wtorek, 10 marca 2015
niedziela, 11 stycznia 2015
Trochę o filmie cz. II
Film wkracza w dorosłość.
Rok 1905 przynosi dalszy rozwój.
1 kwietnia w Paryżu ukazał się debiutancki numer "Phono-Gazette" pierwszego czasopisma filmowego na świecie. Natomiast 19 czerwca w amerykańskim Pittsburgu otwarto pierwszy Nickolodeon czyli po prostu kino. Jak dużego kopa naprzód dało to sztuce filmowej chyba nie trzeba nikogo przekonywać.
Za najstarsze kino w Polsce uważa się powstałe w 1907 roku szczecińskie kino Pionier co jest sporym błędem. W roku 1907 Szczecin był miastem niemieckim i Pionier był kinem niemieckim. Uważanie go więc za najstarsze w Polsce jest zawłaszczaniem czyjejś historii. Jeśli oburza nas podkradanie naszej historii przez Białorusinów czy Ukraińców sami nie czyńmy tego samego.
W związku z tym, że Pionier był kinem niemieckim za najstarsze kino w Polsce powinno się uważać powstałą w 1908 roku poznańską Muzę (wtedy Theater Apollo). Poznań mimo, że znajdował się podobnie jak Szczecin na terenie Rzeszy był miastem polskim z niewielkim odsetkiem Niemców czego o Szczecinie niestety nie można powiedzieć.
Wracamy do świata.
Młode kino dostaje pierwszy cios. 4 listopada 1907 roku radni z Chicago zakazali pokazywania w filmach scen obscenicznych i niemoralnych.
Tymczasem... Dokładnie w tym samym roku w dalekiej Argentynie nakręcono El Satario pierwszy film pornograficzny na świecie (inne źródła mówią, że film może nie być z roku 1907 tylko z lat 30tych i nie z Argentyny a z Kuby). Niestety nie mogę ocenić bo filmu nie widziałem.
Najciekawsze produkcje.
Filmy Meliesa z kolejnych lat jego twórczości oraz:
Rok 1905:
"The night before christmas". Pierwszy świąteczny film w historii.
https://www.youtube.com/watch?v=hQ0_JCz8uzU
Rok 1906:
"Historia Gangu Kelly"
https://www.youtube.com/watch?v=ExG5iY8QgaQ
Małe wyjaśnienie. Ten Australijski film uważany jest za pierwszy film fabularny co znaczy tyle, że nie był krótkometrażowy trwa bowiem prawie 32 minuty. Wszystko byłoby ok gdyby nie mały szczegół. To nieprawda bo już w 1903 roku nakręcono ponad czterdziestosiedmiominutowy obraz "Żywot i męka Jezusa Chrystusa". Przeoczenie? Fobia antykatolicka? No bo chyba nikt nie powie, że Pasja Mela Gibsona to nie film fabularny?
"Dream of a Rarebit Fiend"
Rok 1907:
"Ben Hur"
"Le cochon danseur" (tańcząca świnia)
Rok 1908:
"Stieńka Razin" (rosyjski)
"The Adventures of Dollie"
"The Taming of the Shrew" (Szekspir)
"Romeo i Julia"
"Makbet"
"Dr. Jekyll and Mr. Hyde"
"Antoniusz i Kleopatra"
"The Assassination of the Duke of Guise"
https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=_tm7QD0R8u4
To tyle w części drugiej. Życzę miłego oglądania.
Rok 1905 przynosi dalszy rozwój.
1 kwietnia w Paryżu ukazał się debiutancki numer "Phono-Gazette" pierwszego czasopisma filmowego na świecie. Natomiast 19 czerwca w amerykańskim Pittsburgu otwarto pierwszy Nickolodeon czyli po prostu kino. Jak dużego kopa naprzód dało to sztuce filmowej chyba nie trzeba nikogo przekonywać.
Za najstarsze kino w Polsce uważa się powstałe w 1907 roku szczecińskie kino Pionier co jest sporym błędem. W roku 1907 Szczecin był miastem niemieckim i Pionier był kinem niemieckim. Uważanie go więc za najstarsze w Polsce jest zawłaszczaniem czyjejś historii. Jeśli oburza nas podkradanie naszej historii przez Białorusinów czy Ukraińców sami nie czyńmy tego samego.
W związku z tym, że Pionier był kinem niemieckim za najstarsze kino w Polsce powinno się uważać powstałą w 1908 roku poznańską Muzę (wtedy Theater Apollo). Poznań mimo, że znajdował się podobnie jak Szczecin na terenie Rzeszy był miastem polskim z niewielkim odsetkiem Niemców czego o Szczecinie niestety nie można powiedzieć.
Wracamy do świata.
Młode kino dostaje pierwszy cios. 4 listopada 1907 roku radni z Chicago zakazali pokazywania w filmach scen obscenicznych i niemoralnych.
Tymczasem... Dokładnie w tym samym roku w dalekiej Argentynie nakręcono El Satario pierwszy film pornograficzny na świecie (inne źródła mówią, że film może nie być z roku 1907 tylko z lat 30tych i nie z Argentyny a z Kuby). Niestety nie mogę ocenić bo filmu nie widziałem.
Najciekawsze produkcje.
Filmy Meliesa z kolejnych lat jego twórczości oraz:
Rok 1905:
"The night before christmas". Pierwszy świąteczny film w historii.
https://www.youtube.com/watch?v=hQ0_JCz8uzU
Rok 1906:
"Historia Gangu Kelly"
https://www.youtube.com/watch?v=ExG5iY8QgaQ
Małe wyjaśnienie. Ten Australijski film uważany jest za pierwszy film fabularny co znaczy tyle, że nie był krótkometrażowy trwa bowiem prawie 32 minuty. Wszystko byłoby ok gdyby nie mały szczegół. To nieprawda bo już w 1903 roku nakręcono ponad czterdziestosiedmiominutowy obraz "Żywot i męka Jezusa Chrystusa". Przeoczenie? Fobia antykatolicka? No bo chyba nikt nie powie, że Pasja Mela Gibsona to nie film fabularny?
"Dream of a Rarebit Fiend"
Rok 1907:
"Ben Hur"
"Le cochon danseur" (tańcząca świnia)
Rok 1908:
"Stieńka Razin" (rosyjski)
"The Adventures of Dollie"
"The Taming of the Shrew" (Szekspir)
"Romeo i Julia"
"Makbet"
"Dr. Jekyll and Mr. Hyde"
"Antoniusz i Kleopatra"
"The Assassination of the Duke of Guise"
https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=_tm7QD0R8u4
To tyle w części drugiej. Życzę miłego oglądania.
Ukraina cz. I
Ukrainą interesowałem się od zawsze.
Z racji pochodzenia była u nas w domu od kiedy sięgam pamięcią. Dziadkowie opowiadali o jej pięknie, mieszkańcach i przede wszystkim o zbrodniach UPA.
Może dlatego wydarzenia ostatnich dwóch lat szczególnie przykuły moją uwagę.
Jednak po kolei.
21 XI 2013 roku prezydent Janukowycz nie podpisał w Wilnie umowy stowarzyszeniowej z UE.
Jeszcze tego samego dnia zaczęły się w Kijowie protesty domagające się integracji z UE. Gromadziły w szczytowym momencie nawet 100 tysięcy osób. Liczne protesty miały też miejsce w innych miastach na przykład we Lwowie. Na polsko-ukraińskiej granicy utworzono żywy łańcuch itd. Tak było przez kilka dni.
Tu pierwszy przystanek.
Będąc na Ukrainie w 2012 roku. Rozmawiałem krótko o UE z taksówkarzem, z właścicielem baru we Lwowie i kilkoma innymi osobami. Wszyscy byli Unią zachwyceni. Unia w ich oczach to jakaś wyśniona organizacja niczym z bajki a nam Polakom wyraźnie zazdrościli członkostwa w jej strukturach. Myślę, że identycznie myśleli ludzie tworzący Euromajdan w listopadzie 2013 roku. Trochę się z nich śmiałem, trochę współczułem bo to wszystko niestety bzdury.
