sobota, 13 maja 2017

Zaobserwowane

Zdjęcie poniżej zrobiłem w pokoju hotelowym w Irlandii.
Biblię zawsze spotykałem też w pokojach hotelowych na angielskiej prowincji. W Londynie mieszkam więc nie wiem jak jest.
To wszystko na zgniłym zachodzie.
W podobno katolickiej Polsce biblii w hotelu nie widziałem nigdy.
Daje do myślenia...


środa, 5 kwietnia 2017

Ukraina cz. IV

Od mojego ostatniego wpisu dotyczącego Ukrainy  minęły dwa lata. Z satysfakcja odnotowuję, że odzyskałem kilku znajomych z kraju nad Dnieprem.

Moje rozważania zakończyłem w momencie utraty Krymu. Można stosować różne sztuczki, drukować nieaktualne mapy itp. Krym jednak od prawie trzech lat pozostaje częścią Rosji. Nie jest okupowany. Mamy tam rządy cywilne i zaklinanie rzeczywistości tego nie zmieni.

Kilkumiesięczna rewolucja na koniec marca 2014 przyniosła Ukrainie utratę jednego z obwodów, ponad 120 zabitych http://www.kresy.pl/w.ydarzenia,ukraina?zobacz/zabici-na-ukrainie-od-grudnia-2013  oraz fatalną opinie w świecie.  Może w Polsce rzeczywiście z uporem maniaka nie zauważaliśmy pewnych zjawisk jednak o wzroście znaczenia ruchów neonazistowskich u naszego wschodniego sąsiada  informowały takie media jak BBC czy branżowe pismo "foreign affairs". Ewakuacja ludności pochodzenia tureckiego, greckiego czy czeskiego chluby również nie przynosi i świadczy jak najgorzej o stabilności państwa.


Po pełniącym obowiązki premiera od  28 stycznia do 27 lutego Serhiju Arbuzowie z Partii Regionów premierem został  Arsenij Jaceniuk  wywodzący się z Batkiwszczyzny Julii Tymoszenko. Zawodowy polityk.  Trochę porządził na Krymie,  trochę w Odessie. Był ministrem, szefem banku. Teraz pozuje na wielkiego patriotę.  Pamiętam jak nie można było na niego złego słowa powiedzieć by nie zostać uznanym ruskim agentem.  Na fali entuzjazmu i wiary w rewolucję ludzie na Ukrainie widzieli w nim męża oparznościowego, nie zaś polityka stojącego po drugiej stronie układu.



Dzisiejszy wpis chciałem jednak poświęć nie rewolucyjnym wydarzeniom ostatnich lat a polityce historycznej naszego sąsiada.
Na początek krótkie wyjaśnienie. Ukraina należy w przeciwieństwie do Polski do państw nowoczesnych. Polska  podobnie jak Węgry i Czechy to państwa historyczne.  Kraje nowoczesne w naszym regionie postanowiły się nieco postarzyć. I tak na przykład Słowacy zapragneli ogłosić się kontynuatorami państwa wielkomorawskiego. Co na to Morawianie? Nieważne. Ważne że Czesi nie będą się wywyższać.
Ukraina nie pozostaje w tyle i uważa się za kontynuatorkę Rusi Kijowskiej.
W tym momencie wiele osób oburzy się i krzyknie: przecież Ukraina jest kontynuatorką Rusi Kijowskiej. Otóż nie jest.
Jednak od początku.
W VII i VIII wieku tereny dzisjeszej Ukrainy były częścią Kaganatu Chazarskiego. Od IX wieku tereny te były często nawiedzane przez Wikingów.
Kaganat Chazarski 
 Jednocześnie słabnięcie Kaganatu sprzyjało tworzeniu się pierwszych państewek Słowiańskich.
Około 862 roku pochodzący ze skandynawskich Waregòw Ruryk założył w Nowogrodzie Wielkim pierwsze państwo wschosłowiańskie. Słabnący Kaganat umożliwił powiększanie terytorium państwa.
W 879 roku księciem ruskim został Oleg Mądry.  Trzy lata później zdobył Kijów do którego przeniósł stolicę państwa.
Jak widać państwo ruskie już od początku dysponuje więcej niż jednym silnym ośrodkiem centralnym co wywoła problemy w przyszłości.
W 912 roku księciem Kijowskim został Igor Rurykowicz. Jego panowanie to dalszy rozrost terytorialny kraju.
W 945 roku księciem Kijowskim został Światosław I. W 965 roku spustoszył Kaganat Chazarski. Miejsce Chazarów szybko zajęli Pieczyngowie, którzy już w 968 oblegli Kijów.
Rozwój terytorialny Rusi Kijowskiej. 

Po śmierci Światosława wybuchły walki o władzę. Księciem w 972 roku został Jaropełk I a sześć lat później tron objął Włodzimierz I Wielki.  Za jego panowania Ruś znalazła się u szczytu potęgi. On też przyłączył grody czerwieńskie do swego państwa odbijając je z rąk polskich. Po śmierći Włodzimierza na krótko rządy objał Światopełk Przeklęty a następnie Jarosław Mądry. Po śmierci Jarosława w 1054 roku Ruś powoli zaczęła pogrążać się w wewnętrznych walkach o tron.
Państwo Pieczyngów około 1015 roku
Sytuację opanował panujący w latach 1113-1125 Włodzimierz II Monomach (był ojcem założyciela Moskwy Jerzego Dołgorukiego). Państwa na dłuższą metę nie dało się już jednak uratować. Ruś podzieliła się na niepodległe, rywalizujące  ze sobą księstwa. Rozbicie dzielnicowe stało się faktem.

