W referendum dotyczącym wyjścia z UE, które odbyło się 23 czerwca zwyciężyli zwolennicy niepodległości UK.
Dziwi mnie zaskoczenie europejskich elit. Każdy bowiem sondaż pokazywał, że poparcie dla opuszczenia UE oscyluje w granicach 50% a nie trzeba być geniuszem żeby wiedzieć że jeśli sondaż dotyczy zagadnienia nie lubianego w lewicowych kręgach zazwyczaj jest niedoszacowany.
Frekwencja była wysoka wyniosła 72%. Za niepodległośćą głosowało 52% wyborców. O 1,3 miliona więcej niż za pozostaniem w UE.
Za pozostaniem w UE głosowała Szkocja, Londyn oraz Ulster. Za opuszczeniem UE głosy oddali Anglicy oraz Walijczycy (co lekkim zaskoczeniem jest).
Po ogłoszeniu wyników wyborów obserwowaliśmy szok strony postępowej. Po paru godzinach doszli jednak do siebie i zaczęli ujadanie. Okazuje się więc ,że ludzie zagłosowali za wyjściem dla żartu, że kampania za wyjściem była nieuczciwa więc referendum należy powtórzyć! Okazało się również, że za wyjściem głosowali ludzie powyżej 45 roku życia a tu chodzi przecież o przyszłość czyli o młodych, którzy mieli inne zdanie. Gdyby za wyjściem głosowali młodzi opowiadanoby z kolei, że są niedoświadczeni i należało słuchać starszych.
Jak było naprawdę?
Kampania za wyjściem była pełna uogólnień jednak dokładnie to samo można powiedzieć o kampanii wzywającej do pozostania w UE.
Za wyjściem podobno głosowały osoby gorzej wykształcone. Przypuśćmy, że to prawda choć nie bardzo wierzę tego typu sondażom. W UK różnica w wykształceniu znaczy niewiele gdyż przy tutejszym poziomie edukacji osoby lepiej wykształcone tytanami inteligencji naprawdę nie są.
Ośrodki akademickie głosowały oczywiście za pozostaniem w UE. Wiedząc o tym, że większość uczelni jest lewicowa lub bardzo lewicowa jeśli akademicy wzywają do głosowania za pozostaniem rozsądny człowiek zagłosuje za wyjściem.
Brytyjczycy głosując za lub przeciw kierowali się bilansem zysków lub strat. Jeśli odzrzucimy margines głosujacy z obu stron (bananową tępawą lewicową młodzież uważam za taki sam margines jak benefit clas) mamy społeczeństwo które na chłodno kalkulowało.
Szkocja głosowała za posostaniem w UE nie dlatego, że ją kocha tylko dlatego, że ma największe powiązania handlowe z Francją. Ulster głosował za UE bo ludzie będący Irlandczykami obawiają się kontroli na granicy z Irlandią. Ci którzy są lojaliststami głosowali za wyjściem bo dla nich kontrola graniczna jest nieistotna. Anglicy oraz Walijczycy głosowali za wyjściem bo są już potwornie zmęczeni imigracją oraz wierzą, że dzięki zaoszczędzonym pieniądzą których do Brukseli nie będą musieli już wpłacać zreformują służbę zdrowia. Londym głosował za pozostaniem w UE bo jest najbardziej imigranckim miastem w całej UK.
Szczerze mówiąc tej chłodnej kalkulacji zazdroszczę brytyjczykom. Polacy po Bretixie wpadli w histerię, zarówno ci zwykli zjadacze chleba jak rownież media. Od dwóch dni zaroiło się od bzdurnych informacji. Niewielkie incydenty rozdmuchiwane są do poziomu tragedii. Jakże prawdziwie brzmią dziś słowa Dmowskiego który powiedział, że Polacy to naród kobiecy.
Niebezpiecznym zgrzytem jest próba zbierania podpisów pod kolejne referendum. Podobno zebrano już dwa miliony podpisów choć wiadomo też, że część z nich jest sfałszowana. Mam nadzieję, że premier się nie ugnie i podtrzyma to co powiedział wczoraj czyli, że ponownego referendum nie będzie. Byłby to niebezpieczny precedent na wyspach.
Próba ponownego rozpisania ferefendum pokazuje prawdziwą twarz lewicowych piewców demokracji. Jest im ona tak długo potrzebna jak długo wszystko przebiega po ich myśli.
Co dalej z UK?
Wszystko zależy od politykow. UK może stracić na wyjściu może też zyskać w zależności od tego czy rządzący wyspą wykażą się umiejętnościami realnego rządzenia i dyplomacji. Osobiście myślę, że dadzą radę.
Co z Ulsterem?
Nie wierzę w jego niepodległość jak przekonywało mnie wielu miejscowych (londyńskich) Polaków. Gdybym był premierem UK to jutro poleciałbym do Dublina i załatwił umowę o małym ruchu granicznym. IRA straciłaby swój główny argument.
Jeśli zaś idzie o Szkocję to przypomnę tylko że Szkocja nie chce się odłączyć od Brytanii po Brexicie tylko próbuje tego od kilkuset już lat wiec nihil novi.
wtorek, 28 czerwca 2016
wtorek, 14 czerwca 2016
Pamiętnik emigranta cz. II
Jak wspominałem pracę podjąłem 11 dni po moim przyjeździe.
Zostałem zamiataczem ulic. Konkretnie zamiatałem liście (była to praca sezonowa) w południowo zachodnim Londynie. Praca ciężka. Dzięki niej poznałem czym jest angielska zima. Ulewy były co drugi dzień. Padało godzinami. Nie ma tu temperatur kilkanaście stopni poniżej zera ale padający przez osiem godzin pracy lodowaty deszcz i wiatr sprawiają że człowiek czuje się jakby było około -20.
Pracowałem tak blisko dwa miesiące. Następnie przez kolejne pół roku brałem każdą pracę tymczasową dzięki czemu poznałem kilka, magazynów, fabryki żywności, czy firmę robiacą nadruki. Jednak to moja pierwsza praca zaważyła na tym, że nie zdecydowałem się wracać.
Zobaczyłem na własne oczy czym różni się brytyjskie podejście do pracownika od polskiego.
Proszę sobie wyobrazić osobę sprzątającą ulicę w waszej miejscowości. W Polsce ktoś taki będzie niewidzialny. Nie będziemy go zauważać lub będziemy omijać szerokim łukiem. Rodzice będę go pokazywać dzieciom i mówić ucz się Jasiu bo inaczej skończysz jak on.
Jak to wygląda w UK?
Miejsca gdzie pracowałem to nie dzielnice imigranckie tylko stary dobry Londyn jaki ogląda się w filmach.
Mijający nas ludzie kilka razy dziennie mówili dzień dobry Siergiej jak się masz (pracował tam już około 7 lat). Pewna pani wprowadzająca psa zaczepiła nas mówiąc strasznie dziś zimno może napilibyście się herbaty. Gdy propozycję uznaliśmy za interesująca oddaliła się by wrócić po około 20 minutach z dwoma dymiącymi kubkami herbaty.
Druga bardzo wymowa scena.
Sprzątaliśmy właśnie ulice na której zaparkowanych było 6 aut marki Porsche (w UK nie jest to absolutnie marka luksusowa ), Bentley oraz Rolls Royce. Gdy byliśmy już w pobliżu tego ostatniego z domu wyszedł właściciel samochodu. Wysoki, około 50tki, w drogim garniturze. Człowiek ów pyta nagle czy jego auto nie przeszkadza nam w pracy. Bo my przecież tak ciężko pracujemy by jego ulica wyglądała czysto. Oczywiście oświadczyliśmy, że takie auto nie może przeszkadzać. Jego właściciel jednak nie uwierzył. Wpadł na pomysł, że pojedzie nim na sąsiednią ulicę i za chwilę wróci. Jak oświadczył tak zrobił. My zdążyliśmy w tym czasie sprzątać miejsce gdzie wcześniej stał samochód. Gdy wrócił jeszcze raz podziękował za naszą ciężką pracę po czym udał się do swojego domu.
Opisane powyżej sceny są czymś naturalnym w społeczeństwie brytyjskim. Podkreślam brytyjskim nie imigranckim.
Podobnie rozkładają się relacje pracownik pracowadca. Nigdy w UK nie miałem problemów z aglojęzycznymi szefami za to prawie zawsze z przełożonymi pochodzącymi z Polski lub innych krajów dawnego bloku wschodniego.
Relacja z przełożonym anlojęzycznym to zawsze była relacja pracownik pracodawca.
Relacja z przełożonym pochodzącym z krajów Europy Wschodniej to prawie zawsze była relacja poddany pan i władca.
Spóźcizna po komunie wciąż dobrze się trzyma w naszym regionie Europy.
Zostałem zamiataczem ulic. Konkretnie zamiatałem liście (była to praca sezonowa) w południowo zachodnim Londynie. Praca ciężka. Dzięki niej poznałem czym jest angielska zima. Ulewy były co drugi dzień. Padało godzinami. Nie ma tu temperatur kilkanaście stopni poniżej zera ale padający przez osiem godzin pracy lodowaty deszcz i wiatr sprawiają że człowiek czuje się jakby było około -20.
Pracowałem tak blisko dwa miesiące. Następnie przez kolejne pół roku brałem każdą pracę tymczasową dzięki czemu poznałem kilka, magazynów, fabryki żywności, czy firmę robiacą nadruki. Jednak to moja pierwsza praca zaważyła na tym, że nie zdecydowałem się wracać.
