa
szopka trwa w najlepsze to jednak na topie są tematy typu planeta płonie.
Mija kilka dni.
Wrzucam na FB informację o medalu Igi Światek…. I rozpoczyna się burza. Okazuje
się, że Ci, którzy nie chcieli polityki teraz sami z nią wyskakują. Moralność
Kalego. Wyjątkowo głupie i obelżywe komentarze po prostu kasuję i żegnam
delikwenta. Również takiego, którego znam osobiście. Niczym się nie różnicie od
drugiej strony sporu.
Koniec wstępu 😉
Kiedyś było jakoś
lepiej.
Nie wiem czy
śmiać się czy płakać gdy w kółko wypisujecie jakie to najgorsze Igrzyska, jak
kiedyś było lepiej. Tak wiem. Kiedyś słońce świeciło mocniej. Wszystkie kobiety
były piękne a każdy prawdziwy facet (innych nie było) co rano polował na
Mamuty.
Tymczasem
Cofnijmy się o 90
lat. Pani Stanisława Walasewicz w sprincie na igrzyskach w Los Angeles 1932
oraz w Berlinie 1936 zdobyła odpowiednio złoto i srebro. Możemy zastosować wasz
ulubiony certyfikat twarzy. Mogłaby nie zdać. Możemy tez powołać się na fakty.
Stanisława była postacią tragiczną. Po jej śmierci przeprowadzono sekcję zwłok.
Bez wchodzenia w szczegóły…była hemafrodytą. Tak więc dzbanku drogi nie
jesteśmy oczywiście hipokrytami i będziemy pisać petycję do MKOL o odebranie
Polsce dwóch medali olimpijskich. Będziemy prawda?
Hormony
U mężczyzn też
się to zdarza ale to kobiety częściej cierpią na zburzenia hormonalne. Paradoks
polega na tym, że to co w życiu im raczej przeszkadza w sporcie może pomóc. Tak
się jakoś dziwnie składa, że wbrew temu co mówicie i piszecie te i poprzednie
igrzyska w sporcie kobiecym są najuczciwsze w historii. Tak. Jest dokładnie odwrotnie
niż staracie się sobie udowodnić .
Pływaczki z NRD
Doping u kobiet
jest niezwykle łatwy. Tak w skrócie trzeba po prostu zadbać o odpowiednią ilość
męskich hormonów. Tyle. Podczas igrzysk w 1976 roku trener pływaczek z NRD
został zapytany dlaczego jego podopieczne mają tak niskie głosy. Odpowiedział,
że mają pływać a nie śpiewać. Słynne pływaczki weszły do popkultury i filmu.
Komedia Top Secret z 1984 roku nie przewiduje przyszłości jak wam się wydaje a
komentuje teraźniejszość. W NRD w latach 1974- 1989 trwał specjalny program
dopingowy. Przeszło przez niego 15
tysięcy sportowców. Kobietom brakowało już tylko włosów na plecach. Dziś gdy
potraciły zdrowie (były faszerowane dawkami dobrymi dla konia) oczywiście
kłamią mówiąc, że myślały, że biorą witaminy. Program nadzorował rząd oraz
blisko 3 tysiące agentów Stasi. Chodziło przecież o ty by nic nie wyszło na
jaw. Po 1989 roku skazano w sumie ponad 350 osób. Nie mówcie więc, że nigdy wcześniej nie
starowały kobiety z męskim poziomem testosteronu. Nikt tego po prostu nie badał
w taki sposób jak dziś.
Drobny przystanek
Przegląd Sportowy
to wielce zasłużona gazeta…ale z czegoś musi żyć. Niestety na swoim portalu gdy
wrzuca teksty czysto sportowe interesuje to niewiele osób. Taka jest smutna
rzeczywistość. Dlatego regularnie by mieć za co opłacić rachunki publikują
pierdoły albo zwykłe bzdury. Nie ma ich co potępiać bo właśnie tego typu teksty
są najpopularniejsze i zwyczajnie zapewniają im przeżycie.