Ruś Kijowska była typowym europejskim państwem feudalnym. Choć dziś  może ciężko w to uwierzyć była państwem zamożnym. O bogactwie Kijowa krążyły legendy.  Podobnie jednak jak większość państw Europy pogrążyła się w rozbiciu dzielnicowym.

 Pomimo zamożności kraju tendencje separatystyczne były czymś naturalnym dla Rusi. Sprzyjały temu po pierwsze warunki naturalne. Rozległe puszcze i bagna tworzyły naturalne zapory. W przypadku Polski puszcza Notecka  była tak poważną barierą, że Pomorze przez cały okres piastowski było luźno powiązane z Polską. Drugim czynnikiem sprzyjającym rozbiciu kraju było jak wspomniałem na początku posiadanie więcej niż jednego ośrodka centalnego. Kijów był oczywiście stolicą ale Nowogród niewiele mu ustępował a z czasem doszły kolejne ośrodki. Położenie Kijowa na południu kraju zamiast w centrum również utrudniało administrację.

Teraz troszkę geografii. Rzut oka na mapę pokazuje nam, że Ruś zajmowała zaledwie cześć dziejszej Ukrainy. Podobnie jak zajmowała cześć Rosji czy całą dzisiejszą
Białoruś. Tu leży sedno problemu. Ruś nie jest tożsama z Ukrainą. Jej terytorium było zorientowane znacznie bardziej na północ. Mieszkańcami Rusi nie byli Ukraińcy a Rusini. Ukraińcy stosują prostą zasadę Rusini przekształcili się z czasem w Ukraińców. Niestety nie jest to zgodne z prawdą.  Cześć Rusinów rzeczywiście dziś jest Ukraińcami, część nadal pozostaje Rusinami, pozostali są Białorusinami lub Rosjanami.
Uleganie tego typu narracji Ukrainiec = Rusin jest o tyle niebezpieczne, że prowadzi do konfliktu z Rosją, która stosuje podobną retorykę i uważa się za kontynuatorkę Rusi.
Poza tym co jeśli w przyszłości Białorusini poczuliby więź z dawną Rusią i zażądali od Ukrainy zwrotu Kijowa? Niepoważne?  Być może.  Jednak tak może się stać jeśli jedno państwo będzie sobie jednostronnie przypisywać dziedzictwo tworu ogarniającego w zasadzie całą wschodnią słowiańszczyznę.
Tak sytuacja wygląda z punktu widzenia historyka. Biorąc pod uwagę politykę to dla nas Polaków pożądane jest by Ukraina bardziej widziała siebie jako kontynuatorkę Rusi  (należy przymknąć oko na pewne fakty) niż by dominowała coraz mocniej brunatna ideologia OUN. Konflikt z Rosją dotyczący dziedzictwa Rusi to już nie nasze zmartwienie.
Jarosław Mądry 
Włodzimierz Wielki 

wtorek, 28 lutego 2017

Żołnierze wyklęci w Rawiczu.

Trochę się pochwalę.
Dziś Rawicz odwiedził prezydent Andrzej Duda. Zrobił to z okazji narodowego dnia żołnierzy wyklętych.
Więcej o wizycie tu: http://www.tvpparlament.pl/aktualnosci/duda-panstwo-elit-nie-jest-panstwem-obywatelskim/29275090 .

Podczas uroczystości grała orkiestra dęta z Miejskiej Górki w której gra mój tata.  Gratuluję tato.

Na koniec ciekawostka.
Więźniów okresu stalinowskiego w tym wielu wyklętych pędzono około kilometrową trasą wiodącą z nie czynnej już stacji kolejowej Rawicz Wschód do więzienia. Ludzi którzy spędzili najlepsze lata życia walcząc o wolną Polskę przebierani  byli w pozostałości niemieckich mundurów lub malowano im na plecach swastyki.
Ludność miasteczka miała być przekonana, że do więzienia pędzi się kolaborantów hitlerowskich a nie najlepszych synów ojczyzny.

wtorek, 28 czerwca 2016

Brexit

W referendum dotyczącym wyjścia z UE, które odbyło się  23 czerwca zwyciężyli zwolennicy niepodległości UK.
Dziwi mnie zaskoczenie europejskich elit. Każdy bowiem sondaż pokazywał, że poparcie dla opuszczenia UE oscyluje w granicach 50% a nie trzeba być geniuszem żeby wiedzieć że jeśli sondaż dotyczy zagadnienia nie lubianego w lewicowych kręgach zazwyczaj jest niedoszacowany.

Frekwencja była wysoka wyniosła 72%. Za niepodległośćą głosowało 52% wyborców. O 1,3 miliona więcej niż za pozostaniem w UE.
Za pozostaniem w UE głosowała Szkocja, Londyn oraz Ulster. Za opuszczeniem UE głosy oddali Anglicy oraz Walijczycy (co lekkim zaskoczeniem jest).