Zobaczyłem na własne oczy czym różni się brytyjskie podejście do pracownika od polskiego.
Proszę sobie wyobrazić osobę sprzątającą ulicę w waszej miejscowości. W Polsce ktoś taki będzie niewidzialny. Nie będziemy go zauważać lub będziemy omijać szerokim łukiem. Rodzice będę go pokazywać dzieciom i mówić ucz się Jasiu bo inaczej skończysz jak on.
Jak to wygląda w UK?
Miejsca gdzie pracowałem to nie dzielnice imigranckie tylko stary dobry Londyn jaki ogląda się w filmach.
Mijający nas ludzie kilka razy dziennie mówili dzień dobry Siergiej jak się masz (pracował tam już około 7 lat). Pewna pani wprowadzająca psa zaczepiła nas mówiąc strasznie dziś zimno może napilibyście się herbaty. Gdy propozycję uznaliśmy za interesująca oddaliła się by wrócić po około 20 minutach z dwoma dymiącymi kubkami herbaty.
Druga bardzo wymowa scena.
Sprzątaliśmy właśnie ulice na której zaparkowanych było 6 aut marki Porsche (w UK nie jest to absolutnie marka luksusowa ), Bentley oraz Rolls Royce. Gdy byliśmy już w pobliżu tego ostatniego z domu wyszedł właściciel samochodu. Wysoki, około 50tki, w drogim garniturze. Człowiek ów pyta nagle czy jego auto nie przeszkadza nam w pracy. Bo my przecież tak ciężko pracujemy by jego ulica wyglądała czysto. Oczywiście oświadczyliśmy, że takie auto nie może przeszkadzać. Jego właściciel jednak nie uwierzył. Wpadł na pomysł, że pojedzie nim na sąsiednią ulicę i za chwilę wróci. Jak oświadczył tak zrobił. My zdążyliśmy w tym czasie sprzątać miejsce gdzie wcześniej stał samochód. Gdy wrócił jeszcze raz podziękował za naszą ciężką pracę po czym udał się do swojego domu.
Opisane powyżej sceny są czymś naturalnym w społeczeństwie brytyjskim. Podkreślam brytyjskim nie imigranckim.
Podobnie rozkładają się relacje pracownik pracowadca. Nigdy w UK nie miałem problemów z aglojęzycznymi szefami za to prawie zawsze z przełożonymi pochodzącymi z Polski lub innych krajów dawnego bloku wschodniego.
Relacja z przełożonym anlojęzycznym to zawsze była relacja pracownik pracodawca.
Relacja z przełożonym pochodzącym z krajów Europy Wschodniej to prawie zawsze była relacja poddany pan i władca.
Spóźcizna po komunie wciąż dobrze się trzyma w naszym regionie Europy.
środa, 25 maja 2016
Wybory w Londynie
5 maja londyńczycy ruszyli do urn by po raz trzeci w histiorii wybrać burmistrza stolicy Zjednoczonego Królestwa.
Zanim przejdę do podsumowania wyników kilka słów o angielskiej specyfice.
Wybory na burmistrza Londynu mają znaczenie przede wszystkim symboliczne.
Po pierwsze to nie Polska, tu dokańcza się projekty rozpoczęte przez politycznych przeciwników.
Po drugie Londyn nie jest przykładem klasycznego miasta. Jest podzielony na 32 dwie gminy i to burmistrozwie tychże gmin w największym stopniu odpowiadają za stan okolicy. Burmistrz Londynu zajmuje się raczej wielkimi ogólno metropolitalnymi proejktami.
Po trzecie wreszcie. O bogactwie miasta decydują takie ośrodki jak na przykład City czy Heatrow dość mocno niezależne od poszczegolnych decyzji władz miejskich. Poza tym ciężko mi sobie wyobrazić by burmistrz niezależnie od formacji którą reprezentuje świadomie zaczął szkodzic wyżej wymienionym.
Uprawnionych do głosowania było ponad 5 milionow mieszkańców stolicy. Frekwecja wyniosła blisko 46%.
Ostatnie miejsce zajął Ankit Love reprezentujący partię samego siebie. Dostał niecałe 5 tysiecy głosów.
Przedostatnie miejsce z wynikiem 13 tysięcy głosów uzyskał książę Żyliński. 13 tysięcy dało zaledwie pół procentowe poparcie. Polski kandydat poniósł sromotną klęskę, której się chyba nie spodziewał. Po ogłoszeniu wynikow w internecine pojawiły się liczne głosy podważające sens jego startu lub wprost wyśmiewające się z księcia. Jedna z polskich gazet przyczynę klęski upraruje w jego lewicowosci i braku otwarcia się na inne nacje wschodnioeuropejskie. Inne media z kolei widziały w nim kandydata prawicy (tak właśnie wygląda "polskie dziennikrastwo" na wyspach).
Tymczasem książę zrobił wszystko co powinien a przegrać i tak musiał. Zainwestował spore pieniądze, był widoczny w polskich mediach. Gdy inaugurował swoją kampanię podczas koncertu Pawła Kukiza w Londynie jego przyboczni zamiast mu słodzic (co niechcący podsłuchałem) powinni mu powiedzieć prawdę. Zamiast opowiadać banialuki o tym jak to wszyscy są zachwyceni jego startem i pytają o szczeguły trzeba było powiedzieć wprost, że praktycznie nikogo osoba księcia nie zainteresowała.
W klęsce Żylińskiego zawiera się prawda o polskiej społeczności w Londynie. Społeczności, której w zasadzie nie ma.
Jest 200 tysięcy narzekaczy, 200 tysięcy ludzi mających pretensje, że komletnie nikt się z nimi w stolicy Anglii nie liczy. Jednak gdy pojawia się okazja do zamanifestowania swojej obecności i siły te 200 tysięcy masowo zostaje w domu.
Również 13 tysięcy głosów zdobył reprezentant nacjonalistów z BNP.
20 tysięcy i niecaly procent głosów zdobył zwolennik legalizacji marihuany. Okazuje się że lobby zwolenników legalizacji marihuany jest znacznie silniejsze niż potecjalne polskie lobby.
31 tysięcy i nieco ponad 1% głosów zdobyl Paul Golding z nacjonalistycznej, antyislamskiej Britain First. Apel o poparcie polskiej społeczności trafił na taki sam mur obojętności jak w przypadku księcia Żylińskiego.
37 tysięcy i blisko półtora procent to wynik reprezentanta lewicowej partii Respect.
Reprezentantka feministek dostała 53 tysiące głosów co dało równe 2 procent.
94 tysiące i 3,5% to wynik UKIP.
Liberalni Demokraci zgromadzili 120 tysięcy i 4,5%.
Partia Zielonych to 150 tysięcy głosów i blisko 6% poparcia.
Drugie miejsce, 909 tysięcy głosów i 35% poparcia zgromadził kandydat konserwatystów Zac Goldsmith (liczę tylko pierwsze wskazanie ).
Wygrał mając blisko milion 150 tysięcy głosów, co dało 44% kandydat partii pracy Sadiq Khan.
Kilka dni przed wyborami miałem okazję oglądać debatę pomiędzy głównymi kandydatami. Odbyła się w siedzibie Królewskiego Towarzystwa Geograficznego a transmitował ją kanał London Live. Długa merytoryczna debata nie przerywana reklamami, która dała odpowiedź kto zostanie nowym burmistrzem. Goldsmith wypadł bardzo dobrze. Mówił z sensem na tyle na ile pozwala polityczna poprawność. Jego opponent wręcz przeciwnie. Miotał się, był chaotyczny, starał się mówic tak by unikać jakichkolwiek deklaracji.
Zastosował jednak dwa sprytne wybiegi. Po pierwsze starał się zasugerować, że jego opponent może być rasistą próbując rozdmuchać słowa Goldsmitha, który (w jednym z wcześniejszych wywiadów) powiedział zgodnie z prawdą zresztą, że wśród niektórych grup etnicznych stopień przestępczości jest wyższy niż w innych.
Drugim równie sprytnym zabiegiem było kilkukrotne podkreślanie, że ojciec Khana był kierowcą autobusu a Goldsmith to syn milionera.
Khana nie pogrążyła nawet deklaracja, że jeśli będzie taka potrzeba podniesie council tax.
Goldsmith przegrał bowiem z przedstawicielami wyborów którzy po zakończonej debacie rozpoczęli zadawanie pytań. O ile biali wybrocy podzieleni byli na lewicę i prawicę. ...oraz femisitki o tyle pozostałe grupy etniczne zadawały pytania wprost podszyte uprzedzeniami rasowymi.
To tutaj upartuję zwycięstwa Khana. Mimo, że nowy burmistrz nie potrafi liczyć pieniędzy, zapowiada podwyżki, zgadza się w zasadzie z każdym co jest przecież niemożliwe był do zaakceptowania przez mniejszości. Trudno było bowiem liczyć, że głos na Goldsmitha oddadzą muzułmanie żądający podczas debaty cenzury bo media są rzekomo antyislamskie czy też dwie murzynki sugerujące z kolei, że londyńska policja to biali raśisci dybiący na życie biednych murzynów.
Tak oto wyglada Londyn 2016. Nowego burmistrza wybrały nam nie sprawna kampania oraz dobry program a uprzedzenia i brak asymilacji.
Zanim przejdę do podsumowania wyników kilka słów o angielskiej specyfice.
Wybory na burmistrza Londynu mają znaczenie przede wszystkim symboliczne.