Po pierwsze UE nie jest organizacją charytatywną, niczego nie daje za darmo choć wiem, że nawet w Polsce wielu wciąż w to wierzy. Polska jest UE dziesięć lat. I co? W II RP mieliśmy własne gigantyczne projekty a teraz nawet z "pomocą UE" nie potrafimy wybudować jednej autostrady! Znaczenie w świecie Polski nie podniosło się nawet o jeden %. Bezrobocie wciąż jest szalone a prawie 3 miliony ludzi pracuje na emigracji. Gdzie więc ta organizacja rodem z bajki?
Aha zapomniałbym. UE to też gigantyczna korupcja oraz biurokracja. Poza tym ta organizacja powoli zaczyna ciążyć wszystkim i zbliża się do granicy rozpadu. Ukraińcy wierzyli jednak, że Unia da im pracę, pomoże w życiu, zaprowadzi praworządność itp. Nic z tych rzeczy. Dla UE ważniejsza jest dyskryminacja gejów niż to czy jakiś lokalny kacyk rządzi się niczym pan i władca.
Wracamy jednak do Kijowa.
30 listopada znudzona/zniecierpliwiona władza popełnia błąd. Brutalnie rozpędza protestujących w Kijowie. Błąd niewybaczalny. Idzie zima. Protesty trwają już od tygodnia. Jeśli nie dostaną jakiegoś bodźca to za kilka dni wygasną. Wie o tym każdy politolog ale jak się okazuje nie rządzący Ukrainą. Rozpędzając tłum dali im nieoczekiwany prezent.
Następnego dnia protestujących było już między 200 a 500 tysięcy. Doszło do poważnych zamieszek.
Przystanek drugi.
Przez te kilka dni na prawdziwego diabła medialnego został wykreowany prezydent Janukowycz. Niesłusznie. Janukowycz to cham i prostak. To nie ulega wątpliwości jednak to raczej pewien standard we wschodniej Europie. Pamiętajmy choćby o Łukaszence czy Kwaśniewskim. Janukowycz to złodziej jak większość oligarchów. Jednak Janukowycz nie był człowiekiem Putina. Przez cały czas balansował między UE a Rosją. Jeśli kraść to na swoim podwórku i samemu a zarówno UE i Rosja zawsze by patrzyły na ręce, czegoś żądały, sterowały itp. Jednym słowem nie taki diabeł straszny jak go malują.
3 i 4 grudnia to nieudane próby ze strony władzy wygaszenia napięcia.
8 grudnia obalono pomnik Lenina. Bardzo miła wiadomość.
12 grudnia władza poinformowała, że jednak podpisze umowę stowarzyszeniową z UE.
13-14 grudnia mają miejsce manifestacje poparcia dla władzy. Liczbę uczestników szacuje się na 50-200 tysięcy.
15 grudnia UE zawiesza rozmowy z Ukrainą z 17 grudnia Janukowycz spotyka się z Putinem.
19 grudnia Rada Najwyższa Ukrainy ogłasza amnestię dla uczestników protestów.
Przystanek trzeci.
Przez kolejne dni miały miejsce kluczowe wydarzenia. We władzach zapanował chaos. Rządzący zorientowali się chyba, że władza może wymknąć im się z rąk. Z kolei partie opozycyjne zwietrzyły swoją szanse i nie miały zamiaru ustępować. Coraz bardziej widoczni stali się też ludzie którzy wywodzą się spoza głównych sił politycznych Ukrainy i którzy nie bali się siłowej konfrontacji z władzą.
http://www.kresy.pl/wydarzenia,spoleczenstwo?zobacz/euromajdanu-bedzie-bronic-500-afgancow
http://www.kresy.pl/wydarzenia,polityka?zobacz/ukraina-opozycja-wzmacnia-ochrone-majdanu
Do gry na całego wkroczyły też służby specjalne. Amerykańskie ale przede wszystkim Rosyjskie oraz niemieckie. Nic wielkiego. Kraj pogrążał się w chaosie coraz bardziej więc trzeba było zareagować. O ile działania służb rosyjskich dostrzegano wszędzie, nawet tam gdzie ich być nie mogło o tyle służb amerykańskich czy niemieckich prawie nie dostrzegano a jeśli już to w niszowych z reguły mediach. Tu dochodzimy do kolejnego ważnego punktu. Roli mediów.
Ukraińskie wtedy jeszcze były podzielone miedzy zwolenników rządu i euromajdanu. Później zarówno media Ukraińskie dołączą do Rosyjskich. To znaczy będą uprawiać propagandę na naprawdę żenującym poziomie. Media Polskie z kolei zatraciły resztki obiektywizmu. Dziennikarze zarówno z głównego nurtu jak i powiązani z pluszową opozycją zachowywali się tak jakby ich życiową misją było wepchnięcie Ukrainy do UE o raz dowalenie Rosji. Gdzieś w domu zostały etyka zawodowa i obiektywne przedstawianie faktów. Polscy dziennikarze dostrzegali arogancję władzy i brutalność berkutu ale w protestujących wiedzieli tylko pacyfistycznych romantyków. Tak jakby nie zbierali się tam ludzie prezentujący różne poglądy. Nieraz bardzo skrajne i niebezpieczne również dla nas. Czego nie dostrzegli nasi dziennikarze dostrzegli ukraińscy intelektualiści: http://www.kresy.pl/wydarzenia,spoleczenstwo?zobacz/ukrainscy-intelektualisci-protestuja-przeciwko-mowie-nienawisci-i-przemocy-niektorych-uczestnikow-euromajdanu
Ukraina w rok 2014 wkraczała na skraju upadku. Władza się chwiała. Kraj pogrążał się w chaosie. Obce służby prowadziły gry operacyjne na jej terenie a życie przeciętnego obywatela nie poprawiło się nawet odrobinę.
Z racji pochodzenia była u nas w domu od kiedy sięgam pamięcią. Dziadkowie opowiadali o jej pięknie, mieszkańcach i przede wszystkim o zbrodniach UPA.
Może dlatego wydarzenia ostatnich dwóch lat szczególnie przykuły moją uwagę.
Jednak po kolei.
21 XI 2013 roku prezydent Janukowycz nie podpisał w Wilnie umowy stowarzyszeniowej z UE.
Jeszcze tego samego dnia zaczęły się w Kijowie protesty domagające się integracji z UE. Gromadziły w szczytowym momencie nawet 100 tysięcy osób. Liczne protesty miały też miejsce w innych miastach na przykład we Lwowie. Na polsko-ukraińskiej granicy utworzono żywy łańcuch itd. Tak było przez kilka dni.
Tu pierwszy przystanek.
Będąc na Ukrainie w 2012 roku. Rozmawiałem krótko o UE z taksówkarzem, z właścicielem baru we Lwowie i kilkoma innymi osobami. Wszyscy byli Unią zachwyceni. Unia w ich oczach to jakaś wyśniona organizacja niczym z bajki a nam Polakom wyraźnie zazdrościli członkostwa w jej strukturach. Myślę, że identycznie myśleli ludzie tworzący Euromajdan w listopadzie 2013 roku. Trochę się z nich śmiałem, trochę współczułem bo to wszystko niestety bzdury.
Po pierwsze UE nie jest organizacją charytatywną, niczego nie daje za darmo choć wiem, że nawet w Polsce wielu wciąż w to wierzy. Polska jest UE dziesięć lat. I co? W II RP mieliśmy własne gigantyczne projekty a teraz nawet z "pomocą UE" nie potrafimy wybudować jednej autostrady! Znaczenie w świecie Polski nie podniosło się nawet o jeden %. Bezrobocie wciąż jest szalone a prawie 3 miliony ludzi pracuje na emigracji. Gdzie więc ta organizacja rodem z bajki?
Aha zapomniałbym. UE to też gigantyczna korupcja oraz biurokracja. Poza tym ta organizacja powoli zaczyna ciążyć wszystkim i zbliża się do granicy rozpadu. Ukraińcy wierzyli jednak, że Unia da im pracę, pomoże w życiu, zaprowadzi praworządność itp. Nic z tych rzeczy. Dla UE ważniejsza jest dyskryminacja gejów niż to czy jakiś lokalny kacyk rządzi się niczym pan i władca.
Wracamy jednak do Kijowa.
30 listopada znudzona/zniecierpliwiona władza popełnia błąd. Brutalnie rozpędza protestujących w Kijowie. Błąd niewybaczalny. Idzie zima. Protesty trwają już od tygodnia. Jeśli nie dostaną jakiegoś bodźca to za kilka dni wygasną. Wie o tym każdy politolog ale jak się okazuje nie rządzący Ukrainą. Rozpędzając tłum dali im nieoczekiwany prezent.