Po ogłoszeniu wyników wyborów obserwowaliśmy szok strony postępowej. Po paru godzinach doszli jednak do siebie i zaczęli ujadanie. Okazuje się więc ,że ludzie zagłosowali za wyjściem dla żartu, że kampania za wyjściem była nieuczciwa więc referendum należy  powtórzyć! Okazało się również, że za wyjściem głosowali ludzie powyżej 45 roku życia a tu chodzi przecież  o przyszłość czyli o młodych, którzy mieli inne zdanie. Gdyby za wyjściem głosowali młodzi opowiadanoby z kolei, że są niedoświadczeni i należało słuchać starszych.

Jak było naprawdę?
Kampania za wyjściem była pełna uogólnień jednak dokładnie to samo można powiedzieć o kampanii wzywającej do pozostania w UE.
Za wyjściem podobno głosowały osoby gorzej wykształcone. Przypuśćmy, że to prawda choć nie bardzo wierzę tego typu sondażom. W UK różnica w wykształceniu znaczy  niewiele  gdyż przy tutejszym poziomie edukacji osoby lepiej wykształcone tytanami inteligencji naprawdę nie są.
Ośrodki akademickie głosowały oczywiście za pozostaniem w UE. Wiedząc o tym, że większość uczelni jest lewicowa lub bardzo lewicowa jeśli akademicy wzywają do głosowania za pozostaniem rozsądny człowiek zagłosuje za wyjściem.

Brytyjczycy głosując za lub przeciw kierowali się bilansem zysków lub strat. Jeśli odzrzucimy margines głosujacy z obu stron (bananową tępawą lewicową młodzież uważam za taki sam margines jak benefit clas) mamy społeczeństwo które na chłodno kalkulowało.
Szkocja głosowała za posostaniem w UE nie dlatego, że ją kocha tylko dlatego, że ma największe powiązania handlowe z Francją. Ulster głosował za UE bo ludzie będący Irlandczykami  obawiają się kontroli na granicy z Irlandią. Ci którzy są lojaliststami głosowali za wyjściem bo dla nich kontrola graniczna jest nieistotna. Anglicy oraz Walijczycy głosowali za wyjściem bo są już potwornie zmęczeni imigracją oraz wierzą, że dzięki zaoszczędzonym pieniądzą których do Brukseli nie będą musieli już wpłacać zreformują służbę zdrowia. Londym głosował za pozostaniem w UE bo jest najbardziej imigranckim miastem w całej UK.

Szczerze mówiąc tej chłodnej kalkulacji zazdroszczę brytyjczykom. Polacy po Bretixie wpadli w histerię, zarówno ci zwykli zjadacze chleba jak  rownież media. Od dwóch dni zaroiło się od bzdurnych informacji. Niewielkie incydenty rozdmuchiwane są do poziomu tragedii. Jakże prawdziwie brzmią dziś słowa Dmowskiego który powiedział, że  Polacy to naród kobiecy.

Niebezpiecznym zgrzytem jest próba zbierania podpisów pod kolejne referendum. Podobno zebrano już dwa miliony podpisów choć wiadomo też, że część z nich jest sfałszowana. Mam nadzieję, że premier się nie ugnie i podtrzyma to co powiedział wczoraj czyli, że ponownego referendum nie będzie. Byłby to niebezpieczny precedent na wyspach.
Próba ponownego rozpisania ferefendum pokazuje prawdziwą twarz lewicowych piewców demokracji. Jest im ona tak długo potrzebna jak długo wszystko przebiega po ich myśli.


Co dalej z UK?
Wszystko zależy od politykow. UK może stracić na wyjściu może też  zyskać w zależności od tego czy rządzący wyspą wykażą się umiejętnościami realnego  rządzenia i dyplomacji. Osobiście myślę, że dadzą radę.
Co z Ulsterem?
Nie wierzę w jego niepodległość jak przekonywało mnie wielu miejscowych (londyńskich) Polaków. Gdybym był premierem UK to jutro poleciałbym do Dublina i załatwił umowę o małym ruchu granicznym. IRA straciłaby swój główny argument.
Jeśli zaś idzie o Szkocję to przypomnę tylko że  Szkocja nie chce się odłączyć od Brytanii po Brexicie tylko próbuje tego od kilkuset już lat wiec nihil novi.

wtorek, 14 czerwca 2016

Pamiętnik emigranta cz. II

Jak wspominałem pracę podjąłem 11 dni po moim przyjeździe.
Zostałem zamiataczem ulic. Konkretnie zamiatałem liście  (była to praca sezonowa) w południowo zachodnim Londynie.  Praca ciężka. Dzięki niej poznałem czym jest angielska zima. Ulewy były co drugi dzień. Padało godzinami. Nie ma tu temperatur kilkanaście stopni poniżej zera ale padający przez  osiem godzin pracy lodowaty deszcz i wiatr sprawiają że człowiek czuje się jakby było około -20.
Pracowałem tak blisko dwa miesiące. Następnie przez kolejne pół roku brałem każdą pracę tymczasową dzięki czemu poznałem kilka, magazynów,  fabryki żywności,  czy firmę robiacą nadruki. Jednak to moja pierwsza praca zaważyła na tym, że nie zdecydowałem się wracać.