Po pierwsze to nie Polska, tu dokańcza się projekty rozpoczęte przez politycznych przeciwników.
Po drugie Londyn nie jest przykładem klasycznego miasta. Jest podzielony na 32 dwie gminy i to burmistrozwie tychże gmin w największym stopniu odpowiadają za stan okolicy. Burmistrz Londynu zajmuje się raczej wielkimi ogólno metropolitalnymi proejktami.
Po trzecie wreszcie. O bogactwie miasta decydują takie ośrodki jak na przykład City czy Heatrow dość mocno niezależne od poszczegolnych decyzji władz miejskich. Poza tym ciężko mi sobie wyobrazić by burmistrz niezależnie od formacji którą reprezentuje świadomie zaczął szkodzic wyżej wymienionym.
Uprawnionych do głosowania było ponad 5 milionow mieszkańców stolicy. Frekwecja wyniosła blisko 46%.
Ostatnie miejsce zajął Ankit Love reprezentujący partię samego siebie. Dostał niecałe 5 tysiecy głosów.
Przedostatnie miejsce z wynikiem 13 tysięcy głosów uzyskał książę Żyliński. 13 tysięcy dało zaledwie pół procentowe poparcie. Polski kandydat poniósł sromotną klęskę, której się chyba nie spodziewał. Po ogłoszeniu wynikow w internecine pojawiły się liczne głosy podważające sens jego startu lub wprost wyśmiewające się z księcia. Jedna z polskich gazet przyczynę klęski upraruje w jego lewicowosci i braku otwarcia się na inne nacje wschodnioeuropejskie. Inne media z kolei widziały w nim kandydata prawicy (tak właśnie wygląda "polskie dziennikrastwo" na wyspach).
Tymczasem książę zrobił wszystko co powinien a przegrać i tak musiał. Zainwestował spore pieniądze, był widoczny w polskich mediach. Gdy inaugurował swoją kampanię podczas koncertu Pawła Kukiza w Londynie jego przyboczni zamiast mu słodzic (co niechcący podsłuchałem) powinni mu powiedzieć prawdę. Zamiast opowiadać banialuki o tym jak to wszyscy są zachwyceni jego startem i pytają o szczeguły trzeba było powiedzieć wprost, że praktycznie nikogo osoba księcia nie zainteresowała.
W klęsce Żylińskiego zawiera się prawda o polskiej społeczności w Londynie. Społeczności, której w zasadzie nie ma.
Jest 200 tysięcy narzekaczy, 200 tysięcy ludzi mających pretensje, że komletnie nikt się z nimi w stolicy Anglii nie liczy. Jednak gdy pojawia się okazja do zamanifestowania swojej obecności i siły te 200 tysięcy masowo zostaje w domu.
Również 13 tysięcy głosów zdobył reprezentant nacjonalistów z BNP.
20 tysięcy i niecaly procent głosów zdobył zwolennik legalizacji marihuany. Okazuje się że lobby zwolenników legalizacji marihuany jest znacznie silniejsze niż potecjalne polskie lobby.
31 tysięcy i nieco ponad 1% głosów zdobyl Paul Golding z nacjonalistycznej, antyislamskiej Britain First. Apel o poparcie polskiej społeczności trafił na taki sam mur obojętności jak w przypadku księcia Żylińskiego.
37 tysięcy i blisko półtora procent to wynik reprezentanta lewicowej partii Respect.
Reprezentantka feministek dostała 53 tysiące głosów co dało równe 2 procent.
94 tysiące i 3,5% to wynik UKIP.
Liberalni Demokraci zgromadzili 120 tysięcy i 4,5%.
Partia Zielonych to 150 tysięcy głosów i blisko 6% poparcia.
Drugie miejsce, 909 tysięcy głosów i 35% poparcia zgromadził kandydat konserwatystów Zac Goldsmith (liczę tylko pierwsze wskazanie ).
Wygrał mając blisko milion 150 tysięcy głosów, co dało 44% kandydat partii pracy Sadiq Khan.
Kilka dni przed wyborami miałem okazję oglądać debatę pomiędzy głównymi kandydatami. Odbyła się w siedzibie Królewskiego Towarzystwa Geograficznego a transmitował ją kanał London Live. Długa merytoryczna debata nie przerywana reklamami, która dała odpowiedź kto zostanie nowym burmistrzem. Goldsmith wypadł bardzo dobrze. Mówił z sensem na tyle na ile pozwala polityczna poprawność. Jego opponent wręcz przeciwnie. Miotał się, był chaotyczny, starał się mówic tak by unikać jakichkolwiek deklaracji.
Zastosował jednak dwa sprytne wybiegi. Po pierwsze starał się zasugerować, że jego opponent może być rasistą próbując rozdmuchać słowa Goldsmitha, który (w jednym z wcześniejszych wywiadów) powiedział zgodnie z prawdą zresztą, że wśród niektórych grup etnicznych stopień przestępczości jest wyższy niż w innych.
Drugim równie sprytnym zabiegiem było kilkukrotne podkreślanie, że ojciec Khana był kierowcą autobusu a Goldsmith to syn milionera.
Khana nie pogrążyła nawet deklaracja, że jeśli będzie taka potrzeba podniesie council tax.
Goldsmith przegrał bowiem z przedstawicielami wyborów którzy po zakończonej debacie rozpoczęli zadawanie pytań. O ile biali wybrocy podzieleni byli na lewicę i prawicę. ...oraz femisitki o tyle pozostałe grupy etniczne zadawały pytania wprost podszyte uprzedzeniami rasowymi.
To tutaj upartuję zwycięstwa Khana. Mimo, że nowy burmistrz nie potrafi liczyć pieniędzy, zapowiada podwyżki, zgadza się w zasadzie z każdym co jest przecież niemożliwe był do zaakceptowania przez mniejszości. Trudno było bowiem liczyć, że głos na Goldsmitha oddadzą muzułmanie żądający podczas debaty cenzury bo media są rzekomo antyislamskie czy też dwie murzynki sugerujące z kolei, że londyńska policja to biali raśisci dybiący na życie biednych murzynów.
Tak oto wyglada Londyn 2016. Nowego burmistrza wybrały nam nie sprawna kampania oraz dobry program a uprzedzenia i brak asymilacji.
wtorek, 12 stycznia 2016
Dlaczego nie lubię WOŚP
Właśnie zakończył się 24 z kolei finał WOŚP. Imprezy, która od lat budzi mój niesmak.
Nie chodzi tu o to, że mam coś przeciw charytatywności. Wręcz przeciwnie. Mój niesmak WOŚP budzi bo odbijają się w niej najgorsze cechy społeczeństwa polskiego. Rozhisteryzowanie i słomiany zapał.
Zazwyczaj obrońcami Jurka Owsiaka są lemingi, które poza inwektywami nie mają zwykle więcej do zaoferowania. Smutne jest natomiast to, że wiele osób identyfikujących się z prawicą również go broni.
Jednak po kolei.
Pierwsza impreza WOŚP odbyła się w 1993 roku i wtedy to było coś. Kraj wychodził z komuny, był zapóźniony pod każdym względem. Sam wtedy jako dziecko nosiłem serduszko. Dobra akcja charytatywna to było coś bardzo dobrego.
Jednak już po kilku latach zacząłem się zastanawiać dlaczego WOŚP ma jakiś specjalny status. Dlaczego brylujący na salonach Jerzy Owsiak ma status półboga a działacze innych organizacji charytatywnych są w zasadzie anonimowi. Dlaczego inne organizacje nie mają bezpłatnego wielogodzinnego dostępu do TVP? Mamy tu klasyczny przykład równych i równiejszych.
Kolejną sprawą jest, że WOŚP zamiast nauczyć nas charytatywności oduczył jej. Jak to możliwe? Otóż przez lata spotykałem się z opiniami w stylu ja już pomogłem wrzuciłem złotówkę więc na rok mam z głowy. Nie ma tu nauki systematycznego pomagania. Jest jednodniowy cyrk i to wystarczy.
Suma pieniędzy też nie rzuca na kolana. Nie oszukujmy się.
Oczywiście, kwotowa 45 milionów czy nawet 60 w najlepszych latach jest nieosiągalna dla przeciętnego Polaka jednak gdy weźmiemy pod uwagę, że WOŚP to 1600 sztabów, że ma darmowy czas antenowy, że gra praktycznie wszędzie zebrana suma jest niezwykle skromniutka. Pokazuje to jedno. Polacy nie pomagają tak jak to jest przedstawiane. Owszem pójdą na imprezę towarzyszącą ale już niekoniecznie coś wrzucą. Ewentualnie mamy drugą możliwość. Mimo masowego deklarowanego poparcia większość ludzi nie bierze udziału w WOŚP a swoje poparcie głośno deklaruje bo tak po prostu wypada.
Nikt nie bierze pod uwagę również kosztów imprezy. Przyjmijmy, że tegoroczna impreza zakończy swój wynik na 44 milionach złotych i za te pieniądze w całości kupi sprzęt. WOŚP przekazało więc 44 miliony? Otóż nie. Szperając w internecie znalazłem różne wyliczenia dotyczące kosztów imprezy. Najbardziej przemówiła do mnie kwota 12 milionów w skali kraju. Dlaczego jej nie ma w zestawieniu WOŚP? Bo płacą ją między innymi samorządy czyli my wszyscy. Oznacza to, że WOŚP przekaże nie 44 miliony a 32 bo te brakujące 12 sami zapłacimy w podatkach chociażby.