Caster Semeneya
Południowoafrykańska
biegaczka. Dwukrotna medalistka z Londynu i Rio. Nie jest mężczyzną. To czy
jest lesbijką czy nie, nie ma znaczenia. Od początku jej kariera wzbudzała kontrowersje.
Była posądzana o bycie mężczyzną. Nie wchodząc w szczegóły ostatecznie jej
sprawa wylądowała w sądzie. Semeneya ma albo tę samą przypadłość co pani
Walasewicz albo naturalnie wytwarza za duże ilości testosteronu. Decyzją sądu by dalej startować musiała brać
leki obniżające jego poziom co zakończyło w praktyce jej karierę. Sama zainteresowana
głęboko się z tą decyzją nie zgadzała i uważała ją za niesprawiedzliwą.
Podobnie rzecz
się ma z dwoma bokserkami. Odpowiednio z Algierii i Tajwanu. Pomijając bzdury
produkowane hurtowo nie są to żadne osoby trans. Taki przypadek w ogóle nie
wchodzi w grę. Jeśli już miałoby być coś na rzeczy to możemy mówić o podwyższonym
poziomie testosteronu lub ewentualnie o przypadku jak u pani Walasewicz.
Pomijam już fakt,
że obie zawodniczki startują od lat i wcześniej nikt nie widział problemu.
Przegrywały też walki. To nie jest tak, że idą niczym taran przez kobiecy boks
amatorski.
Dochodzimy jednak
do ciekawej kwestii.
Czy jeśli ktoś
uzyskuje naturalną przewagę ma być za to karany? Czy jeśli ktoś genetycznie
łatwo buduje masę mięśniową to ma brać leki które mu to uniemożliwią by osoby
bez takich predyspozycji nie czuły się dyskryminowane? Czy wysocy koszykarze
mają grać na kolanach by niscy mieli większe szanse? Przecież dochodzimy w ten
spób do absurdu. Sport zawsze polegał na tym, ze ktoś wykorzystuje swoją
przewagę. Nie ma czegoś takiego jak równość. To są pomysły rodem z ZSRR. Dlatego
szokuje mnie to, że w tego typu narrację idą ludzie rzekomo prawicowi oraz
rzekomo wolnościowa partia. Żeby była jasność ja nie piszę tu o dopingu. Nic z
tych rzeczy. Dla mnie nie jest to sprawa zero jedynkowa jak chciałaby gawiedź. Uważam,
że sporo racji miała Semenya mówiąc, że skoro nigdy nie była na dopingu dlaczego
ma być karana za naturalną przecież przewagę.
Na koniec gdzie
są transy.
Osoby transpłciowe
startowały już po raz drugi. Mam
wrażenie, że dla internetowej husarii Igrzyska w Tokio nie miały miejsca.
Startowały całe cztery osoby bez żadnych sukcesów. Skąd to wiem? Wystarczyło wejść
na portale literkowe. Przecież oni/one czują dumę i niczego nie ukrywają. I tu
jest pojawia się pewien drobny problem. W przypadku rzekomych trans bokserek literkowe
portale milczą. Stosunkowo rzadko biorą je też w obronę bo to nie są
przedstawicielki/przedstawiciele ich społeczności.
Gdyby nie końcówka to otwarcie igrzysk to takie mocne 8 na 10.
Archie Norman
szef Marks & Specer będąc w studio radia LBC skrytykował brytyjską policję twierdząc,
że nie jest ona zainteresowana łapaniem złodziei sklepowych. M&S dołączyło
tym samym do innych sieci na przykład Tesco czy Co-op, które bardzo głośno
mówią o problemie i atakują za bierność organy ścigania.
Oprócz kradzieży
dochodzą coraz częstsze ataki fizyczne i psychiczne na pracowników sieci
handlowych. Szef John Lewis mówi już o pladze.
Markety radzą
sobie z kradzieżami przerzucając koszty na klientów. W cenie produktu zawarta
jest też strata na poczt przyszłej kradzieży. Chodzi o to, że produkt kosztuje
nieco więcej niż powinien by zrekompensować stratę w postaci kradzieży innego
produktu. Tak więc sami klienci powinni być zainteresowani zwalczeniem plagi
kradzieży.