Następnego dnia protestujących było już między 200 a 500 tysięcy. Doszło do poważnych zamieszek.
Przystanek drugi.
Przez te kilka dni na prawdziwego diabła medialnego został wykreowany prezydent Janukowycz. Niesłusznie. Janukowycz to cham i prostak. To nie ulega wątpliwości jednak to raczej pewien standard we wschodniej Europie. Pamiętajmy choćby o Łukaszence czy Kwaśniewskim. Janukowycz to złodziej jak większość oligarchów. Jednak Janukowycz nie był człowiekiem Putina. Przez cały czas balansował między UE a Rosją. Jeśli kraść to na swoim podwórku i samemu a zarówno UE i Rosja zawsze by patrzyły na ręce, czegoś żądały, sterowały itp. Jednym słowem nie taki diabeł straszny jak go malują.
3 i 4 grudnia to nieudane próby ze strony władzy wygaszenia napięcia.
8 grudnia obalono pomnik Lenina. Bardzo miła wiadomość.
12 grudnia władza poinformowała, że jednak podpisze umowę stowarzyszeniową z UE.
13-14 grudnia mają miejsce manifestacje poparcia dla władzy. Liczbę uczestników szacuje się na 50-200 tysięcy.
15 grudnia UE zawiesza rozmowy z Ukrainą z 17 grudnia Janukowycz spotyka się z Putinem.
19 grudnia Rada Najwyższa Ukrainy ogłasza amnestię dla uczestników protestów.
Przystanek trzeci.
Przez kolejne dni miały miejsce kluczowe wydarzenia. We władzach zapanował chaos. Rządzący zorientowali się chyba, że władza może wymknąć im się z rąk. Z kolei partie opozycyjne zwietrzyły swoją szanse i nie miały zamiaru ustępować. Coraz bardziej widoczni stali się też ludzie którzy wywodzą się spoza głównych sił politycznych Ukrainy i którzy nie bali się siłowej konfrontacji z władzą.
http://www.kresy.pl/wydarzenia,spoleczenstwo?zobacz/euromajdanu-bedzie-bronic-500-afgancow
http://www.kresy.pl/wydarzenia,polityka?zobacz/ukraina-opozycja-wzmacnia-ochrone-majdanu
Do gry na całego wkroczyły też służby specjalne. Amerykańskie ale przede wszystkim Rosyjskie oraz niemieckie. Nic wielkiego. Kraj pogrążał się w chaosie coraz bardziej więc trzeba było zareagować. O ile działania służb rosyjskich dostrzegano wszędzie, nawet tam gdzie ich być nie mogło o tyle służb amerykańskich czy niemieckich prawie nie dostrzegano a jeśli już to w niszowych z reguły mediach. Tu dochodzimy do kolejnego ważnego punktu. Roli mediów.
Ukraińskie wtedy jeszcze były podzielone miedzy zwolenników rządu i euromajdanu. Później zarówno media Ukraińskie dołączą do Rosyjskich. To znaczy będą uprawiać propagandę na naprawdę żenującym poziomie. Media Polskie z kolei zatraciły resztki obiektywizmu. Dziennikarze zarówno z głównego nurtu jak i powiązani z pluszową opozycją zachowywali się tak jakby ich życiową misją było wepchnięcie Ukrainy do UE o raz dowalenie Rosji. Gdzieś w domu zostały etyka zawodowa i obiektywne przedstawianie faktów. Polscy dziennikarze dostrzegali arogancję władzy i brutalność berkutu ale w protestujących wiedzieli tylko pacyfistycznych romantyków. Tak jakby nie zbierali się tam ludzie prezentujący różne poglądy. Nieraz bardzo skrajne i niebezpieczne również dla nas. Czego nie dostrzegli nasi dziennikarze dostrzegli ukraińscy intelektualiści: http://www.kresy.pl/wydarzenia,spoleczenstwo?zobacz/ukrainscy-intelektualisci-protestuja-przeciwko-mowie-nienawisci-i-przemocy-niektorych-uczestnikow-euromajdanu
Ukraina w rok 2014 wkraczała na skraju upadku. Władza się chwiała. Kraj pogrążał się w chaosie. Obce służby prowadziły gry operacyjne na jej terenie a życie przeciętnego obywatela nie poprawiło się nawet odrobinę.
wtorek, 30 grudnia 2014
Trochę o filmie.
Film ma prawie 120 lat!! Aż trudno uwierzyć ale towarzyszy nam od sześciu pokoleń.
Swe życie rozpoczął 1895 roku gdy bracia Lumiere opatentowali kinematograf i zaczęli wyświetlać pierwsze filmy. Nie każdy jednak daje im palmę pierwszeństwa ponieważ bracia ulepszyli podobno już istniejącą maszynę a po drugie nad kinematografem pracowało wielu zarówno w Europie jak i za oceanem. Oni jednak okazali się najszybsi.
Dlaczego wiele osób pracowało nad kinematografem? Bo film musiał po prostu powstać. Mieliśmy już zdjęcia a po nich bardzo popularne "ruchome zdjęcia" najczęściej z nagimi damami w roli głównej więc nieuchronny był krok naprzód.
Pierwszy film to słynne "Wyjście robotników z fabryki". Tak też wyglądały pozostałe pierwsze filmy.
Krótkie minutowe scenki z życia.
Wytwórnia barci Lumiere nakręciła takich filmów przynajmniej kilkaset.
Lata 1895-1900 to pierwszy okres w historii filmu. Nazwijmy go pionierskim lub prymitywnym.
Filmy nie przekraczają kilkudziesięciu sekund i dokumentują jak wyżej wspomniałem głównie sceny z normalnego życia. Potęgami filmowymi wtedy jak i dziś są Francja, USA i Wielka Brytania.
W 1896 roku nakręcono pierwsze filmy animowane. Nie było tam żadnej głębszej reżyserii. Animowana scenka miała raczej pokazywać możliwości techniczne urządzenia.
W tym samym roku powstała istniejąca do dziś słynna francuska wytwórnia Pathe.
Młody film doczekał się szybko tragedii. 4 maja w Paryżu podczas pokazu zapaliła się taśma filmowa. Zginęło 129 osób!
W 1899 roku nakręcono "Apel zapałek". 75 sekundowa produkcja uznawana jest za pierwszy film animowany na świecie w naszym tego słowa znaczeniu. Nie było to już pokaz możliwości technicznych kinematografu tylko w pełni reżyserowana produkcja. Co prawda strasznie krótka ale jednak...
Rok 1902 to przełomowa data w historii filmu. Francuz Georges Melies stworzył "Podróż na księżyc" około dziesięciominutowy profesjonalny film science-fiction, który stał się światowym hitem. Produkcje typu "Wyjście robotników z fabryki" bardzo szybko przechodzą do lamusa. Produkuje się znacznie mniej ale za to profesjonalnych kilku-kilkunastominutowych filmów. Następuje era takich reżyserów jak Brytyjczyk R. W. Paul (który zaczynał co prawda znacznie wcześniej ale kręcił filmy podobne do braci Lumiere) czy wspomniany wcześniej, mój ulubiony Melies.
Co kręcono? Komedie, westerny czy fantastkę naukową, którą z rozmachem tworzył Melies. Jego filmy nie tylko mają rozmach (choć troszkę widać, że autor wcześniej reżyserował w teatrze) i fantastyczne kostiumy ale są też kolorowe! Taśma po nakręceniu produkcji była ręcznie kolorowana.
Wzięto się też za klasykę. "Podróż na księżyc" to ekranizacja powieści Juliusza Vernea. Nakręcono również "Opowieść wigilijną", "Alicję w krainie czarów" czy "Przygody Guliwera".
Co z braćmi Lumiere? Podobnie jak Edison w Stanach zeszli powoli ze sceny okazało się, że umysł ścisły i humanistyczny to dwie różne bajki. Zarówno oni jak i Edison byli w stanie skonstruować kinematograf ale na profesjonalną reżyserię nie starczyło wyobraźni?, zapału?
Rok 1903 to narodziny kolejnej wielkiej wtórni (choć filmy zacznie wytwarzać dużo później). Żydowscy emigranci z Polski zakładają Warner Bros.