Zaślepienie Jerzym Owsiakiem jest tak wielkie, że w internecie stale powtarzane są slogany w stylu gdyby nie WOŚP to... leczono by dziś ludzi z namiotach! Doskonale wiem jaką patologią jest NFZ ale porównanie jego budżetu z datkami WOŚP pokazuje, że orkiestra to ledwie kropla w morzu potrzeb.
Czarne chmury nad WOŚP.
Gdy WOŚP skończyła już kilka lat powoli nad tym przedsięwzięciem zaczęły gromadzić się czarne chmury.
Pierwszą taką chmurą, którą osobiście zapamiętałem była informacja, że przynajmniej cześć zespołów nie gra charytatywnie a zwyczajnie za pieniądze. Czyli wszystko dla dzieci pod warunkiem że ty szeregowy Kowalski wrzucisz złotówkę do puszki a ja pan znany artysta dam ci koncert za opłatą.
Przy tej informacji zastosowano mechanizm powtarzany do dziś. Najpierw mieliśmy gwałtowne zaprzeczanie i próbę wyciszenia sprawy by po latach gdy każdy się już z tym obył przyszła kolej na twierdzenie, że poważnym zespołom trzeba płacić bo mogą zagrać gdzieś indziej.
Chmura druga. Najważniejsza.
Finanse WOŚP. Sprawa wypływająca od kilku lat. Sprawa, która dobitnie pokazuje, że Polska to klasyczna republika bananowa. Mamy mnóstwo niejasnych powiązań, Dziwny przepływ pieniędzy. Zwyczajny nepotyzm i ciągnie się to już kilka lat. Efekt jest zaskakujący.
W normalnym kraju to WOŚP robiłaby wszystko by sprawę wyjaśnić i oczyścić się z pomówień bo niewiarygodna fundacja np.w UK to fundacja, która nie zbiera pieniędzy. Gdyby zarzuty stawiane wobec Jerzego Owsiaka były prawdziwe w UK skończyłby w więzieniu.
W Polsce mamy rzecz dziwną Owsiakowi nie bardzo zależny na oczyszczeniu się z zarzutów. Może jestem dziwny ale gdyby mnie tak szkalowano to poszedłbym do sądu. Tymczasem mamy pat. Gdy po wciąż powtarzających się zarzutach wobec pana Jerzego ten zdecydował się pójść do sądu to ...przegrał!http://www.fronda.pl/a/owsiak-przegral-z-blogerem-w-sadzie,42200.html . Co bardziej zastanawiające proces dotyczył wzajemnego obrzucania się błotem pomiędzy blogerem Matką Kurką a Jerzym Owsiakiem. Sąd jakby nie interesuje się dokumentami dostarczanymi przez blogera. Dlaczego? Jeśli są fałszywe bloger powinien mieć poważne kłopoty. Jeśli są prawdziwe poważne kłopoty powinien mieć Jerzy Owsiak. Tymczasem nikt tego nie chce ruszyć.
Przy zarzucie drugim stosowano podobny mechanizm jak przy zespołach grających za pieniądze. Najpierw gorliwie zaprzeczano a obecnie obowiązuje narracja pod tytułem robi zbiórkę to i zarabiać musi. Wczoraj na FB na znalazłem wpis jednego z lemingów który napisał, że choćby Owsiak brał 50% pieniędzy z orkiestry to mu się należy bo robi dobrą robotę. Po tym wpisie byłem w szoku totalnym aż dziś rano znalazłem lepszy mówiący kto nigdy niczego nie zdefraudował (choćby złotówki) niech pierwszy rzuci kamieniem.
No więc rzucam.
Wpisy "obrońców" jasno pokazują w jak fatalnej kondycji moralnej jest spora cześć narodu.
P.S.
Cześć rewelacji Matki Kurki znajdziecie choćby w tym wpisie:
http://kontrowersje.net/jerzy_o_dzia_a_na_szkod_wo_p_pompuje_rekord_a_miliony_przelewa_do_firm_prywatnych . Oceńcie sami.
Nie chodzi tu o to, że mam coś przeciw charytatywności. Wręcz przeciwnie. Mój niesmak WOŚP budzi bo odbijają się w niej najgorsze cechy społeczeństwa polskiego. Rozhisteryzowanie i słomiany zapał.
Zazwyczaj obrońcami Jurka Owsiaka są lemingi, które poza inwektywami nie mają zwykle więcej do zaoferowania. Smutne jest natomiast to, że wiele osób identyfikujących się z prawicą również go broni.
Jednak po kolei.
Pierwsza impreza WOŚP odbyła się w 1993 roku i wtedy to było coś. Kraj wychodził z komuny, był zapóźniony pod każdym względem. Sam wtedy jako dziecko nosiłem serduszko. Dobra akcja charytatywna to było coś bardzo dobrego.
Jednak już po kilku latach zacząłem się zastanawiać dlaczego WOŚP ma jakiś specjalny status. Dlaczego brylujący na salonach Jerzy Owsiak ma status półboga a działacze innych organizacji charytatywnych są w zasadzie anonimowi. Dlaczego inne organizacje nie mają bezpłatnego wielogodzinnego dostępu do TVP? Mamy tu klasyczny przykład równych i równiejszych.
Kolejną sprawą jest, że WOŚP zamiast nauczyć nas charytatywności oduczył jej. Jak to możliwe? Otóż przez lata spotykałem się z opiniami w stylu ja już pomogłem wrzuciłem złotówkę więc na rok mam z głowy. Nie ma tu nauki systematycznego pomagania. Jest jednodniowy cyrk i to wystarczy.
Suma pieniędzy też nie rzuca na kolana. Nie oszukujmy się.
Oczywiście, kwotowa 45 milionów czy nawet 60 w najlepszych latach jest nieosiągalna dla przeciętnego Polaka jednak gdy weźmiemy pod uwagę, że WOŚP to 1600 sztabów, że ma darmowy czas antenowy, że gra praktycznie wszędzie zebrana suma jest niezwykle skromniutka. Pokazuje to jedno. Polacy nie pomagają tak jak to jest przedstawiane. Owszem pójdą na imprezę towarzyszącą ale już niekoniecznie coś wrzucą. Ewentualnie mamy drugą możliwość. Mimo masowego deklarowanego poparcia większość ludzi nie bierze udziału w WOŚP a swoje poparcie głośno deklaruje bo tak po prostu wypada.
Nikt nie bierze pod uwagę również kosztów imprezy. Przyjmijmy, że tegoroczna impreza zakończy swój wynik na 44 milionach złotych i za te pieniądze w całości kupi sprzęt. WOŚP przekazało więc 44 miliony? Otóż nie. Szperając w internecie znalazłem różne wyliczenia dotyczące kosztów imprezy. Najbardziej przemówiła do mnie kwota 12 milionów w skali kraju. Dlaczego jej nie ma w zestawieniu WOŚP? Bo płacą ją między innymi samorządy czyli my wszyscy. Oznacza to, że WOŚP przekaże nie 44 miliony a 32 bo te brakujące 12 sami zapłacimy w podatkach chociażby.
Zaślepienie Jerzym Owsiakiem jest tak wielkie, że w internecie stale powtarzane są slogany w stylu gdyby nie WOŚP to... leczono by dziś ludzi z namiotach! Doskonale wiem jaką patologią jest NFZ ale porównanie jego budżetu z datkami WOŚP pokazuje, że orkiestra to ledwie kropla w morzu potrzeb.
Czarne chmury nad WOŚP.
Gdy WOŚP skończyła już kilka lat powoli nad tym przedsięwzięciem zaczęły gromadzić się czarne chmury.
Pierwszą taką chmurą, którą osobiście zapamiętałem była informacja, że przynajmniej cześć zespołów nie gra charytatywnie a zwyczajnie za pieniądze. Czyli wszystko dla dzieci pod warunkiem że ty szeregowy Kowalski wrzucisz złotówkę do puszki a ja pan znany artysta dam ci koncert za opłatą.
Przy tej informacji zastosowano mechanizm powtarzany do dziś. Najpierw mieliśmy gwałtowne zaprzeczanie i próbę wyciszenia sprawy by po latach gdy każdy się już z tym obył przyszła kolej na twierdzenie, że poważnym zespołom trzeba płacić bo mogą zagrać gdzieś indziej.
Chmura druga. Najważniejsza.
Finanse WOŚP. Sprawa wypływająca od kilku lat. Sprawa, która dobitnie pokazuje, że Polska to klasyczna republika bananowa. Mamy mnóstwo niejasnych powiązań, Dziwny przepływ pieniędzy. Zwyczajny nepotyzm i ciągnie się to już kilka lat. Efekt jest zaskakujący.
W normalnym kraju to WOŚP robiłaby wszystko by sprawę wyjaśnić i oczyścić się z pomówień bo niewiarygodna fundacja np.w UK to fundacja, która nie zbiera pieniędzy. Gdyby zarzuty stawiane wobec Jerzego Owsiaka były prawdziwe w UK skończyłby w więzieniu.