Zobaczyłem na własne oczy czym różni się brytyjskie podejście do pracownika od polskiego.
Proszę sobie  wyobrazić osobę sprzątającą ulicę w waszej miejscowości. W Polsce ktoś taki będzie niewidzialny.  Nie będziemy go zauważać lub będziemy omijać szerokim łukiem.  Rodzice będę go pokazywać dzieciom i mówić ucz się Jasiu bo inaczej skończysz jak  on.
Jak to wygląda w UK?
Miejsca gdzie pracowałem to nie dzielnice imigranckie tylko stary dobry Londyn jaki ogląda się w filmach.
Mijający nas ludzie kilka razy dziennie mówili dzień dobry Siergiej jak się masz (pracował tam już około 7 lat). Pewna pani wprowadzająca psa zaczepiła nas mówiąc strasznie dziś zimno może napilibyście się herbaty.  Gdy propozycję uznaliśmy za interesująca oddaliła się by wrócić po około 20 minutach z dwoma dymiącymi kubkami herbaty.

Druga bardzo wymowa scena.
Sprzątaliśmy właśnie ulice na której zaparkowanych było 6 aut marki Porsche  (w UK nie jest to absolutnie marka luksusowa ), Bentley oraz Rolls Royce. Gdy byliśmy już w pobliżu tego ostatniego z domu wyszedł właściciel samochodu. Wysoki, około 50tki,  w drogim garniturze. Człowiek  ów pyta nagle czy jego auto nie przeszkadza nam w pracy. Bo my przecież tak ciężko pracujemy by jego ulica wyglądała czysto. Oczywiście oświadczyliśmy, że takie auto nie może przeszkadzać. Jego właściciel jednak nie uwierzył. Wpadł na pomysł, że pojedzie nim na sąsiednią ulicę i za chwilę wróci. Jak oświadczył tak zrobił. My zdążyliśmy w tym czasie sprzątać miejsce gdzie wcześniej stał samochód. Gdy wrócił jeszcze raz podziękował za naszą ciężką pracę po czym udał się do swojego domu.

Opisane powyżej sceny są czymś naturalnym w społeczeństwie brytyjskim. Podkreślam brytyjskim nie imigranckim.

Podobnie rozkładają się relacje pracownik pracowadca. Nigdy w UK nie miałem problemów z aglojęzycznymi szefami za to prawie zawsze z przełożonymi pochodzącymi z Polski lub innych krajów dawnego bloku wschodniego.
Relacja z przełożonym anlojęzycznym to zawsze była relacja pracownik pracodawca.
Relacja z przełożonym pochodzącym z krajów Europy Wschodniej to prawie zawsze była relacja poddany pan i władca.
Spóźcizna po komunie wciąż dobrze się trzyma w naszym regionie Europy.

środa, 25 maja 2016

Wybory w Londynie

5 maja londyńczycy ruszyli do urn by po raz trzeci w histiorii wybrać burmistrza stolicy Zjednoczonego Królestwa.

Zanim przejdę do podsumowania wyników kilka słów o angielskiej specyfice.
Wybory na burmistrza Londynu mają znaczenie przede wszystkim symboliczne.
Po pierwsze to nie Polska, tu dokańcza się projekty rozpoczęte przez politycznych przeciwników.
Po drugie Londyn nie jest przykładem klasycznego miasta. Jest podzielony na 32 dwie gminy i to burmistrozwie tychże gmin w największym stopniu odpowiadają za stan okolicy. Burmistrz Londynu zajmuje się raczej wielkimi ogólno metropolitalnymi proejktami.
Po trzecie wreszcie. O bogactwie miasta decydują takie ośrodki jak na przykład City czy Heatrow dość mocno niezależne od poszczegolnych decyzji władz miejskich. Poza tym ciężko mi sobie wyobrazić by burmistrz niezależnie od formacji którą reprezentuje świadomie zaczął szkodzic wyżej wymienionym.

Uprawnionych do głosowania było ponad 5 milionow mieszkańców stolicy. Frekwecja wyniosła blisko 46%.

Ostatnie miejsce zajął Ankit Love reprezentujący partię samego siebie. Dostał niecałe 5 tysiecy głosów.

Przedostatnie miejsce z wynikiem 13 tysięcy głosów uzyskał książę Żyliński. 13 tysięcy dało zaledwie pół procentowe poparcie. Polski kandydat poniósł sromotną klęskę, której się chyba nie spodziewał. Po ogłoszeniu wynikow w internecine pojawiły się  liczne głosy podważające sens jego startu lub wprost wyśmiewające się z księcia. Jedna z polskich gazet przyczynę klęski upraruje w jego lewicowosci i braku otwarcia się na inne nacje wschodnioeuropejskie. Inne media z kolei widziały w nim  kandydata prawicy (tak właśnie wygląda "polskie dziennikrastwo" na wyspach).
Tymczasem książę zrobił wszystko co powinien a przegrać i tak musiał. Zainwestował spore pieniądze, był widoczny w polskich mediach. Gdy inaugurował swoją kampanię podczas koncertu Pawła Kukiza w Londynie jego przyboczni zamiast mu słodzic (co niechcący podsłuchałem) powinni mu powiedzieć prawdę. Zamiast opowiadać banialuki o tym jak to wszyscy są zachwyceni jego startem i pytają o szczeguły trzeba było powiedzieć wprost, że praktycznie nikogo osoba księcia nie zainteresowała.
W klęsce Żylińskiego zawiera się prawda o polskiej społeczności w Londynie. Społeczności, której w zasadzie nie ma.
Jest 200 tysięcy narzekaczy, 200 tysięcy ludzi mających pretensje, że komletnie nikt się z nimi w  stolicy Anglii  nie liczy. Jednak gdy pojawia się okazja do zamanifestowania swojej obecności i siły te 200  tysięcy masowo zostaje w domu.

Również 13 tysięcy głosów zdobył reprezentant nacjonalistów z BNP.