W dalekiej Japonii powstaje pierwsza profesjonalna wytwórnie Komatsu Shokai.
30 kwietnia 1904 roku Oskar Messter na wystawie światowej w Sain Louis po raz pierwszy przedstawił międzynarodowej publiczności obrazy dźwiękowe. W dziesięć lat od powstania kinematografu i tworzenia prymitywnych krótkich produkcji doczekaliśmy się filmu dźwiękowego.
A jak było na ziemiach polskich?
Polska mimo, że formalnie nie istniała pod wieloma względami miała się lepiej niż teoretycznie niepodległa III RP. Już w 1896 roku 18 lipca i 14 listopada odbyły się pierwsze pokazy filmowe dwóch konkurujących ze sobą producentów.
W 1901 roku założono Towarzystwo Udziałowe Pleograf. Pierwszą polską wytwórnię filmową. Rok później wytwórnia wyprodukowała dwa pierwsze polskie filmy "Powrót Birbanta" oraz "Przygodę dorożkarza". Niestety nie zachowały się do dziś. Towarzystwo nie wytrzymało konkurencji z zagranicznymi produkcjami i zbankrutowało w 1903 roku. Na kolejne dwa polskie filmy musieliśmy czekać aż do 1908 roku gdy nakręcono nie zachowany do dziś obraz "Antoś pierwszy raz w Warszawie" oraz wyprodukowaną w Wielkopolsce "Pruską Kulturę". Film uznawany za zaginiony aż do 2000 roku gdy odnalazł się przypadkiem we Francji.
Przez sześc lat w warunkach zaborów udało się stworzyć cztery polskie filmy co wstydu absolutnie nie przynosi. Na kolejny przyjdzie poczekać do 1911 roku.
"Pruską Kulturę" można obejrzeć pod tym linkiem: https://www.youtube.com/watch?v=VKgdLiBrmKw
Swe życie rozpoczął 1895 roku gdy bracia Lumiere opatentowali kinematograf i zaczęli wyświetlać pierwsze filmy. Nie każdy jednak daje im palmę pierwszeństwa ponieważ bracia ulepszyli podobno już istniejącą maszynę a po drugie nad kinematografem pracowało wielu zarówno w Europie jak i za oceanem. Oni jednak okazali się najszybsi.
Dlaczego wiele osób pracowało nad kinematografem? Bo film musiał po prostu powstać. Mieliśmy już zdjęcia a po nich bardzo popularne "ruchome zdjęcia" najczęściej z nagimi damami w roli głównej więc nieuchronny był krok naprzód.
Pierwszy film to słynne "Wyjście robotników z fabryki". Tak też wyglądały pozostałe pierwsze filmy.
Krótkie minutowe scenki z życia.
Wytwórnia barci Lumiere nakręciła takich filmów przynajmniej kilkaset.
Lata 1895-1900 to pierwszy okres w historii filmu. Nazwijmy go pionierskim lub prymitywnym.
Filmy nie przekraczają kilkudziesięciu sekund i dokumentują jak wyżej wspomniałem głównie sceny z normalnego życia. Potęgami filmowymi wtedy jak i dziś są Francja, USA i Wielka Brytania.
W 1896 roku nakręcono pierwsze filmy animowane. Nie było tam żadnej głębszej reżyserii. Animowana scenka miała raczej pokazywać możliwości techniczne urządzenia.
W tym samym roku powstała istniejąca do dziś słynna francuska wytwórnia Pathe.
Młody film doczekał się szybko tragedii. 4 maja w Paryżu podczas pokazu zapaliła się taśma filmowa. Zginęło 129 osób!
W 1899 roku nakręcono "Apel zapałek". 75 sekundowa produkcja uznawana jest za pierwszy film animowany na świecie w naszym tego słowa znaczeniu. Nie było to już pokaz możliwości technicznych kinematografu tylko w pełni reżyserowana produkcja. Co prawda strasznie krótka ale jednak...
Rok 1902 to przełomowa data w historii filmu. Francuz Georges Melies stworzył "Podróż na księżyc" około dziesięciominutowy profesjonalny film science-fiction, który stał się światowym hitem. Produkcje typu "Wyjście robotników z fabryki" bardzo szybko przechodzą do lamusa. Produkuje się znacznie mniej ale za to profesjonalnych kilku-kilkunastominutowych filmów. Następuje era takich reżyserów jak Brytyjczyk R. W. Paul (który zaczynał co prawda znacznie wcześniej ale kręcił filmy podobne do braci Lumiere) czy wspomniany wcześniej, mój ulubiony Melies.
Co kręcono? Komedie, westerny czy fantastkę naukową, którą z rozmachem tworzył Melies. Jego filmy nie tylko mają rozmach (choć troszkę widać, że autor wcześniej reżyserował w teatrze) i fantastyczne kostiumy ale są też kolorowe! Taśma po nakręceniu produkcji była ręcznie kolorowana.
Wzięto się też za klasykę. "Podróż na księżyc" to ekranizacja powieści Juliusza Vernea. Nakręcono również "Opowieść wigilijną", "Alicję w krainie czarów" czy "Przygody Guliwera".
Co z braćmi Lumiere? Podobnie jak Edison w Stanach zeszli powoli ze sceny okazało się, że umysł ścisły i humanistyczny to dwie różne bajki. Zarówno oni jak i Edison byli w stanie skonstruować kinematograf ale na profesjonalną reżyserię nie starczyło wyobraźni?, zapału?
Rok 1903 to narodziny kolejnej wielkiej wtórni (choć filmy zacznie wytwarzać dużo później). Żydowscy emigranci z Polski zakładają Warner Bros.
W dalekiej Japonii powstaje pierwsza profesjonalna wytwórnie Komatsu Shokai.
30 kwietnia 1904 roku Oskar Messter na wystawie światowej w Sain Louis po raz pierwszy przedstawił międzynarodowej publiczności obrazy dźwiękowe. W dziesięć lat od powstania kinematografu i tworzenia prymitywnych krótkich produkcji doczekaliśmy się filmu dźwiękowego.
A jak było na ziemiach polskich?
Polska mimo, że formalnie nie istniała pod wieloma względami miała się lepiej niż teoretycznie niepodległa III RP. Już w 1896 roku 18 lipca i 14 listopada odbyły się pierwsze pokazy filmowe dwóch konkurujących ze sobą producentów.
W 1901 roku założono Towarzystwo Udziałowe Pleograf. Pierwszą polską wytwórnię filmową. Rok później wytwórnia wyprodukowała dwa pierwsze polskie filmy "Powrót Birbanta" oraz "Przygodę dorożkarza". Niestety nie zachowały się do dziś. Towarzystwo nie wytrzymało konkurencji z zagranicznymi produkcjami i zbankrutowało w 1903 roku. Na kolejne dwa polskie filmy musieliśmy czekać aż do 1908 roku gdy nakręcono nie zachowany do dziś obraz "Antoś pierwszy raz w Warszawie" oraz wyprodukowaną w Wielkopolsce "Pruską Kulturę". Film uznawany za zaginiony aż do 2000 roku gdy odnalazł się przypadkiem we Francji.
Przez sześc lat w warunkach zaborów udało się stworzyć cztery polskie filmy co wstydu absolutnie nie przynosi. Na kolejny przyjdzie poczekać do 1911 roku.
"Pruską Kulturę" można obejrzeć pod tym linkiem: https://www.youtube.com/watch?v=VKgdLiBrmKw
piątek, 9 listopada 2012
Spojrzenie z kresów
Polecam dwa ciekawe blogi. Jeden z Wileńszczyzny, drugi z Grodzieńszczyzny.
http://polacygrodzienszczyzny.blogspot.com/
http://blog.klon.name/
http://polacygrodzienszczyzny.blogspot.com/
http://blog.klon.name/
piątek, 20 kwietnia 2012
Światełko w tunelu.
Na jednym z naszych portali znalazła się taka oto informacja:
W białoruskim internecie rozpoczęła się dyskusja o tym czy nie warto aby Białoruś weszła w konfederację z Polską. Niektórzy autorzy proponują nawet przeprowadzenie w tej sprawie referendum.