W Polsce mamy rzecz dziwną Owsiakowi nie bardzo zależny na oczyszczeniu się z zarzutów. Może jestem dziwny ale gdyby mnie tak szkalowano to poszedłbym do sądu. Tymczasem mamy pat. Gdy po wciąż powtarzających się zarzutach wobec pana Jerzego ten zdecydował się pójść do sądu to ...przegrał!http://www.fronda.pl/a/owsiak-przegral-z-blogerem-w-sadzie,42200.html . Co bardziej zastanawiające proces dotyczył wzajemnego obrzucania się błotem pomiędzy blogerem Matką Kurką a Jerzym Owsiakiem. Sąd jakby nie interesuje się dokumentami dostarczanymi przez blogera. Dlaczego? Jeśli są fałszywe bloger powinien mieć poważne kłopoty. Jeśli są prawdziwe poważne kłopoty powinien mieć Jerzy Owsiak. Tymczasem nikt tego nie chce ruszyć.
Przy zarzucie drugim stosowano podobny mechanizm jak przy zespołach grających za pieniądze. Najpierw gorliwie zaprzeczano a obecnie obowiązuje narracja pod tytułem robi zbiórkę to i zarabiać musi. Wczoraj na FB na znalazłem wpis jednego z lemingów który napisał, że choćby Owsiak brał 50% pieniędzy z orkiestry to mu się należy bo robi dobrą robotę. Po tym wpisie byłem w szoku totalnym aż dziś rano znalazłem lepszy mówiący kto nigdy niczego nie zdefraudował (choćby złotówki) niech pierwszy rzuci kamieniem.
No więc rzucam.
Wpisy "obrońców" jasno pokazują w jak fatalnej kondycji moralnej jest spora cześć narodu.
P.S.
Cześć rewelacji Matki Kurki znajdziecie choćby w tym wpisie:
http://kontrowersje.net/jerzy_o_dzia_a_na_szkod_wo_p_pompuje_rekord_a_miliony_przelewa_do_firm_prywatnych . Oceńcie sami.
środa, 30 grudnia 2015
Ukraina cz. III
Na kolejną część ukraińskiej opowieści trzeba było czekać kilka miesięcy. Po pierwsze dlatego by emocje rozbuchane go granic wytrzymałości trochę już opadły, po drugie trzeba było poczekać by cała masa propagandowych informacji okazała się tylko... propagandą.
Ostatnią część zakończyłem ucieczką prezydenta.
To czy nowy rządzący przejął ją legalnie czy nie to już pozostawiam prawnikom. W gruncie rzeczy nie ma to większego znaczenia.
Przewrót kosztował Ukrainę około stu zabitych. Wydawać by się mogło, że nowe władze będą dążyły do uspokojenia sytuacji i próby budowy podstaw normalności na Ukrainie. Jednak nic z tych rzeczy. W rewolucyjnym szale szły dalej.
23 lutego marszałek werchownej rady Ołeksandr Turczynow został wybrany p. o. prezydenta, regionałowie (co zrozumiałe) opuści byłego już prezydenta Janukowycza. W tym momencie trzeba było szukać porozumienia za wszelką cenę,by nie eskalować dalej konfliktu.
Tymczasem co robi nowa władza? Pierwszego dnia urzędowania kasuje ustawę językową http://www.kresy.pl/wydarzenia,polityka?zobacz/ukrainski-parlament-skasowal-ustawe-jezykowa . Jakim durniem trzeba być by zrobić coś takiego? Można opowiadać sobie bajki o jedności, o jednej wielkiej Ukrainie ale fakt jest taki, że czy to się komuś podoba czy nie to państwo jest wielonarodowe. Prawie połowa ludności na co dzień posługuje się językiem rosyjskim a nowa władza, która sama ledwo się trzyma pierwszego dnia prawie połowie ludności kraju mówi jesteście gorsi. Nie chcemy was. W efekcie tego posunięcia jeszcze tego samego dnia od Odessy po Donieck przetoczyły się prorosyjskie demonstrację.
24 lutego 2014 Krym praktycznie oficjalnie mówił już o secesji http://www.kresy.pl/wydarzenia,polityka?zobacz/szef-sewastopolskiej-milicji-nie-bede-wypelniac-rozkazow-kijowa
W tym miejscu warto zatrzymać się na chwilę. Jeszcze w zeszłym roku nie warto było dyskutować na temat Krymu bo każda taka próba kończyła się oskarżeniem o rosyjską agenturalność.
Trzeba sobie jasno powiedzieć Ukraina tak jak Białoruś czy Litwa jest jeśli chodzi o granice jest państwem sztucznym. O tym jak będą przebiegać decydowało kilku twardogłowych w Moskwie i tyle. Nie jest to żaden zarzut czy próba wyśmiewania się, takie są fakty. My Polacy mamy zresztą podobnie, to czy na przykład Lwów byłby polski a powiedzmy Białystok radziecki w połowie lat czterdziestych zależało od kaprysu kilku potężnych panów.
Ze spadkiem po ZSRR w postaci sztucznie wyznaczonych granic Ukraina powinna sobie poradzić przez dwie dekady niezależności. Nie zrobiła tego a nowa "patriotyczna" władza postanowiła dolać jeszcze oliwy do ognia.
Krym został dołączony do Ukrainy w 1954 roku by łatwiej było nim administrować. W gruncie rzeczy nie miało to znaczenia bo upadku ZSRR przecież nie przewidywano.
Dlatego bardzo bolało mnie, że zamiast chłodnej oceny wydarzeń na Krymie mieliśmy rozhisteryzowane wiadomości rodem z jakiegoś prowincjonalnego bazaru a nie z poważnych redakcji.
O ile stronę Ukraińską w pełni rozumiem bo przyłączony w 1954 roku czy to się komuś podoba lub nie Krym był częścią ich państwa i nikt na świecie, absolutnie żadne państwo nie zgodziłoby się tak po prostu na próbę oderwania części terytorium. Histeria propagandowa też jest zrozumiała. Jakoś musieli spróbować ukryć chaos nastały w kraju.
Nie rozumiem zupełnie natomiast reakcji strony polskiej. Zarówno rządu,opozycji jak i większości dziennikarzy. Najpierw hurtem poparto majdan, nie potrafiąc przewidzieć chaosu jaki nastąpi. Wszelkie zgłoszenia obecności banderowców były albo przemilczane albo bagatelizowane. W sprawie Krymu zapanowała taka histeria jakby to przynajmniej pół Polski Putin zabierał. Znów jakakolwiek dyskusja była ucinana a łatka ruskiego agenta była przypinana każdemu kto miał odmienne zdanie. Poza tym powiedzmy sobie szczerze Polska jeśli chodzi o Krym ostatni raz interesy robiła tam kilkaset lat temu.
Zanim napiszę kolejne zdania zaznaczam: żadnym rosyjskim agentem nie jestem. Tak mam znajomych Rosjan tak jak i znajomych Ukraińców. Nie opowiadam się po żadnej ze stron konfliktu. Po prostu analizuję sytuację.
Jeśli chodzi o Krym strona Rosyjska rozegrała sprawę półwyspu po mistrzowsku. Rosja pokazała, że pod pewnymi względami jest w pełni normalnym państwem przygotowanym na wszystko. Nadarzyła się okazja więc Rosja skorzystała. Tak powinny funkcjonować państwa.
Wyobraźmy sobie taką hipotetyczną sytuację. W wyniku splotu nieoczekiwanych wcześniej zdarzeń Wileńszczyzna jutro może powrócić do Polski (sytuacja czysto teoretyczna, nie wzywam do rozbioru Litwy). Co się dzieje? Nic! Bo Polska byłaby na taki scenariusz kompletnie nieprzygotowana. Na tym polega różnica. Normalne państwo powinni planować nie co zrobi jutro ale co zrobi za pięćdziesiąt lat nawet jeśli 99% tych planów pójdzie do kosza. Tego nie robi Polska a robi to między innymi Rosja co zamiast ze zrozumieniem spotyka się z oburzeniem.
Wróćmy jednak na Krym.
To Ukraińcy sami rozpętali chaos majdanowy. Naprawdę chyba najbardziej naiwni mogli podejrzewać, że ich wschodni sąsiad z tego nie skorzysta. To, że do majdanu w Kijowie rosyjskie służby dorzuciły swoje pięć groszy jest więcej jak pewne. To, że po kolejnym prezencie ze strony władz Ukrainy w postaci skasowania ustawy językowej Kreml inspirował prorosyjskie demonstracje również jest pewne. Jednak o czym zapominają polskie media gdyby nie to, że żyją tam miliony rosyjskojęzycznych ludzi, gdyby nie to, że nie kochają władzy w Kijowie żadna siła nie byłaby w stanie wyprowadzić ich na ulicę. Taka jest prawda zaklinanie rzeczywistości nic nie da. Było to sondowanie przez Rosję A nastrojów, B rzeczywistego zakresu władzy włodarzy z Kijowa. Sonda zapewne bardzo ich zadowoliła. Poszła więc dalej wprowadzając pod koniec lutego chaos na Krymie i sprawdzając możliwość oderwania regionu.
Kilka przykładów: http://www.kresy.pl/wydarzenia,polityka?zobacz/krym-zajeto-parlament-i-rzad-wywieszono-rosyjskie-flagi
http://www.kresy.pl/wydarzenia,spoleczenstwo?zobacz/uzbrojeni-ludzie-drogi-na-krym-video
http://www.kresy.pl/wydarzenia,bezpieczenstwo-i-obrona?zobacz/flota-czarnomorska-zablokowala-lotnisko-w-sewastopolu-uzbrojeni-ludzie-zajeli-lotnisko-w-symferopolu
Odpowiedzią władz z Kijowa były niczym nie poparte groźby co znów tylko utwierdziło Rosjan by pójść krok dalej. Do 28 lutego wojska rosyjskie w zasadzie bez jednego wystrzału zajęły Krym.