20 tysięcy i niecaly procent głosów zdobył zwolennik legalizacji marihuany. Okazuje się że lobby zwolenników legalizacji marihuany jest znacznie silniejsze niż potecjalne polskie lobby.

31 tysięcy i nieco ponad 1% głosów zdobyl Paul Golding z nacjonalistycznej, antyislamskiej Britain First. Apel o poparcie polskiej społeczności trafił na taki sam mur obojętności jak w przypadku księcia Żylińskiego.

37 tysięcy i blisko półtora procent to wynik reprezentanta lewicowej partii Respect.
Reprezentantka feministek dostała 53 tysiące głosów co dało równe 2 procent.
94 tysiące i 3,5% to wynik UKIP.
Liberalni Demokraci zgromadzili 120 tysięcy i 4,5%.
Partia Zielonych to 150 tysięcy głosów i blisko 6% poparcia.

Drugie miejsce, 909 tysięcy głosów i 35% poparcia zgromadził kandydat konserwatystów Zac Goldsmith (liczę tylko pierwsze wskazanie ).
  Wygrał mając blisko milion 150 tysięcy głosów, co dało 44% kandydat partii pracy Sadiq Khan.

Kilka dni przed wyborami miałem okazję oglądać debatę pomiędzy głównymi kandydatami. Odbyła się  w siedzibie Królewskiego Towarzystwa Geograficznego a transmitował ją kanał London Live. Długa merytoryczna debata nie przerywana reklamami, która dała odpowiedź kto zostanie nowym burmistrzem. Goldsmith wypadł bardzo dobrze. Mówił z sensem na tyle na ile pozwala polityczna poprawność. Jego opponent wręcz przeciwnie. Miotał się, był chaotyczny, starał się mówic tak by unikać jakichkolwiek deklaracji.
Zastosował jednak dwa sprytne wybiegi. Po pierwsze starał się zasugerować, że jego opponent może być rasistą próbując rozdmuchać słowa Goldsmitha, który  (w jednym z wcześniejszych wywiadów) powiedział zgodnie z prawdą zresztą, że wśród niektórych grup etnicznych stopień przestępczości jest wyższy niż w innych.
Drugim równie sprytnym zabiegiem było kilkukrotne podkreślanie, że ojciec Khana był kierowcą autobusu a Goldsmith to syn milionera.
Khana nie pogrążyła nawet deklaracja, że jeśli będzie taka potrzeba podniesie council tax.
Goldsmith przegrał bowiem z przedstawicielami wyborów którzy po zakończonej  debacie rozpoczęli zadawanie pytań. O ile biali wybrocy podzieleni byli na lewicę i prawicę. ...oraz femisitki o tyle pozostałe grupy etniczne zadawały pytania wprost podszyte uprzedzeniami rasowymi.
To tutaj upartuję zwycięstwa Khana. Mimo, że nowy burmistrz nie potrafi liczyć pieniędzy, zapowiada podwyżki, zgadza się w zasadzie z każdym co jest przecież niemożliwe był do zaakceptowania przez mniejszości. Trudno było bowiem liczyć, że głos na Goldsmitha oddadzą muzułmanie żądający podczas debaty cenzury bo media są rzekomo antyislamskie czy też dwie murzynki sugerujące z kolei, że londyńska policja to biali raśisci dybiący na życie biednych murzynów.

Tak oto wyglada Londyn 2016. Nowego burmistrza wybrały nam nie sprawna kampania oraz dobry program a uprzedzenia  i brak asymilacji.

wtorek, 12 stycznia 2016

Dlaczego nie lubię WOŚP

Właśnie zakończył się  24 z kolei finał WOŚP. Imprezy, która od lat budzi mój niesmak.
Nie chodzi tu o to, że mam coś przeciw charytatywności. Wręcz przeciwnie. Mój niesmak WOŚP budzi bo odbijają się w niej najgorsze cechy społeczeństwa polskiego. Rozhisteryzowanie i słomiany zapał.

Zazwyczaj obrońcami Jurka Owsiaka są lemingi, które poza inwektywami nie mają zwykle więcej do zaoferowania. Smutne jest natomiast to, że wiele osób identyfikujących się z prawicą również go broni.

Jednak po kolei.
Pierwsza impreza WOŚP odbyła się w 1993 roku i wtedy to było coś. Kraj wychodził z komuny, był zapóźniony pod każdym względem. Sam wtedy jako dziecko nosiłem serduszko. Dobra akcja charytatywna to było coś bardzo dobrego.

Jednak już po kilku latach zacząłem się zastanawiać dlaczego WOŚP ma jakiś specjalny status. Dlaczego brylujący na salonach Jerzy Owsiak ma status półboga a działacze innych organizacji charytatywnych są w zasadzie anonimowi. Dlaczego inne organizacje nie mają bezpłatnego wielogodzinnego dostępu do TVP? Mamy tu klasyczny przykład równych i równiejszych.

Kolejną sprawą jest, że WOŚP zamiast nauczyć nas charytatywności oduczył jej. Jak to możliwe? Otóż przez lata spotykałem się z  opiniami w stylu ja już pomogłem wrzuciłem złotówkę więc na rok mam z głowy. Nie ma tu nauki systematycznego pomagania. Jest jednodniowy cyrk i to wystarczy.