Do naszej Redakcji, a także redakcji kilku innych polskich gazet, zgłosili się białoruscy dziennikarze i publicyści, którzy chcą rozpropagować ten pomysł by zorientować się jaki stosunek mają do niego Polacy. Twierdzą, że pomysł z ich punktu widzenia wcale nie jest egzotyczny, gdyż w momencie upadku Aleksandra Łukaszenki Białoruś nieuchronnie wpadnie w rosyjskie ręce o ile wcześniej nie zostanie w jakiś sposób zabezpieczona. Ponadto spośród posowieckich republik na Białorusi antypolski resentyment jest prawdopodobnie najmniejszy. Czy jednak ta idea, która wyszła ze strony białoruskiej jest realna? Zapraszamy do dyskusji.
Założenie słuszne, zyskałyby na tym obie strony oraz co ważne zniknąłby "problem" Polaków na Białorusi. Tlye, że znając życie u nas przejdzie to bez echa a naszym kochanym rządzącym zapatrzonym w UE nawet przez myśl nie przejdzie zastanwowienie się przez sekundę nad taką opcją.
W białoruskim internecie rozpoczęła się dyskusja o tym czy nie warto aby Białoruś weszła w konfederację z Polską. Niektórzy autorzy proponują nawet przeprowadzenie w tej sprawie referendum.
Do naszej Redakcji, a także redakcji kilku innych polskich gazet, zgłosili się białoruscy dziennikarze i publicyści, którzy chcą rozpropagować ten pomysł by zorientować się jaki stosunek mają do niego Polacy. Twierdzą, że pomysł z ich punktu widzenia wcale nie jest egzotyczny, gdyż w momencie upadku Aleksandra Łukaszenki Białoruś nieuchronnie wpadnie w rosyjskie ręce o ile wcześniej nie zostanie w jakiś sposób zabezpieczona. Ponadto spośród posowieckich republik na Białorusi antypolski resentyment jest prawdopodobnie najmniejszy. Czy jednak ta idea, która wyszła ze strony białoruskiej jest realna? Zapraszamy do dyskusji.
Założenie słuszne, zyskałyby na tym obie strony oraz co ważne zniknąłby "problem" Polaków na Białorusi. Tlye, że znając życie u nas przejdzie to bez echa a naszym kochanym rządzącym zapatrzonym w UE nawet przez myśl nie przejdzie zastanwowienie się przez sekundę nad taką opcją.
środa, 18 kwietnia 2012
Krótko i na temat
Po pierwsze mój tekst o Polonii Chmielnicki zorbił karierę i trafił do papierowej wersji Kuriera Galicyjskiego.
Po drugie w siecie pojawił się ciekawy blog z Wileńszczyzny:
http://polskamlodziezwilna.blogspot.com/
Polecam!
Po drugie w siecie pojawił się ciekawy blog z Wileńszczyzny:
http://polskamlodziezwilna.blogspot.com/
Polecam!
czwartek, 23 lutego 2012
Wywiad z prezesem SSPL
Wywiad można znaleźć w serwisach wiadomości 24 oraz dziennikarz press.
Michał Gackowski: Proszę opowiedzieć coś o SSPL, skąd się wzięło i dlaczego?
Marcin Siembida: Stowarzyszenie powstało dwa lata przed reaktywowaniem klubu we Lwowie, formalnie zarejestrowaliśmy się w maju ubiegłego roku w Stalowej Woli. Pomysłodawcą są koledzy z Tarnowa, którzy od dłuższego czasu obserwowali i zbierali informacje odnośnie Dumy Lwowa. Los tak chciał, że większość z nich dziś mieszka w Anglii. W stowarzyszeniu zdecydowaną większość stanowią osoby o prawicowo-konserwatywnych poglądach. Zapytacie, dlaczego Pogoń Lwów? Wydaje mi się, że padło akurat na stolicę Galicji, gdyż tamte rejony w naszej działalności patriotyczno-społecznej były zapomniane, teraz to nadrabiamy z nawiązką.
M.G.: Co konkretnego robicie?
M.S.: SSPL zostało powołane do życia, aby wspierać Polaków, mieszkających na Kresach. Mylą się Ci, którzy myślą, że jesteśmy zwykłą brygadą kibiców Pogoni Lwów. Przede wszystkim, mamy pielęgnować wszystko, co pozostało na Kresach bezinteresownie zostawione, dziś przez większość z nas zapomniane. Podjęliśmy rękawice ratowania klubu, gdy wpadł w finansowy dołek, poświęciliśmy sporo czasu, aby usłyszano o nim w Polsce i polskich mediach. Po kilkumiesięcznej walce udało się uzyskać solidnego sponsora, jakim jest PKP Cargo, dlatego temat piłkarski schodzi na drugi plan. Teraz we Lwowie mamy inne zadanie, o wiele trudniejsze. Zjednoczyć mieszkających tam Polaków, aby byli zwartą, jedną, wielką siłą. To podstawa w dzisiejszych czasach, gdzie Banderowcy stawiają sobie pomniki w każdej miejscowości. Dopóki będziemy rozproszeni, cisi, niezdecydowani, nie będziemy warci, aby nas usłyszano. Mam nadzieję, że to się zmieni.
M.G.:Jakie inicjatywy chcielibyście poruszyć w najbliższej przyszłości?
M.S.: Jesteśmy po pierwszym spotkaniu z odradzającym się Junakiem Drohobycz, mogę powiedzieć, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczony po wizycie u nich. Widzę pewne różnice między Pogonią Lwów a Junakiem, w Pogoni gra część Polaków i część Ukraińców. W Junaku natomiast grają w większości Polacy. To kwestia też podejścia, czy chce się tworzyć wielki klub, który będzie się wspinał w hierarchii futbolu, czy też skromny, ale za to zdecydowanie polski. Szczerze przyznam, że wolałbym, aby był mniejszy, ale za to nasz, ale tutaj wtrącać się nie będę nikomu w jego robotę. SSPL może jedynie monitorować sytuację, i też tak robimy, w końcu jesteśmy głosem kibiców z Polski. Jesteśmy po pierwszych, skromnych rozmowach z Polonią Chmielnicki i Batorym Grodno. Na celowniku mamy również Polonię Wilno, do której wybieramy się w najbliższych tygodniach.
Z rzeczy pozsportowych, myślimy nad renowacją cmentarza w Drohobyczu. Są tam skandaliczne warunki, groby na naszych oczach się walą, potrzebna jest tam natychmiastowa interwencja. Niestety, bez wsparcia osób bezinteresownych i odpowiedniego strumienia pieniędzy nie damy rady, trzeba zorganizować tam wycinkę drzew, trzeba zrekonstruować fotografie na grobach, do których strzelali czerwonoarmiści. W końcu, pójdziemy na wojnę, na noże z władzami Drohobycza o odbudowanie pomnika Grunwaldzkiego. Tego tematu nie odpuścimy, możecie być tego pewni.
M.G.: Czy ograniczacie się tylko do Ukrainy?
M.S.: Tak jak powiedziałem wcześniej, mamy na oku Batorego Grodno i Polonie Wilno. Do końca półrocza chcemy z nimi nawiązać bliższą współpracę, jednak teraz pracujemy nad Polonią Chmielnicki i Junakiem.
M.G.: Czy jesteście powiązani politycznie?
M.S.: Politykowanie zostawmy politykom, a sam fakt, że w stowarzyszeniu jest większość osób o poglądach prawicowych, niezbyt dobrze świadczy o lewicy. Przypisywanie naszej działalności do PiS-u, Solidarnej Polski czy jakiejkolwiek innej partii, nie ma sensu. Gdy zabieramy się do roboty, legitymacje partyjne mnie nie interesują, natomiast, jeśli ktoś będzie chciał upartyjnić SSPL, spotka go niemiła niespodzianka.
M.G.:Na koniec proszę powiedzieć w jaki sposób można wam pomóc?
M.S.:Wszystkie nasze projekty, które wymieniłem, zależą tylko i wyłącznie od finansów, którymi będziemy dysponować. Proszę Państwa o pomoc w współfinansowaniu ich, dołóżcie swoją cegiełkę, nawet skromną. Wszystkie nasze dane znajdziecie na stronie internetowej pogonlwow.pl lub piszcie na maila paulina@pogonlwow.pl. Chcę zachęcić również do pomocy osoby, które nie mają środków finansowych, za to mogą nam zaproponować swoje ręce do pracy, transport bądź nawet usługi remontowe. Wystarczy napisać.
Michał Gackowski: Proszę opowiedzieć coś o SSPL, skąd się wzięło i dlaczego?