Wkrótce przeprowadzono referendum i oficjalnie przyłączono Krym do Rosji. I tyle koniec historii. Krym jest rosyjski. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Trzeba tylko uczciwie przyznać, że wbrew propagandzie płynącej z Kijowa Krym zawsze był mocno separatystyczny, już w 1991 roku podjął nieudaną próbę oderwania się od Ukrainy. Krym w większości zamieszkany jest przez Rosjan a największa proukraińską grupą są...Tatarzy.
Tutaj pytanie do strony polskiej. Dlaczego mielibyśmy umierać za Krym skoro nie chcieli zrobić tego sami Ukraińcy.
Na koniec smutna refleksja. Prawie dwa lata temu straciłem kilku znajomych z Ukrainy, którzy ogłosili mnie ruskim agentem lub po prostu głupcem. Co takiego zrobiłem? Otóż po pierwsze uparcie twierdziłem, że Ukrainy nikt do UE nie przyjmie bo po pierwsze nikt jej tak naprawdę tak nie chce po drugie UE ma teraz ważniejsze problemy niż jakaś tam Ukraina.
Dalej. Wbrew moim znajomym z Podola twierdziłem, że USA nie wypowie wojny Rosji ani nie wprowadzi swoich wojsk na Krym. Że nikt absolutnie nikt poza deklaracjami nie zaryzykuje swoich interesów w imię Sewastopola. Dziś prawie dwa lata po tych wydarzeniach okazuje się, że ja jak i reszta agenturalnych oszołomów miała rację...
Ostatnią część zakończyłem ucieczką prezydenta.
To czy nowy rządzący przejął ją legalnie czy nie to już pozostawiam prawnikom. W gruncie rzeczy nie ma to większego znaczenia.
Przewrót kosztował Ukrainę około stu zabitych. Wydawać by się mogło, że nowe władze będą dążyły do uspokojenia sytuacji i próby budowy podstaw normalności na Ukrainie. Jednak nic z tych rzeczy. W rewolucyjnym szale szły dalej.
23 lutego marszałek werchownej rady Ołeksandr Turczynow został wybrany p. o. prezydenta, regionałowie (co zrozumiałe) opuści byłego już prezydenta Janukowycza. W tym momencie trzeba było szukać porozumienia za wszelką cenę,by nie eskalować dalej konfliktu.
Tymczasem co robi nowa władza? Pierwszego dnia urzędowania kasuje ustawę językową http://www.kresy.pl/wydarzenia,polityka?zobacz/ukrainski-parlament-skasowal-ustawe-jezykowa . Jakim durniem trzeba być by zrobić coś takiego? Można opowiadać sobie bajki o jedności, o jednej wielkiej Ukrainie ale fakt jest taki, że czy to się komuś podoba czy nie to państwo jest wielonarodowe. Prawie połowa ludności na co dzień posługuje się językiem rosyjskim a nowa władza, która sama ledwo się trzyma pierwszego dnia prawie połowie ludności kraju mówi jesteście gorsi. Nie chcemy was. W efekcie tego posunięcia jeszcze tego samego dnia od Odessy po Donieck przetoczyły się prorosyjskie demonstrację.
24 lutego 2014 Krym praktycznie oficjalnie mówił już o secesji http://www.kresy.pl/wydarzenia,polityka?zobacz/szef-sewastopolskiej-milicji-nie-bede-wypelniac-rozkazow-kijowa
W tym miejscu warto zatrzymać się na chwilę. Jeszcze w zeszłym roku nie warto było dyskutować na temat Krymu bo każda taka próba kończyła się oskarżeniem o rosyjską agenturalność.
Trzeba sobie jasno powiedzieć Ukraina tak jak Białoruś czy Litwa jest jeśli chodzi o granice jest państwem sztucznym. O tym jak będą przebiegać decydowało kilku twardogłowych w Moskwie i tyle. Nie jest to żaden zarzut czy próba wyśmiewania się, takie są fakty. My Polacy mamy zresztą podobnie, to czy na przykład Lwów byłby polski a powiedzmy Białystok radziecki w połowie lat czterdziestych zależało od kaprysu kilku potężnych panów.
Ze spadkiem po ZSRR w postaci sztucznie wyznaczonych granic Ukraina powinna sobie poradzić przez dwie dekady niezależności. Nie zrobiła tego a nowa "patriotyczna" władza postanowiła dolać jeszcze oliwy do ognia.
Krym został dołączony do Ukrainy w 1954 roku by łatwiej było nim administrować. W gruncie rzeczy nie miało to znaczenia bo upadku ZSRR przecież nie przewidywano.
Dlatego bardzo bolało mnie, że zamiast chłodnej oceny wydarzeń na Krymie mieliśmy rozhisteryzowane wiadomości rodem z jakiegoś prowincjonalnego bazaru a nie z poważnych redakcji.
O ile stronę Ukraińską w pełni rozumiem bo przyłączony w 1954 roku czy to się komuś podoba lub nie Krym był częścią ich państwa i nikt na świecie, absolutnie żadne państwo nie zgodziłoby się tak po prostu na próbę oderwania części terytorium. Histeria propagandowa też jest zrozumiała. Jakoś musieli spróbować ukryć chaos nastały w kraju.
Nie rozumiem zupełnie natomiast reakcji strony polskiej. Zarówno rządu,opozycji jak i większości dziennikarzy. Najpierw hurtem poparto majdan, nie potrafiąc przewidzieć chaosu jaki nastąpi. Wszelkie zgłoszenia obecności banderowców były albo przemilczane albo bagatelizowane. W sprawie Krymu zapanowała taka histeria jakby to przynajmniej pół Polski Putin zabierał. Znów jakakolwiek dyskusja była ucinana a łatka ruskiego agenta była przypinana każdemu kto miał odmienne zdanie. Poza tym powiedzmy sobie szczerze Polska jeśli chodzi o Krym ostatni raz interesy robiła tam kilkaset lat temu.
Zanim napiszę kolejne zdania zaznaczam: żadnym rosyjskim agentem nie jestem. Tak mam znajomych Rosjan tak jak i znajomych Ukraińców. Nie opowiadam się po żadnej ze stron konfliktu. Po prostu analizuję sytuację.
Jeśli chodzi o Krym strona Rosyjska rozegrała sprawę półwyspu po mistrzowsku. Rosja pokazała, że pod pewnymi względami jest w pełni normalnym państwem przygotowanym na wszystko. Nadarzyła się okazja więc Rosja skorzystała. Tak powinny funkcjonować państwa.
Wyobraźmy sobie taką hipotetyczną sytuację. W wyniku splotu nieoczekiwanych wcześniej zdarzeń Wileńszczyzna jutro może powrócić do Polski (sytuacja czysto teoretyczna, nie wzywam do rozbioru Litwy). Co się dzieje? Nic! Bo Polska byłaby na taki scenariusz kompletnie nieprzygotowana. Na tym polega różnica. Normalne państwo powinni planować nie co zrobi jutro ale co zrobi za pięćdziesiąt lat nawet jeśli 99% tych planów pójdzie do kosza. Tego nie robi Polska a robi to między innymi Rosja co zamiast ze zrozumieniem spotyka się z oburzeniem.
Wróćmy jednak na Krym.
To Ukraińcy sami rozpętali chaos majdanowy. Naprawdę chyba najbardziej naiwni mogli podejrzewać, że ich wschodni sąsiad z tego nie skorzysta. To, że do majdanu w Kijowie rosyjskie służby dorzuciły swoje pięć groszy jest więcej jak pewne. To, że po kolejnym prezencie ze strony władz Ukrainy w postaci skasowania ustawy językowej Kreml inspirował prorosyjskie demonstracje również jest pewne. Jednak o czym zapominają polskie media gdyby nie to, że żyją tam miliony rosyjskojęzycznych ludzi, gdyby nie to, że nie kochają władzy w Kijowie żadna siła nie byłaby w stanie wyprowadzić ich na ulicę. Taka jest prawda zaklinanie rzeczywistości nic nie da. Było to sondowanie przez Rosję A nastrojów, B rzeczywistego zakresu władzy włodarzy z Kijowa. Sonda zapewne bardzo ich zadowoliła. Poszła więc dalej wprowadzając pod koniec lutego chaos na Krymie i sprawdzając możliwość oderwania regionu.
Kilka przykładów: http://www.kresy.pl/wydarzenia,polityka?zobacz/krym-zajeto-parlament-i-rzad-wywieszono-rosyjskie-flagi
http://www.kresy.pl/wydarzenia,spoleczenstwo?zobacz/uzbrojeni-ludzie-drogi-na-krym-video
http://www.kresy.pl/wydarzenia,bezpieczenstwo-i-obrona?zobacz/flota-czarnomorska-zablokowala-lotnisko-w-sewastopolu-uzbrojeni-ludzie-zajeli-lotnisko-w-symferopolu
Odpowiedzią władz z Kijowa były niczym nie poparte groźby co znów tylko utwierdziło Rosjan by pójść krok dalej. Do 28 lutego wojska rosyjskie w zasadzie bez jednego wystrzału zajęły Krym.
Wkrótce przeprowadzono referendum i oficjalnie przyłączono Krym do Rosji. I tyle koniec historii. Krym jest rosyjski. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Trzeba tylko uczciwie przyznać, że wbrew propagandzie płynącej z Kijowa Krym zawsze był mocno separatystyczny, już w 1991 roku podjął nieudaną próbę oderwania się od Ukrainy. Krym w większości zamieszkany jest przez Rosjan a największa proukraińską grupą są...Tatarzy.