Prawdą jest, że
policja zbiera gromy nieco niezasłużenie. Owszem jest zideologizowana, ale to
politycy postawili prawo do góry nogami. Policjantom po prostu nie chce łapać
złodziei bo zaraz i tak ich wypuszczą. Poza tym gdy złodziej okaże się
przedstawicielem mniejszości rasowej to można sobie zaszkodzić. Z ich punktu
widzenia lepiej często po prostu nie robić nic.
Nowy rząd zabrał
się do roboty.
Na początek tak
jak zapowiadał wyrzucił do kosza umowę z Ruandą w sprawie odsyłania do tego kraju
nielegalnych imigrantów.
Tym samym utopiono
250 milionów funtów z pieniędzy podatników! Za te pieniądze udało się odesłać czterech
imigrantów, którzy zgodzili się zresztą na to dobrowolnie. To tak gdyby ktoś miał jeszcze wątpliwości dlaczego
Partia Konserwatywna straciła władzę.
Laburzyści nie
ukrywali, że gdy przejmą władzę odstąpią od tego projektu. Prasa jest jednak
nieco zdziwiona faktem, że rząd w Kigali nie zamierza oddawać pieniędzy, które
już otrzymał z Londynu. Argumentacja Afrykanów jest logiczna. Oni ze swojej części
się wywiązali. Dlaczego mają płacić za to, że nad Tamizą panuje bałagan.
Mnie zaś przy
okazji sprawy Ruandy zawsze zastanawiała logika lewicy. Wiele razy słyszałem, że jak toś opisuje Afrykę
jako biedną, zacofaną i niezabezpieczoną to jest ukrytym bądź nie rasistą.
Tymczasem koronnym
argumentem mającym utrącić odsyłanie nielegalnych do Ruandy zawsze był rzekomy….
Brak bezpieczeństwa. Rasizm?
Nigdy chyba nie
omawiałem brytyjskich wyborów. W sumie sam się zastanawiam dlaczego. Po
kilkunastu latach spędzonych na wyspach brytyjskich to właśnie te wybory
powinny być mi bliższe.
Zanim przejdę do
ich omówienia kilka słów o mediach. Wiele razy apelowałem o czytanie prasy
papierowej (choćby kupionej w wersji elektronicznej). Media obrazkowe takie jak telewizja czy
internet niesamowicie spłaszczają tematykę. Liczy się gra na emocjach, zagadanie
odbiorcy. Jakaś pogłębiona analiza zdarza się bardzo rzadko.
Dobrze do sedna
więc.
4 lipca odbyły się w Wielkiej Brytanii wybory parlamentarne. Zachwytom w TV nie było końca. Partia Pracy odniosła miażdżące zwycięstwo powracając do władzy po 14 latach.
W rzeczywistości
aż tak kolorowo nie jest. W Wielkiej
Brytanii obowiązuje jednomandatowy system wyborczy, który dość mocno potrafi
zakrzywić rzeczywistość. Delikatnie mówiąc. System ów idealnie betonuje scenę polityczną.
Dlatego nie rozumiem skąd u tak wielu osób w Polsce zwłaszcza po prawej stronie
zachwyty nad tą formą wybierania władzy. Prasa od czasu do czasu zwraca uwagę,
że jest to system dość niereprezentatywny. Jednak zawsze pada koronny argument,
że przecież ludziom ten system się podoba. To, że 80% z nich nie potrafiłoby wytłumaczyć
na czym on polega to już tak zwane uroki demokracji.
Oczywiście
jednomandatowy system wyborczy umożliwia dostanie się kandydatów niezależnych.
Tu się zgodzę. W nowym brytyjskim parlamencie będzie ich sześciu z czego aż
czterech oparło swą kampanię na sprzeciwie wobec ludobójstwa w Gazie. Teraz
jednak powinno paść pytanie co realnie te sześć niezależnych jednostek jest w
stanie zrobić?