Marcin Siembida: Stowarzyszenie powstało dwa lata przed reaktywowaniem klubu we Lwowie, formalnie zarejestrowaliśmy się w maju ubiegłego roku w Stalowej Woli. Pomysłodawcą są koledzy z Tarnowa, którzy od dłuższego czasu obserwowali i zbierali informacje odnośnie Dumy Lwowa. Los tak chciał, że większość z nich dziś mieszka w Anglii. W stowarzyszeniu zdecydowaną większość stanowią osoby o prawicowo-konserwatywnych poglądach. Zapytacie, dlaczego Pogoń Lwów? Wydaje mi się, że padło akurat na stolicę Galicji, gdyż tamte rejony w naszej działalności patriotyczno-społecznej były zapomniane, teraz to nadrabiamy z nawiązką.
M.G.: Co konkretnego robicie?
M.S.: SSPL zostało powołane do życia, aby wspierać Polaków, mieszkających na Kresach. Mylą się Ci, którzy myślą, że jesteśmy zwykłą brygadą kibiców Pogoni Lwów. Przede wszystkim, mamy pielęgnować wszystko, co pozostało na Kresach bezinteresownie zostawione, dziś przez większość z nas zapomniane. Podjęliśmy rękawice ratowania klubu, gdy wpadł w finansowy dołek, poświęciliśmy sporo czasu, aby usłyszano o nim w Polsce i polskich mediach. Po kilkumiesięcznej walce udało się uzyskać solidnego sponsora, jakim jest PKP Cargo, dlatego temat piłkarski schodzi na drugi plan. Teraz we Lwowie mamy inne zadanie, o wiele trudniejsze. Zjednoczyć mieszkających tam Polaków, aby byli zwartą, jedną, wielką siłą. To podstawa w dzisiejszych czasach, gdzie Banderowcy stawiają sobie pomniki w każdej miejscowości. Dopóki będziemy rozproszeni, cisi, niezdecydowani, nie będziemy warci, aby nas usłyszano. Mam nadzieję, że to się zmieni.
M.G.:Jakie inicjatywy chcielibyście poruszyć w najbliższej przyszłości?
M.S.: Jesteśmy po pierwszym spotkaniu z odradzającym się Junakiem Drohobycz, mogę powiedzieć, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczony po wizycie u nich. Widzę pewne różnice między Pogonią Lwów a Junakiem, w Pogoni gra część Polaków i część Ukraińców. W Junaku natomiast grają w większości Polacy. To kwestia też podejścia, czy chce się tworzyć wielki klub, który będzie się wspinał w hierarchii futbolu, czy też skromny, ale za to zdecydowanie polski. Szczerze przyznam, że wolałbym, aby był mniejszy, ale za to nasz, ale tutaj wtrącać się nie będę nikomu w jego robotę. SSPL może jedynie monitorować sytuację, i też tak robimy, w końcu jesteśmy głosem kibiców z Polski. Jesteśmy po pierwszych, skromnych rozmowach z Polonią Chmielnicki i Batorym Grodno. Na celowniku mamy również Polonię Wilno, do której wybieramy się w najbliższych tygodniach.
Z rzeczy pozsportowych, myślimy nad renowacją cmentarza w Drohobyczu. Są tam skandaliczne warunki, groby na naszych oczach się walą, potrzebna jest tam natychmiastowa interwencja. Niestety, bez wsparcia osób bezinteresownych i odpowiedniego strumienia pieniędzy nie damy rady, trzeba zorganizować tam wycinkę drzew, trzeba zrekonstruować fotografie na grobach, do których strzelali czerwonoarmiści. W końcu, pójdziemy na wojnę, na noże z władzami Drohobycza o odbudowanie pomnika Grunwaldzkiego. Tego tematu nie odpuścimy, możecie być tego pewni.
M.G.: Czy ograniczacie się tylko do Ukrainy?
M.S.: Tak jak powiedziałem wcześniej, mamy na oku Batorego Grodno i Polonie Wilno. Do końca półrocza chcemy z nimi nawiązać bliższą współpracę, jednak teraz pracujemy nad Polonią Chmielnicki i Junakiem.
M.G.: Czy jesteście powiązani politycznie?
M.S.: Politykowanie zostawmy politykom, a sam fakt, że w stowarzyszeniu jest większość osób o poglądach prawicowych, niezbyt dobrze świadczy o lewicy. Przypisywanie naszej działalności do PiS-u, Solidarnej Polski czy jakiejkolwiek innej partii, nie ma sensu. Gdy zabieramy się do roboty, legitymacje partyjne mnie nie interesują, natomiast, jeśli ktoś będzie chciał upartyjnić SSPL, spotka go niemiła niespodzianka.
M.G.:Na koniec proszę powiedzieć w jaki sposób można wam pomóc?
M.S.:Wszystkie nasze projekty, które wymieniłem, zależą tylko i wyłącznie od finansów, którymi będziemy dysponować. Proszę Państwa o pomoc w współfinansowaniu ich, dołóżcie swoją cegiełkę, nawet skromną. Wszystkie nasze dane znajdziecie na stronie internetowej pogonlwow.pl lub piszcie na maila paulina@pogonlwow.pl. Chcę zachęcić również do pomocy osoby, które nie mają środków finansowych, za to mogą nam zaproponować swoje ręce do pracy, transport bądź nawet usługi remontowe. Wystarczy napisać.
piątek, 10 lutego 2012
Polska Kibolska
Od kilku dni w serwisie wiadomości 24 można przeczytać mój tekst na temat kibiców. Ku memy zaskoczeniu jest jednym z najpopularniejszych tekstów na portalu. Oto on
Gdyby wierzyć mainstremowym mediom problemem numer jeden Polski są hordy kiboli niszczące, co pewien czas nasz kraj i robiące wszytko, by skompromitować nas podczas zbliżającego się Euro w oczach Europy. Czy tak jest naprawdę?
By omówić sprawę kiboli należ poruszyć kilka kwestii. Po pierwsze, kto to jest kibol? Tu pojawia się problem. Kibole u nas ostatnimi czasy strasznie się rozmnożyli i nie trzeba już chodzić na mecze, by być kibolem, można np. być lewackim antyfaszystą, a w TV wystąpi się jako kibol.
W rzeczywistości kibice dzielą się na kilka dość płynnych grup. Pierwsza tzw. janusze to kibice sukcesu pojawiają się w z sukcesami drużyny i wraz z brakiem sukcesów znikają. To grupa najbardziej pożądana przez sponsorów. Z braku przywiązania do klubu kupi największy nawet bubel.
Następnie mamy grupę pikników. Siedzą cichutko na stadionie zajadając kiełbaski jednak wraz kryzysem drużyny nie znikają. Liczy się też dla nich klubowa tradycja. Trzecią grupę stanowią Ultrasi. Zajmują się dopingiem oraz oprawami meczowymi. To oni nadają kolorytu szarym trybunom. Grupa ostatnia to chuligani czyli ci, którzy będą bić się za swój klub. Jak już wspomniałem podział jest dość płynny bywa, ze chuligan jest też ultrasem czy piknik od wielkiego święta pokibicuje.
Kibice a policja
Na pierwszy rzut oka sprawa wydaje się prosta. Kibic to bandyta niszczący stadiony a policjant to stróż prawa. Czy zawsze tak jest? Oczywiście wszelkie dewastacje mienia powinny być karane. Jednak nie można kibiców traktować, jak podludzi. Kibic rzucający w policjanta kamieniem powinien być pociągnięty do odpowiedzialności, kibic spokojnie oglądający spotkanie powinien być traktowany, jak każdy normalny obywatel. Niestety rzeczywistość wygląda inaczej. Udając się na mecz kibic staję się wyjęty spod prawa. Można go okraść, pobić obrażać etc. Jest kibolem jest gorszy niż zwierzę.
Kibola można zabić nawet jeśli ma tylko 13 lat i przeszedł na czerwonym świetle.
Do kibola można strzelać w głowę nawet, gdy przepisy tego zabraniają. Kibola można przetrzymywać wbrew jego woli, mimo iż mamy wolność poruszania się po kraju. Kibolowi można ot tak dla zabawy urządzić "ścieżkę zdrowia", nawet gdy jest znanym dziennikarzem muzycznym. Kibola można pobić nawet wtedy gdy jest kobietą. Z kibolem można zrobić wszytko i tak nikt się o niego nie upomni.