Tutaj pytanie do strony polskiej. Dlaczego mielibyśmy umierać za Krym skoro nie chcieli zrobić tego sami Ukraińcy.
Na koniec smutna refleksja. Prawie dwa lata temu straciłem kilku znajomych z Ukrainy, którzy ogłosili mnie ruskim agentem lub po prostu głupcem. Co takiego zrobiłem? Otóż po pierwsze uparcie twierdziłem, że Ukrainy nikt do UE nie przyjmie bo po pierwsze nikt jej tak naprawdę tak nie chce po drugie UE ma teraz ważniejsze problemy niż jakaś tam Ukraina.
Dalej. Wbrew moim znajomym z Podola twierdziłem, że USA nie wypowie wojny Rosji ani nie wprowadzi swoich wojsk na Krym. Że nikt absolutnie nikt poza deklaracjami nie zaryzykuje swoich interesów w imię Sewastopola. Dziś prawie dwa lata po tych wydarzeniach okazuje się, że ja jak i reszta agenturalnych oszołomów miała rację...
piątek, 25 grudnia 2015
Bóg się rodzi
Życząc wszystkim czytelnikom tego bloga wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku wklejam drobną ciekawostkę.
Ta "kartka świąteczna" poniżej to strona tytułowa wydawanego w Londynie Dziennika Polskiego z wigilii 1940 roku.
Ta "kartka świąteczna" poniżej to strona tytułowa wydawanego w Londynie Dziennika Polskiego z wigilii 1940 roku.
poniedziałek, 16 listopada 2015
Trochę statystyki.
Do tej pory blog odwiedziło 2316 osób.
Największą popularnością cieszą się posty powyborcze choć tu statystyka może być zachwiana bo na tym blogu by przeczytać post w całości nie trzeba w niego klikać.
Blog odwiedzały osoby przebywające nawet w Japonii czy na Republice Chińskiej na Tajwanie.
Najczęściej odwiedzali go jednak ludzie z:
Polski 1240
Stanów Zjednoczonych 287 (choć w tym wypadku kilkadziesiąt odwiedzin to program szpiegujący)
Wielkiej Brytanii 277
Rosji 128 (znów przynajmniej kilkanaście odwiedzin to "szpiedzy")
Francji 85
Niemiec 65
Ukrainy 49
Litwy 23
Irlandii 19
Turcji 18
Wszystkim odwiedzającym oraz garstce czytających regularnie serdecznie dziękuję.
Największą popularnością cieszą się posty powyborcze choć tu statystyka może być zachwiana bo na tym blogu by przeczytać post w całości nie trzeba w niego klikać.
Blog odwiedzały osoby przebywające nawet w Japonii czy na Republice Chińskiej na Tajwanie.
Najczęściej odwiedzali go jednak ludzie z:
Polski 1240
Stanów Zjednoczonych 287 (choć w tym wypadku kilkadziesiąt odwiedzin to program szpiegujący)
Wielkiej Brytanii 277
Rosji 128 (znów przynajmniej kilkanaście odwiedzin to "szpiedzy")
Francji 85
Niemiec 65
Ukrainy 49
Litwy 23
Irlandii 19
Turcji 18
Wszystkim odwiedzającym oraz garstce czytających regularnie serdecznie dziękuję.
poniedziałek, 9 listopada 2015
Upadek człowieka uczciwego.
Dziś artykuł z zeszłorocznego Wprost o Romanie Giertychu. Trudno mi uwierzyć, że za osobą, która tak zaprzedała się mamonie (chyba) kiedyś poszedłbym wszędzie.
sobota, 31 października 2015
Blog i służby specjalne
Dziś krótko o służbach specjalnych. Konkretnie o szpiegowaniu przez nie naszej aktywności w sieci.
Mniej więcej kilkanaście ostatnich postów (wcześniej nie zwracałem na to uwagi) zostało przeczytane przez mojego "fana" z USA. Początkowo myślałem, że mam realnego czytelnika z USA. Po pewnym czasie jednak zacząłem sprawdzać jak szybko osoba ta"czyta" moje posty po publikacji. Było to zawsze od kilku sekund do najdalej kilku minut. Nikt nie monitoruje czyjegoś bloga przez 24 godziny doszedłem więc do wniosku, że moje posty "czyta" program szpiegujący z USA działający na rzecz tamtejszych służb.
Wiemy przecież, że tamtejsze służby czytają przynajmniej część maili swoich obywateli dlaczego nie mieliby więc sprawdzać mojego bloga. Pytanie tylko na ile legalne jest szpiegowanie działalności kogoś kto nie publikuje z terytorium USA?
Oczywiści USA nie jest jedynym krajem szpiegującym. Nie zapominajmy o Rosji. Rosja jednak ma wyraźnie lepszych informatyków. Nie czyta wszystkiego na ślepo. By zasłużyć sobie na "odwiedziny" ich programu trzeba poruszać konkretną tematykę czy ściślej mówiąc używać odpowiednich słów kluczy. Mój post o historii filmu na przykład był zignorowany przez stronę rosyjską ale już posty dotyczące kresów czy sytuacji na Ukrainie już nie.
Pozdrawiam serdecznie.
Pamiętajcie Wielki Brat czuwa.
Mniej więcej kilkanaście ostatnich postów (wcześniej nie zwracałem na to uwagi) zostało przeczytane przez mojego "fana" z USA. Początkowo myślałem, że mam realnego czytelnika z USA. Po pewnym czasie jednak zacząłem sprawdzać jak szybko osoba ta"czyta" moje posty po publikacji. Było to zawsze od kilku sekund do najdalej kilku minut. Nikt nie monitoruje czyjegoś bloga przez 24 godziny doszedłem więc do wniosku, że moje posty "czyta" program szpiegujący z USA działający na rzecz tamtejszych służb.
Wiemy przecież, że tamtejsze służby czytają przynajmniej część maili swoich obywateli dlaczego nie mieliby więc sprawdzać mojego bloga. Pytanie tylko na ile legalne jest szpiegowanie działalności kogoś kto nie publikuje z terytorium USA?
Oczywiści USA nie jest jedynym krajem szpiegującym. Nie zapominajmy o Rosji. Rosja jednak ma wyraźnie lepszych informatyków. Nie czyta wszystkiego na ślepo. By zasłużyć sobie na "odwiedziny" ich programu trzeba poruszać konkretną tematykę czy ściślej mówiąc używać odpowiednich słów kluczy. Mój post o historii filmu na przykład był zignorowany przez stronę rosyjską ale już posty dotyczące kresów czy sytuacji na Ukrainie już nie.
Pozdrawiam serdecznie.
Pamiętajcie Wielki Brat czuwa.
wtorek, 27 października 2015
Wybory parlamentarne 2015
25 października odbyły się wybory parlamentarne. Dla mnie osobiście wybory pełne nadziei. Nie ukrywam, że czekam na światełko w tunelu pozwalające na powrót do kraju. Czekałem na wpuszczenie do parlamentu świeżej krwi i odsunięcie wreszcie od władzy znienawidzonej PO.
Na początek frekwencja. Wyniosła ponad 51% czyli o około dwa procent więcej niż przed 4 laty. Znów pół kraju pokazało, że ma los ojczyzny w poważaniu.
Tak wiem nie było na kogo głosować. Nasłuchałem się tego od tak zwanych przeciętnych wyborców i tym razem. Tylko skoro nie było na kogo głosować jakim cudem znalazłem bez problemu kilka osób zasługujących na mój głos. Miałem problem bo z tego grona mogłem wybrać tylko jedną.
Pytanie więc ile taki przeciętny wyborca poświęcił czasu na zapoznanie się z komitetami i kandydatami?
Tak wiem nie było czasu bo akurat puszczali "Taniec z gwiazdami".
Podsumowanie:
KWW Obywatele do parlamentu - 0,01%
KWW Ruch społeczny Rzeczpospolitej Polskiej - 0,03%
Samoobrona - 0,03%
KNP - 0,03%
KWW Grzegorza Brauna "Szczęść Boże" - 0,09
KWW JOW bezpartyjni - 0.1%
KWW Zjednoczeni dla Śląska - 0,12%
KWW Mniejszość Niemiecka - 0,18%
KWW Zbigniewa Stonogi - 0,28%
9 list które łącznie uzyskały 0,8%. Nie mnie oceniać jaki jest sens wystawiać listy na przykład w trzech okręgach. Połowę z tych 0,8% uzyskały komitety prawicowe. 0,4% to wynik symboliczny jednak w kontekście wyników wyborczych nawet tak słaby rezultat mógłby pomóc pozostałym komitetom prawicowym. W obecnej sytuacji głosy te poszły całkowicie w błoto.
Partia Razem -3,62% - czerwone skurwysyny, dalszy komentarz zbędny.
KORWiN - 4,76% Kolejny wielki sukces JKM a zarazem najdotkliwsza porażka. KORWiN jest pierwszym przegranym. Poglądów JKM czy Wiplera nie ma co komentować. Są powszechnie znane. Pozostaje wielkie rozgoryczenie, że się nie udało a zabrakło tak niewiele.
Komentując wynik nie mogę nie zahaczyć o nasze kochane media.