Suma pieniędzy też nie rzuca na kolana. Nie oszukujmy się.
Oczywiście, kwotowa 45 milionów czy nawet 60 w najlepszych latach jest nieosiągalna dla przeciętnego Polaka jednak gdy weźmiemy pod uwagę, że WOŚP to 1600 sztabów, że ma darmowy czas antenowy, że gra praktycznie wszędzie zebrana suma jest niezwykle skromniutka. Pokazuje to jedno. Polacy  nie pomagają tak jak to jest przedstawiane. Owszem pójdą na imprezę towarzyszącą ale już niekoniecznie coś wrzucą. Ewentualnie mamy drugą możliwość. Mimo masowego deklarowanego poparcia większość ludzi nie bierze udziału  w WOŚP a swoje poparcie głośno deklaruje bo tak po prostu wypada.

Nikt nie bierze pod uwagę również kosztów imprezy. Przyjmijmy, że tegoroczna impreza zakończy swój wynik na 44 milionach złotych i za te pieniądze w całości kupi sprzęt. WOŚP przekazało więc 44 miliony? Otóż nie. Szperając w internecie znalazłem różne wyliczenia dotyczące kosztów imprezy. Najbardziej przemówiła do mnie kwota 12 milionów w skali kraju. Dlaczego jej nie ma w zestawieniu WOŚP? Bo płacą ją między innymi samorządy czyli my wszyscy. Oznacza to, że WOŚP przekaże nie 44 miliony a 32 bo te brakujące 12 sami zapłacimy w podatkach chociażby.

Zaślepienie Jerzym Owsiakiem jest tak wielkie, że w internecie stale powtarzane są slogany w stylu gdyby nie WOŚP to... leczono by dziś ludzi z namiotach! Doskonale wiem jaką patologią jest NFZ ale porównanie jego budżetu z datkami WOŚP pokazuje, że  orkiestra to ledwie kropla w morzu potrzeb.

Czarne chmury nad WOŚP.

Gdy WOŚP skończyła już kilka lat powoli nad tym przedsięwzięciem zaczęły gromadzić się czarne chmury.
Pierwszą taką chmurą, którą osobiście zapamiętałem była informacja, że przynajmniej cześć zespołów nie gra charytatywnie a zwyczajnie za pieniądze. Czyli wszystko dla dzieci pod warunkiem że ty szeregowy Kowalski wrzucisz złotówkę do puszki a ja pan znany artysta dam ci koncert za opłatą.
Przy tej informacji zastosowano mechanizm powtarzany do dziś. Najpierw mieliśmy gwałtowne zaprzeczanie  i próbę wyciszenia sprawy by po latach gdy każdy się już z tym obył przyszła kolej na twierdzenie, że poważnym zespołom trzeba płacić bo mogą zagrać gdzieś indziej.

Chmura druga. Najważniejsza.
Finanse WOŚP. Sprawa wypływająca od kilku lat. Sprawa, która dobitnie pokazuje, że Polska to klasyczna republika bananowa. Mamy mnóstwo niejasnych powiązań, Dziwny przepływ pieniędzy. Zwyczajny nepotyzm i ciągnie się to już kilka lat. Efekt jest zaskakujący.
W normalnym kraju to WOŚP robiłaby wszystko by sprawę wyjaśnić i oczyścić się z pomówień bo niewiarygodna fundacja np.w UK to fundacja, która nie zbiera pieniędzy. Gdyby zarzuty stawiane wobec Jerzego Owsiaka były prawdziwe w UK skończyłby w więzieniu.
W Polsce mamy rzecz dziwną Owsiakowi nie bardzo zależny na oczyszczeniu się z zarzutów. Może jestem dziwny ale gdyby mnie tak szkalowano to poszedłbym do sądu. Tymczasem mamy pat. Gdy po wciąż powtarzających się zarzutach wobec pana Jerzego ten zdecydował się pójść do sądu to ...przegrał!http://www.fronda.pl/a/owsiak-przegral-z-blogerem-w-sadzie,42200.html .  Co bardziej zastanawiające proces dotyczył wzajemnego obrzucania się błotem pomiędzy blogerem Matką Kurką a Jerzym Owsiakiem. Sąd jakby nie interesuje się dokumentami dostarczanymi przez blogera. Dlaczego? Jeśli są fałszywe bloger powinien mieć poważne kłopoty. Jeśli są prawdziwe poważne kłopoty powinien mieć Jerzy Owsiak. Tymczasem nikt tego nie chce ruszyć.

Przy zarzucie drugim stosowano podobny mechanizm jak przy zespołach grających za pieniądze. Najpierw gorliwie zaprzeczano a obecnie obowiązuje narracja pod tytułem robi zbiórkę to i zarabiać musi. Wczoraj na FB na znalazłem wpis jednego z lemingów który napisał, że choćby Owsiak brał 50% pieniędzy z orkiestry to mu się należy bo robi dobrą robotę. Po tym wpisie byłem w szoku totalnym aż dziś rano znalazłem lepszy mówiący kto nigdy niczego nie zdefraudował (choćby złotówki) niech pierwszy rzuci kamieniem.
 No więc rzucam.
Wpisy "obrońców" jasno pokazują w jak fatalnej kondycji moralnej jest spora cześć narodu.

P.S.
Cześć rewelacji Matki Kurki znajdziecie choćby w tym wpisie:
http://kontrowersje.net/jerzy_o_dzia_a_na_szkod_wo_p_pompuje_rekord_a_miliony_przelewa_do_firm_prywatnych . Oceńcie sami.