Po takich przygodach nie można oczekiwać, że kibice będą pałali miłością do stróżów prawa.
Podczas moich kibicowskich eskapad zauważyłem, że nasi mundurowi mają olbrzymie problemy nad panowaniem na sobą. Czyżby testy psychologiczne można było między bajki włożyć? Spotkałem się z ostatnim chamstwem i prostactwem. Z drugiej strony trafiałem też na bardzo elokwentnych, miłych i uczynnych funkcjonariuszy, z którymi można było normalnie pogadać i którzy np. z wielką uprzejmością pokierowali mnie na drogę powrotną do Wielkopolski, gdy przyznałem się do słabej znajomości Górnego Śląska. Mamy więc przypadki negatywne, jak i pozytywne. Normalnie, jak w życiu. Dlaczego więc jeśli chodzi o kibiców obowiązuje odpowiedzialność zbiorowa, a nie indywidualna?
Kibice a media
Dlaczego 11 listopada spalono dwa wozy TVN-u, a kilka dni później podobno zaatakowano wóz Polsatu? Odpowiedź jest prosta. Media traktowane są już jako strona w sporze i kibice bronią się, jak potrafią. Mediów (zwłaszcza tych mainsteamowych) nie interesuje rzetelne przestawienie wydarzeń. Interesują je tylko zadymy, im większe tym lepiej, bo to zwiększa oglądalność. Wszelkie inne aspekty dla nich nie istnieją. Media nie reagowały gdy kibice byli karani za antyrządowe hasła. W kraju, w którym podobno obowiązuje wolność słowa z rożnymi poglądami można się nie zgadzać ale nie wolno zabraniać ich głoszenia!
Media milczały też gdy białoruscy kibice zostali pobici i brutalnie wyrzuceni z meczu koszykówki w Bydgoszczy podczas mistrzostw Europy kobiet, a powodem interwencji było wywieszenie innej flagi niż ta, którą posługuje się reżim Aleksandra Łukaszenki.
Gdzie podziało się oburzenie dziennikarzy gdy 20 sierpnia tego roku na mecz nie został wpuszczony poprzez kaprys ochrony pan Michał Kościecha kibic Widzewa, inwalida pierwszej, grupy któremu przysługuje bezpłatne miejsce na łódzkich trybunach. Przy tak jednostronnym relacjonowaniu wydarzeń dziwienie się, że dziennikarze zostali wrogami kibiców jest niepoważne.
Kolejna kwestia. Skąd się biorą kibole? Czy to łysi panowie w dresach, którzy nie ukończyli podstawówki? Niektórzy pewnie by chcieli żeby tak było. To zamykałoby sprawę. W rzeczywistości jednak kibice rekrutują się z każdej grupy mamy więc osoby bez żadnego wykształcenia oraz takie które mają wyższe. Co więcej z moich obserwacji wynika, że liczba osób z wyższym wykształceniem udzielających się na trybunach rośnie. Według naszego premiera kibice czy też kibole to zasłona dla przestępczości zorganizowanej. Jest to tak wielka bzdura, że nie trzeba by tego aspektu poruszać gdyby... nie widzowie czerpiący wiedzę wprost ze szklanej skrzynki zwanej telewizorem, którzy po części w tę bzdurę uwierzyli. Kibice oczywiście łamią prawo. Tak samo jak łamią je kolejarze, prawnicy lekarze, politycy. W każdej grupie zawodowej znajdą się ludzie krystalicznie uczciwi jak i zwykłe szuje ale nikt przy zdrowych zmysłach nie powie, że każdy (tu proszę wstawić dowolną grupę zawodową) to złodziej. Dlaczego więc w stosunku do kibiców takie zarzuty padają?
Kibice piłkarscy to bandyci
a reszta to anioły. W tym miejscu zazwyczaj przywoływani są kibice siatkarscy, którzy delikatnie mówiąc są typowymi kibicami sukcesu i zostali trochę sztucznie wykreowani. Poza tym każdy kto mieszka w Warszawie może przejść się na mecz siatkarski Legii i obejrzeć kibiców znanych z boisk piłkarskich.
Podobnie jest gdy chodzi o hokej, żużel, koszykówkę, piłkę ręczną czy hokej na trawie. Jednak media nie mówią, że tam mamy kiboli i nikt się tymi dyscyplinami pod względem zadym nie interesuje. Co więcej dochodzi do paradoksów! W Poznaniu w zeszłym roku sekcję piłkarską Warty Poznań przejęła znana z rozbieranych sesji pani Pyżalska, która po kilku miesiącach działalności w klubie postanowiła pozbyć się kiboli. Kibole nie zostali jednak bezdomni. Przenieśli się na sekcje hokeja na trawie tegoż klubu. W tym momencie zdarzył się cud. Wczorajsi kibole zostali najlepszymi kibicami chwalonymi nie tylko przez trenera i laskarzy ale także przez sam związek hokeja. Paradoks polega na tym, że w na hokeju robią dokładnie to samo co na piłce nożnej.
Na polskich stadionach jest niebezpiecznie. Jest to jedna z największych bzdur powtarzana głównie przez ludzi, którzy na meczu nigdy nie byli. Liczba zadym co przyznaje sama policja stale spada. To nie u nas ale w bezpiecznych Włoszech na stadionie w ostatnim czasie zginęli ludzie. Liczba tzw. zdarzeń boiskowych w Polsce i w Anglii jest porównywalna mimo to dziennikarze z uporem maniaka przedstawiają wyspy jako wzór od, którego powinna uczyć się dzika Polska. To w Glasgow a nie w Warszawie po ostatnich derbach zatrzymano ponad czterdzieści osób. Dlaczego więc to nasze stadiony uchodzą za niebezpieczne? Zaryzykowałbym tezę, że wiąże się to z frekwencją. Na wyspach jest ona olbrzymia i ciężko ludziom wmówić niektóre rzeczy skoro zaraz mogą to zweryfikować. U nas niestety poza kilkoma chlubnymi wyjątkami frekwencję mamy mizerną więc kreować rzeczywistość można do woli.
Można by poruszyć jeszcze wiele wątków ale ten felieton rozrósłby się do nieznośnych rozmiarów. Zamiast tego zadam tylko dwa pytania. Dlaczego osoby kreatywne, pomagające kombatantom, pamiętające o rocznicach, wspierające domy dziecka są przedstawiane jako zło, które trzeba wyplenić? Dlaczego w Polsce chuligani wtrącani są do więzień (gdzie dopiero uczą się przestępczego fachu) a w Wielkiej Brytanii utworzono z nich elitarne oddziały spadochronowe?
Odpowiedzi nie oczekuję.
Gdyby wierzyć mainstremowym mediom problemem numer jeden Polski są hordy kiboli niszczące, co pewien czas nasz kraj i robiące wszytko, by skompromitować nas podczas zbliżającego się Euro w oczach Europy. Czy tak jest naprawdę?
By omówić sprawę kiboli należ poruszyć kilka kwestii. Po pierwsze, kto to jest kibol? Tu pojawia się problem. Kibole u nas ostatnimi czasy strasznie się rozmnożyli i nie trzeba już chodzić na mecze, by być kibolem, można np. być lewackim antyfaszystą, a w TV wystąpi się jako kibol.
W rzeczywistości kibice dzielą się na kilka dość płynnych grup. Pierwsza tzw. janusze to kibice sukcesu pojawiają się w z sukcesami drużyny i wraz z brakiem sukcesów znikają. To grupa najbardziej pożądana przez sponsorów. Z braku przywiązania do klubu kupi największy nawet bubel.
Następnie mamy grupę pikników. Siedzą cichutko na stadionie zajadając kiełbaski jednak wraz kryzysem drużyny nie znikają. Liczy się też dla nich klubowa tradycja. Trzecią grupę stanowią Ultrasi. Zajmują się dopingiem oraz oprawami meczowymi. To oni nadają kolorytu szarym trybunom. Grupa ostatnia to chuligani czyli ci, którzy będą bić się za swój klub. Jak już wspomniałem podział jest dość płynny bywa, ze chuligan jest też ultrasem czy piknik od wielkiego święta pokibicuje.