Wracajmy jednak
do początku.
Zamiast odtrąbić
sukces laburzystów należałoby raczej mówi o klęsce torysów.
Tak Partia Pracy wraca do rządów po 14 latach. Tak to jest jeden z ich największych sukcesów. Mają bowiem aż 412 posłów. Ponad trzykrotnie więcej niż Partia Konserwatywna. Jednak realnie ich poparcie wzrosło zaledwie o 1,6% do nieco ponad 30%. Tylko tyle. Na ulicy nie licząc jakiś zagorzałych zwolenników wcale nie ma euforii.
Drugie miejsce
zajęła Partia Konserwatywna. I To bardziej konserwatyści te wybory przegrali
niż laburzyści je wygrali. Przegrali zresztą zasłużenie. Od dłuższego czasu
realne działania zastępowali „uśmiechaniem się”. Osoby kompetentne były
zastępowane może mało rozgarniętymi ale za dobrze ubranymi. Partia miotała się
nie wiedząc co robić. Strategie były podporządkowywane sondażom a te jak
wiadomo są zmienne jak chorągiewka na wietrze. Tygodnik Spectator bardzo mocno
przecież powiązany z konserwatystami pisał, że klęska wyborcza im się
zwyczajnie należy. Może oderwanie od władzy nieco ich otrzeźwi. Jak będzie
zobaczymy. Do parlamentu nie dostało się
aż 10 byłych ministrów! Nie dostała się też była premier Liz Truss. Jest to
drugi taki przypadek w historii. Osobiście mnie to cieszy. Ta pani z uporem
maniaka nie przyjmowała do wiadomości, że jej czas przynajmniej na razie minął
i jej aktualna pozycja jest dokładnie żadna. Może teraz ją oświeci.
Konserwatyści będą największą partią opozycyjną mając zaledwie 121 posłów.
Najmniej w historii.
Trzecie miejsce
zajęli Liberalni Demokraci. Najwięksi obok Partii Pracy zwycięzcy obecnych
wyborów. Uzyskali aż 72 mandaty. Jeśli liczyć tylko ich najnowszą historię jest
to ich najlepszy wynik. Większość miejsc w parlamencie uzyskali oczywiście
kosztem Partii Konserwatywnej. Lid-Dem są też największą siłą od lat domagająca
się zmiany ordynacji na proporcjonalną. Jest to w pełni zrozumiałe. Przez lata
mieli poparcie ponad 20% a przekładało się to na zaledwie 40 do 60 mandatów. W
tych wyborach jednak los się do nich uśmiechnął. Mimo nieco ponad 12% głosów (poparcie
prawie identyczne jak w poprzednich wyborach) mają rekordową liczbę posłów.
Czwarte miejsce
przypadło SNP. Szkoccy „nacjonaliści” zaliczyli prawdziwe trzęsienie ziemi.
Partia targana w ostatnim czasie poważnymi skandalami będzie mieć zaledwie 9
posłów z czego skorzystała głównie Partia Pracy.
Kolejne miejsce
to Sinn Fein. Irlandzcy nacjonaliści uzyskali 7 mandatów i tradycyjnie zbojkotują
brytyjski parlament.
Dopiero szóste miejsce
przypadło dawnej Brexit Party czy Reform UK. Są jednocześnie przegranymi jak i
wygranymi tych wyborów. Przegrali bo mimo ponad 14% głosów mają zaledwie 5
posłów. Jeszcze w noc wyborczą sondaże dawały im 13 posłów. Aż 98 kandydatów
zajęło drugie miejsce w swoich okręgach. Cóż uroki jednomandatowych okręgów. Wygrali
bo mają tych pięciu posłów. Lepsze to niż nic. W 2019 roku też zanotowali przyzwoity
wynik a nie przełożyło się to nawet na jeden mandat. Reform UK wzbudza furię
wśród Konserwatystów. Dzień przed wyborami dziennik Daily Mail poświęcił kilka
stron na analizę wyborczą apelując do czytelników by nie głosowali na Refom UK.