środa, 30 grudnia 2015

Ukraina cz. III

Na kolejną część ukraińskiej opowieści trzeba było czekać kilka miesięcy. Po pierwsze dlatego by emocje rozbuchane go granic wytrzymałości trochę już opadły, po drugie trzeba było poczekać by cała masa propagandowych informacji okazała się tylko... propagandą.

Ostatnią część zakończyłem ucieczką prezydenta.
To czy nowy rządzący przejął ją  legalnie czy nie to już pozostawiam prawnikom. W gruncie rzeczy nie ma to większego znaczenia.
Przewrót kosztował Ukrainę około stu zabitych. Wydawać by się mogło, że nowe władze będą dążyły do uspokojenia sytuacji i próby budowy podstaw normalności na Ukrainie. Jednak nic z tych rzeczy. W rewolucyjnym szale szły dalej.

23 lutego marszałek werchownej rady Ołeksandr Turczynow został wybrany p. o. prezydenta, regionałowie (co zrozumiałe) opuści byłego już prezydenta Janukowycza. W tym momencie trzeba było szukać porozumienia za wszelką cenę,by nie eskalować dalej konfliktu.
 Tymczasem co robi nowa władza? Pierwszego dnia urzędowania kasuje ustawę językową http://www.kresy.pl/wydarzenia,polityka?zobacz/ukrainski-parlament-skasowal-ustawe-jezykowa . Jakim durniem trzeba być by zrobić coś takiego? Można opowiadać sobie bajki o jedności, o jednej wielkiej Ukrainie ale fakt jest taki, że czy to się komuś podoba czy nie to państwo jest wielonarodowe. Prawie połowa ludności na co dzień posługuje się językiem rosyjskim a nowa władza, która sama ledwo się trzyma pierwszego dnia prawie połowie ludności kraju mówi jesteście gorsi. Nie chcemy was. W efekcie tego posunięcia jeszcze tego samego dnia od Odessy po Donieck przetoczyły się prorosyjskie demonstrację.

24 lutego 2014 Krym praktycznie oficjalnie mówił już o secesji  http://www.kresy.pl/wydarzenia,polityka?zobacz/szef-sewastopolskiej-milicji-nie-bede-wypelniac-rozkazow-kijowa
 W tym miejscu warto zatrzymać się na chwilę. Jeszcze w zeszłym roku nie warto było dyskutować na temat Krymu bo każda taka próba kończyła się oskarżeniem o rosyjską agenturalność.
Trzeba sobie jasno powiedzieć Ukraina tak jak Białoruś czy Litwa jest jeśli chodzi o granice jest państwem sztucznym. O tym jak będą przebiegać decydowało kilku twardogłowych w Moskwie i tyle. Nie jest to żaden zarzut czy próba wyśmiewania się, takie są fakty. My Polacy mamy zresztą podobnie, to czy na przykład Lwów byłby polski a powiedzmy Białystok radziecki w połowie lat czterdziestych zależało od kaprysu kilku potężnych panów.
Ze spadkiem po ZSRR w postaci sztucznie wyznaczonych granic Ukraina powinna sobie poradzić przez dwie dekady niezależności. Nie zrobiła tego a nowa "patriotyczna" władza postanowiła dolać jeszcze oliwy do ognia.
 Krym został dołączony do Ukrainy w 1954 roku by łatwiej było nim administrować. W gruncie rzeczy nie miało to znaczenia bo upadku ZSRR przecież nie przewidywano.
Dlatego bardzo bolało mnie, że zamiast chłodnej oceny wydarzeń na Krymie mieliśmy rozhisteryzowane wiadomości rodem z jakiegoś prowincjonalnego bazaru a nie z poważnych redakcji.
O ile stronę Ukraińską w pełni rozumiem bo przyłączony w 1954 roku czy to się komuś podoba lub nie Krym był częścią ich państwa i nikt na świecie, absolutnie żadne państwo nie zgodziłoby się tak po prostu na próbę oderwania części terytorium. Histeria propagandowa też jest zrozumiała. Jakoś musieli spróbować ukryć chaos nastały w kraju.
Nie rozumiem zupełnie natomiast reakcji strony polskiej. Zarówno rządu,opozycji jak i większości dziennikarzy. Najpierw hurtem poparto majdan, nie potrafiąc przewidzieć chaosu jaki nastąpi. Wszelkie zgłoszenia obecności banderowców były albo przemilczane albo bagatelizowane. W sprawie Krymu zapanowała taka histeria jakby to przynajmniej pół Polski Putin zabierał. Znów jakakolwiek dyskusja była ucinana a łatka ruskiego agenta była przypinana każdemu kto miał odmienne zdanie. Poza tym powiedzmy sobie szczerze Polska jeśli chodzi o Krym ostatni raz interesy robiła tam kilkaset lat temu.

Zanim napiszę kolejne zdania zaznaczam: żadnym rosyjskim agentem nie jestem. Tak mam znajomych Rosjan tak jak i znajomych Ukraińców. Nie opowiadam się po żadnej ze stron konfliktu. Po prostu analizuję sytuację.