Kibice a policja
Na pierwszy rzut oka sprawa wydaje się prosta. Kibic to bandyta niszczący stadiony a policjant to stróż prawa. Czy zawsze tak jest? Oczywiście wszelkie dewastacje mienia powinny być karane. Jednak nie można kibiców traktować, jak podludzi. Kibic rzucający w policjanta kamieniem powinien być pociągnięty do odpowiedzialności, kibic spokojnie oglądający spotkanie powinien być traktowany, jak każdy normalny obywatel. Niestety rzeczywistość wygląda inaczej. Udając się na mecz kibic staję się wyjęty spod prawa. Można go okraść, pobić obrażać etc. Jest kibolem jest gorszy niż zwierzę.
Kibola można zabić nawet jeśli ma tylko 13 lat i przeszedł na czerwonym świetle.
Do kibola można strzelać w głowę nawet, gdy przepisy tego zabraniają. Kibola można przetrzymywać wbrew jego woli, mimo iż mamy wolność poruszania się po kraju. Kibolowi można ot tak dla zabawy urządzić "ścieżkę zdrowia", nawet gdy jest znanym dziennikarzem muzycznym. Kibola można pobić nawet wtedy gdy jest kobietą. Z kibolem można zrobić wszytko i tak nikt się o niego nie upomni.
Po takich przygodach nie można oczekiwać, że kibice będą pałali miłością do stróżów prawa.
Podczas moich kibicowskich eskapad zauważyłem, że nasi mundurowi mają olbrzymie problemy nad panowaniem na sobą. Czyżby testy psychologiczne można było między bajki włożyć? Spotkałem się z ostatnim chamstwem i prostactwem. Z drugiej strony trafiałem też na bardzo elokwentnych, miłych i uczynnych funkcjonariuszy, z którymi można było normalnie pogadać i którzy np. z wielką uprzejmością pokierowali mnie na drogę powrotną do Wielkopolski, gdy przyznałem się do słabej znajomości Górnego Śląska. Mamy więc przypadki negatywne, jak i pozytywne. Normalnie, jak w życiu. Dlaczego więc jeśli chodzi o kibiców obowiązuje odpowiedzialność zbiorowa, a nie indywidualna?
Kibice a media
Dlaczego 11 listopada spalono dwa wozy TVN-u, a kilka dni później podobno zaatakowano wóz Polsatu? Odpowiedź jest prosta. Media traktowane są już jako strona w sporze i kibice bronią się, jak potrafią. Mediów (zwłaszcza tych mainsteamowych) nie interesuje rzetelne przestawienie wydarzeń. Interesują je tylko zadymy, im większe tym lepiej, bo to zwiększa oglądalność. Wszelkie inne aspekty dla nich nie istnieją. Media nie reagowały gdy kibice byli karani za antyrządowe hasła. W kraju, w którym podobno obowiązuje wolność słowa z rożnymi poglądami można się nie zgadzać ale nie wolno zabraniać ich głoszenia!
Media milczały też gdy białoruscy kibice zostali pobici i brutalnie wyrzuceni z meczu koszykówki w Bydgoszczy podczas mistrzostw Europy kobiet, a powodem interwencji było wywieszenie innej flagi niż ta, którą posługuje się reżim Aleksandra Łukaszenki.
Gdzie podziało się oburzenie dziennikarzy gdy 20 sierpnia tego roku na mecz nie został wpuszczony poprzez kaprys ochrony pan Michał Kościecha kibic Widzewa, inwalida pierwszej, grupy któremu przysługuje bezpłatne miejsce na łódzkich trybunach. Przy tak jednostronnym relacjonowaniu wydarzeń dziwienie się, że dziennikarze zostali wrogami kibiców jest niepoważne.
Kolejna kwestia. Skąd się biorą kibole? Czy to łysi panowie w dresach, którzy nie ukończyli podstawówki? Niektórzy pewnie by chcieli żeby tak było. To zamykałoby sprawę. W rzeczywistości jednak kibice rekrutują się z każdej grupy mamy więc osoby bez żadnego wykształcenia oraz takie które mają wyższe. Co więcej z moich obserwacji wynika, że liczba osób z wyższym wykształceniem udzielających się na trybunach rośnie. Według naszego premiera kibice czy też kibole to zasłona dla przestępczości zorganizowanej. Jest to tak wielka bzdura, że nie trzeba by tego aspektu poruszać gdyby... nie widzowie czerpiący wiedzę wprost ze szklanej skrzynki zwanej telewizorem, którzy po części w tę bzdurę uwierzyli. Kibice oczywiście łamią prawo. Tak samo jak łamią je kolejarze, prawnicy lekarze, politycy. W każdej grupie zawodowej znajdą się ludzie krystalicznie uczciwi jak i zwykłe szuje ale nikt przy zdrowych zmysłach nie powie, że każdy (tu proszę wstawić dowolną grupę zawodową) to złodziej. Dlaczego więc w stosunku do kibiców takie zarzuty padają?
Kibice piłkarscy to bandyci
a reszta to anioły. W tym miejscu zazwyczaj przywoływani są kibice siatkarscy, którzy delikatnie mówiąc są typowymi kibicami sukcesu i zostali trochę sztucznie wykreowani. Poza tym każdy kto mieszka w Warszawie może przejść się na mecz siatkarski Legii i obejrzeć kibiców znanych z boisk piłkarskich.
Podobnie jest gdy chodzi o hokej, żużel, koszykówkę, piłkę ręczną czy hokej na trawie. Jednak media nie mówią, że tam mamy kiboli i nikt się tymi dyscyplinami pod względem zadym nie interesuje. Co więcej dochodzi do paradoksów! W Poznaniu w zeszłym roku sekcję piłkarską Warty Poznań przejęła znana z rozbieranych sesji pani Pyżalska, która po kilku miesiącach działalności w klubie postanowiła pozbyć się kiboli. Kibole nie zostali jednak bezdomni. Przenieśli się na sekcje hokeja na trawie tegoż klubu. W tym momencie zdarzył się cud. Wczorajsi kibole zostali najlepszymi kibicami chwalonymi nie tylko przez trenera i laskarzy ale także przez sam związek hokeja. Paradoks polega na tym, że w na hokeju robią dokładnie to samo co na piłce nożnej.
Na polskich stadionach jest niebezpiecznie. Jest to jedna z największych bzdur powtarzana głównie przez ludzi, którzy na meczu nigdy nie byli. Liczba zadym co przyznaje sama policja stale spada. To nie u nas ale w bezpiecznych Włoszech na stadionie w ostatnim czasie zginęli ludzie. Liczba tzw. zdarzeń boiskowych w Polsce i w Anglii jest porównywalna mimo to dziennikarze z uporem maniaka przedstawiają wyspy jako wzór od, którego powinna uczyć się dzika Polska. To w Glasgow a nie w Warszawie po ostatnich derbach zatrzymano ponad czterdzieści osób. Dlaczego więc to nasze stadiony uchodzą za niebezpieczne? Zaryzykowałbym tezę, że wiąże się to z frekwencją. Na wyspach jest ona olbrzymia i ciężko ludziom wmówić niektóre rzeczy skoro zaraz mogą to zweryfikować. U nas niestety poza kilkoma chlubnymi wyjątkami frekwencję mamy mizerną więc kreować rzeczywistość można do woli.
Można by poruszyć jeszcze wiele wątków ale ten felieton rozrósłby się do nieznośnych rozmiarów. Zamiast tego zadam tylko dwa pytania. Dlaczego osoby kreatywne, pomagające kombatantom, pamiętające o rocznicach, wspierające domy dziecka są przedstawiane jako zło, które trzeba wyplenić? Dlaczego w Polsce chuligani wtrącani są do więzień (gdzie dopiero uczą się przestępczego fachu) a w Wielkiej Brytanii utworzono z nich elitarne oddziały spadochronowe?
Odpowiedzi nie oczekuję.
wtorek, 20 grudnia 2011
W Bydgoszczy o Pogoni
Na portalbydgoski.pl ukazał się artykuł o Pogoni Lwów. Swoje trzy grosze dorzuciła moja skromna osoba. Zapraszam:
http://www.portalbydgoski.pl/pogon-lwow-symbol-jednaczacych-sie-polakow-na-ukrainie
http://www.portalbydgoski.pl/pogon-lwow-symbol-jednaczacych-sie-polakow-na-ukrainie
Subskrybuj:
Posty (Atom)