Powód był dość oczywisty. Sami posłów mieli nie wprowadzić a głosy oddane na
nich miały eliminować przynajmniej kilkudziesięciu posłów Partii Konserwatywnej. Ta druga część sprawdziła się w stu
procentach. Nigel Farage zapowiada, że to dopiero początek marszu w górę. W
ciągu pięciu lat mają się skupić na nowej taktyce. Nie zaniedbując kraju jako
całości chcą celować w okręgi gdzie zajęli drugie miejsce. Powiększając swój
stan posiadania odebraliby sporo mandatów nie tylko Partii Konserwatywnej ale w
kilku przypadkach również Partii Pracy.
Również pięciu
posłów prowadza Demokratic Unionist Party. Lojaliści z Ulsteru mieli swoje pięć
minut gdy premierem była Teresa May. Obecnie gdy laburzyści mają ogromną
przewagę nad resztą stawki nie odegrają raczej żadnej roli w parlamencie.
Czterech posłów
wprowadza Paria Zielonych. Kolejni jednocześnie wygrani i przegrani wyborów.
Partia świętuje, bo po raz pierwszy w historii ma więcej niż jednego
posła/posłankę. Podobnie jak Reform UK chcą na przyszłość skupić się bardziej
na okręgach „biorących”. Szansa na powiększenie stanu posiadania jest spora. Jednocześnie
partia Zielonych jest w gronie przegranych. Wszystko przez ordynację wyborczą.
Ponad 6% głosów gało zaledwie 4 posłów.
Również czterech
posłów wprowadzili walijscy nacjonaliści czyli Plaid Cymru. To kolejna partia mogąca
zapisać sukces na swoim koncie. W poprzednich wyborach uzyskali dwa mandaty.
Dwa mandaty
uzyskała Socjaldemokratyczna Partia Pracy (z Irlandii Północnej).
Wreszcie po
jednym parlamentarzyście wprowadzili Partia Sojuszu Irlandii Północnej,
Ulsterska Partia Unionistyczna oraz Traditional Unionist Voice.
Parlament
Europejski to taki dziwny twór. Choć koncentruje na sobie uwagę opinii
publicznej ma niewielkie uprawnienia. Prawdziwa władza w UE należy do ludzi, którzy
nie są wybierani w demokratycznych wyborach. Sam demokratą nie jestem więc mi wszystko
jedno. Zawsze mnie jednak zastanawia, że nie oburza to ludzi, którzy demokrację
odmieniają przez wszelkie możliwe przypadki.
Wracając jednak
do samych wyborów.
W końcu wszystko
jasne. W końcu nie ma wątpliwości kto wygrał. 36% głosów zdobyła PO, 35% PiS%.
Na dobrą sprawę tyle ile zyskała PO tyle stracił PiS, który mimo wszystko
trzyma się nie najgorzej. Smutne, że dwie tak jałowe formacje prawie
zabetonowały scenę polityczną.
Trzecie miejsce zajęła
Konfederacja zdobywając 12% głosów. Aż o 7,5% więcej niż poprzednio. Tym samym
Konfederacja debiutuje w Europarlamencie wprowadzając sześciu europosłów.
Szkoda, że partia z tak dużym potencjałem nie chce zacząć zachowywać się jak na
poważną formację przystało.
Czwarte miejsce i
niecałe 7% głosów padło na egzotyczną koalicję PSLu z Szymonem Hołownią. Dało
im to zaledwie 3 europosłów. Czyżby z tej formacji zaczęło już uchodzić
powietrze?
Piąte, ostanie,
że tak powiem punktowane miejsce zajęła Lewica. 6,3% głosów dało im 3 europosłów.
Aż o 5 posłów mniej niż poprzednio. Niezwykle mnie to cieszy. Potwierdza się w ich przypadku zasada, że największym
wrogiem Lewicy jest ona sama. Nie należy tej formacji bojkotować. Wręcz
przeciwnie. Im więcej mówią, im więcej ich w radiu czy telewizji tym niższe
mają poparcie.