Jeśli chodzi o Krym strona Rosyjska rozegrała sprawę półwyspu po mistrzowsku. Rosja pokazała, że pod pewnymi względami jest w pełni normalnym państwem przygotowanym na wszystko. Nadarzyła się okazja więc Rosja skorzystała. Tak powinny funkcjonować państwa.
Wyobraźmy sobie taką hipotetyczną sytuację. W wyniku splotu nieoczekiwanych wcześniej zdarzeń Wileńszczyzna jutro może powrócić do Polski (sytuacja czysto teoretyczna, nie wzywam do rozbioru Litwy). Co się dzieje? Nic! Bo Polska byłaby na taki scenariusz kompletnie nieprzygotowana. Na tym polega różnica. Normalne państwo powinni planować nie co zrobi jutro ale co zrobi za pięćdziesiąt lat nawet jeśli 99% tych planów pójdzie do kosza. Tego nie robi Polska a robi to między innymi Rosja co zamiast ze zrozumieniem spotyka się z  oburzeniem.
Wróćmy jednak na Krym.
To Ukraińcy sami rozpętali chaos majdanowy. Naprawdę chyba najbardziej naiwni mogli podejrzewać, że ich wschodni sąsiad z tego nie skorzysta. To, że do majdanu w Kijowie rosyjskie służby dorzuciły swoje pięć groszy jest więcej jak pewne. To, że po kolejnym prezencie ze strony władz Ukrainy w postaci skasowania ustawy językowej Kreml inspirował prorosyjskie demonstracje również jest pewne. Jednak o czym zapominają polskie media gdyby nie to, że żyją tam miliony rosyjskojęzycznych ludzi, gdyby nie to, że nie kochają władzy  w Kijowie żadna siła nie byłaby w stanie wyprowadzić ich na ulicę. Taka jest prawda zaklinanie rzeczywistości nic nie da. Było to sondowanie przez Rosję A nastrojów, B rzeczywistego zakresu władzy włodarzy z Kijowa. Sonda zapewne bardzo ich zadowoliła. Poszła więc dalej wprowadzając pod koniec lutego chaos na Krymie i sprawdzając możliwość oderwania regionu.
Kilka przykładów: http://www.kresy.pl/wydarzenia,polityka?zobacz/krym-zajeto-parlament-i-rzad-wywieszono-rosyjskie-flagi
http://www.kresy.pl/wydarzenia,spoleczenstwo?zobacz/uzbrojeni-ludzie-drogi-na-krym-video
http://www.kresy.pl/wydarzenia,bezpieczenstwo-i-obrona?zobacz/flota-czarnomorska-zablokowala-lotnisko-w-sewastopolu-uzbrojeni-ludzie-zajeli-lotnisko-w-symferopolu
Odpowiedzią władz z Kijowa były niczym nie poparte groźby co znów tylko utwierdziło Rosjan by pójść krok dalej. Do 28 lutego wojska rosyjskie w zasadzie bez jednego wystrzału zajęły Krym.
Wkrótce przeprowadzono referendum i oficjalnie przyłączono Krym do Rosji. I tyle koniec historii. Krym jest rosyjski. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Trzeba tylko uczciwie przyznać, że wbrew propagandzie płynącej z Kijowa Krym zawsze był mocno separatystyczny, już w 1991 roku podjął nieudaną próbę oderwania się od Ukrainy. Krym w większości zamieszkany jest przez Rosjan a największa proukraińską grupą są...Tatarzy.
Tutaj pytanie do strony polskiej. Dlaczego mielibyśmy umierać za Krym skoro nie chcieli zrobić tego sami Ukraińcy.

Na koniec smutna refleksja. Prawie dwa lata temu straciłem kilku znajomych z Ukrainy, którzy ogłosili mnie ruskim agentem lub po prostu głupcem. Co takiego zrobiłem? Otóż po pierwsze uparcie twierdziłem, że Ukrainy nikt do UE nie przyjmie bo po pierwsze nikt jej tak naprawdę tak nie chce po drugie UE ma teraz ważniejsze problemy niż jakaś tam Ukraina.
Dalej. Wbrew moim znajomym z Podola twierdziłem, że USA nie wypowie wojny Rosji ani nie wprowadzi swoich wojsk na Krym. Że nikt absolutnie nikt poza deklaracjami nie zaryzykuje swoich interesów w imię Sewastopola. Dziś prawie dwa lata po tych wydarzeniach okazuje się, że ja jak i reszta agenturalnych oszołomów miała rację...

piątek, 25 grudnia 2015

Bóg się rodzi

Życząc wszystkim czytelnikom tego bloga wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku wklejam drobną ciekawostkę.
Ta "kartka świąteczna" poniżej to strona tytułowa wydawanego w Londynie Dziennika Polskiego z wigilii 1940 roku.


poniedziałek, 16 listopada 2015

Trochę statystyki.

Do tej pory blog odwiedziło 2316 osób.

Największą popularnością cieszą się posty powyborcze choć tu statystyka może być zachwiana bo na tym blogu by przeczytać post w całości nie trzeba w niego klikać.

Blog odwiedzały osoby przebywające nawet w Japonii czy na Republice Chińskiej na Tajwanie.
Najczęściej odwiedzali go jednak ludzie z:
Polski 1240
Stanów Zjednoczonych 287 (choć  w tym wypadku kilkadziesiąt odwiedzin to program szpiegujący)
Wielkiej Brytanii 277
Rosji 128 (znów przynajmniej kilkanaście odwiedzin to "szpiedzy")
Francji 85
Niemiec 65
Ukrainy 49
Litwy 23
Irlandii 19
Turcji 18

Wszystkim odwiedzającym oraz garstce czytających regularnie serdecznie dziękuję.