Podczas wieczoru wyborczego dziennikarzyna Piotr Kraśko zaczął pytać gdzie leżą przyczyny porażki JKM bo wynik jest znacznie gorszy niż podczas wyborów do parlamentu europejskiego. Nie był to pierwszy raz gdy nasi dziennikarze zachowywali się jak totalni analfabeci. Otóż nigdy partia reprezentowana przez JKM nie uzyskała tak wysokiego wyniku jak teraz. Dotychczasowym rekordem było 440 tysięcy głosów na UPR w 1993 roku co dało 3,2%. Podczas wyborów do parlamentu europejskiego KNP reprezentowane przez JKM uzyskało już 505 tysięcy co przy bardzo słabej frekwencji przełożyło się na 7,15%. Na obecne 4,76% złożyło się aż 723 tysiące glosujących. O żadnym odwrocie w przypadku pozyskania 200 tysięcy nowych wyborców nie ma więc mowy. Panie Kraśko słyszał pan kiedyś o takim wynalazku jak frekwencja?
Pytanie co dalej z formacją JKM. Złośliwe głosy, że to formacja gimnazjalistów można między bajki włożyć. Elektorat stale rośnie. Jednak czy uda się go utrzymać. W przyszłym roku nie będzie wyborów. Lider jest coraz starszy a przynajmniej część sympatyków ma obecnie gdzie odpłynąć.
PSL - 5,13% Gdyby ktoś jeszcze nie wiedział to PSL to właśnie ta partia, która zeszmaciła doszczętnie wielką historię ruchu ludowego. Partia bez elektoratu na którą głosują jej klienci to jest ludzie, którzy poobsadzali wszelkie agencje i urzędy rolne oraz ich rodziny. Miejmy nadzieję, że będzie to już ich ostatnia kadencja. Witos w grobie się przewraca.
Zjednoczona Lewica - 7,55% Bardzo dobra wiadomość. Jako, że ZL to koalicja nie przekroczyła 8% progu wyborczego. Ogromne rozczarowanie w ich obozie pokazujące jak dalece oderwani są od rzeczywistości. Ich elektorat gasł od kilku lat bo to ludzie w większości starsi z sentymentem do PRLu. Natomiast nowych pozyskiwali mało bo niewielu Polaków obchodzi pieprzenie o gender, feminizmie i wyrównywaniu szans nie wiadomo czego.
Nowoczesna.pl - 7,60% Twór odpadów z PO i dawnej UW. Niesamowicie pompowany medialnie. Efekt - prawie 8% naiwniaków przy urnach.
Kukiz15 - 8,81% ponad milion trzysta tysięcy głosów. Mówiąc szczerze nie wiem co o tym myśleć. To, że Paweł Kukiz jest uczciwym człowiekiem nie ulega dla mnie żadnej wątpliwości. Pytanie brzmi czy nadaje się on na rasowego polityka. Pamiętajmy jak często zmienia zdanie na wszelakie tematy. Kolejną rzeczą jest jego ruch. Wprowadza ponad 40 posłów ale nie oszukujmy się jest to troszkę zbieranina.
Sam mimo, że na liście warszawskiej widziałem kilka nazwisk bardzo porządnych ludzi nie zdecydowałem się głosować na tę listę by nie wprowadzić do sejmu na przykład Liroya.
Jak się okazało moje obawy były słuszne. Liroy został posłem.
Tyle o obawach i minusach dotyczących ruchu Kukiz15.
Czas na plusy.
Z jego list starowały bliskie memu sercu osoby z KNP, UPR i RN.
I tak serdecznie gratuluję zdobycia mandatu poselskiego:
Jackowi Wilkowi z KNP
Adamowi Andruszkiewiczowi z RN/MW
Sylwestrowi Chruszczowi z RN
Tomaszowi Rzymkowskiemu z RN
Robertowi Winnickiemu prezesowi RN
Bartoszowi Jóźwiakowi prezesowi UPR
Markowi Jakubiakowi prezesowi Ciechana
Ta siódemka plus pewnie kilku posłów z PiS to reprezentacja prawicy w nowym sejmie. Mało ale jeśli przyjmiemy, że to początek budowania poważnej formacji prawicowej musi wystarczyć. Panowie swą pracą musicie sprawić by za 4 lata takich jak wy było znacznie więcej.
PO - 24,09% Niby ponieśli porażkę. Ja jednak wciąż nie mogę uwierzyć, że w Polsce jest aż tylu idiotów, którzy po 8 latach kompromitacji wciąż chcą na nich głosować. Efekt straszenia PiSem wciąż na wielu działa.
PiS - 37,58% Mają swoje wymarzone samodzielne rządy. Trochę mi ich szkoda. Mają słabego lidera ,który w oczach lemingów jest co najmniej Łukaszenką. Mają mocno socjalny program a w mediach uchodzą za prawicę. Są prounijni a nazywa się ich sceptykami. Często ich bronię bo nie mogę znieść sytuacji gdy po 8 latach rządów platformy lemingi reagują ze strachem bo przyjdzie zły Kaczor i zje nasze dzieci. Powiedzmy sobie szczerze większość zarzutów wobec PiS to jakieś bzdury na żenującym poziomie.
PiS jest mniejszym złem tylko dlatego, że jego rządy to 4 lata marazmu. Zamiast rozwoju gospodarki mamy jakieś obietnice 500 zł na dziecko i inne tego typu kwiatki. PiS jest oczywiście lepszy niż PO jednak do dobrej dynamicznej formacji dużo mu brakuje.
P.S.
Patrząc na wyniki wyborów nie mogę nadziwić się pędowi ku samobójstwu Polaków. O ile duże ośrodki głosowały w miarę poprawnie o tyle tak zwana Polska powiatowa, która jest przecież w znacznie gorszym położeniu robiła wszystko by mieć jak najgorszą przyszłość.
Przykłady?
Proszę bardzo. Hajnówka i 20%! oddanych na ZL.
Powiat Rawicki, którego pochodzę. PO 28%, PSL 10%, ZL 9%.
Jest źle ale chcemy by było jeszcze gorzej?
P.S.II
Zagranica.
Zagranica po raz kolejny zagłosowała inaczej niż kraj. Nie wiem czy jest to efekt osłabionego działania polskich mediów czy stykanie się na co dzień z innym nie postkomunistycznym otoczeniem.
Wyniki zagranica:
PiS - 33,61%
PO - 18,5%
Kukiz15 - 15,3%
KORWiN - 12,5%
Nowoczesna.pl - 9,2%
Razem - 5,6%
Pozostali poniżej progu.
Wyniki UK:
Kukiz15 - 24%
PiS - 22,8%
KORWiN - 20%
PO - 14,9%
Nowoczesna.pl - 7,9%
Razem - 5,3%
Reszta poniżej progu.
Na początek frekwencja. Wyniosła ponad 51% czyli o około dwa procent więcej niż przed 4 laty. Znów pół kraju pokazało, że ma los ojczyzny w poważaniu.
Tak wiem nie było na kogo głosować. Nasłuchałem się tego od tak zwanych przeciętnych wyborców i tym razem. Tylko skoro nie było na kogo głosować jakim cudem znalazłem bez problemu kilka osób zasługujących na mój głos. Miałem problem bo z tego grona mogłem wybrać tylko jedną.
Pytanie więc ile taki przeciętny wyborca poświęcił czasu na zapoznanie się z komitetami i kandydatami?
Tak wiem nie było czasu bo akurat puszczali "Taniec z gwiazdami".
Podsumowanie:
KWW Obywatele do parlamentu - 0,01%
KWW Ruch społeczny Rzeczpospolitej Polskiej - 0,03%
Samoobrona - 0,03%
KNP - 0,03%
KWW Grzegorza Brauna "Szczęść Boże" - 0,09
KWW JOW bezpartyjni - 0.1%
KWW Zjednoczeni dla Śląska - 0,12%
KWW Mniejszość Niemiecka - 0,18%
KWW Zbigniewa Stonogi - 0,28%
9 list które łącznie uzyskały 0,8%. Nie mnie oceniać jaki jest sens wystawiać listy na przykład w trzech okręgach. Połowę z tych 0,8% uzyskały komitety prawicowe. 0,4% to wynik symboliczny jednak w kontekście wyników wyborczych nawet tak słaby rezultat mógłby pomóc pozostałym komitetom prawicowym. W obecnej sytuacji głosy te poszły całkowicie w błoto.
Partia Razem -3,62% - czerwone skurwysyny, dalszy komentarz zbędny.
KORWiN - 4,76% Kolejny wielki sukces JKM a zarazem najdotkliwsza porażka. KORWiN jest pierwszym przegranym. Poglądów JKM czy Wiplera nie ma co komentować. Są powszechnie znane. Pozostaje wielkie rozgoryczenie, że się nie udało a zabrakło tak niewiele.
Komentując wynik nie mogę nie zahaczyć o nasze kochane media.
Podczas wieczoru wyborczego dziennikarzyna Piotr Kraśko zaczął pytać gdzie leżą przyczyny porażki JKM bo wynik jest znacznie gorszy niż podczas wyborów do parlamentu europejskiego. Nie był to pierwszy raz gdy nasi dziennikarze zachowywali się jak totalni analfabeci. Otóż nigdy partia reprezentowana przez JKM nie uzyskała tak wysokiego wyniku jak teraz. Dotychczasowym rekordem było 440 tysięcy głosów na UPR w 1993 roku co dało 3,2%. Podczas wyborów do parlamentu europejskiego KNP reprezentowane przez JKM uzyskało już 505 tysięcy co przy bardzo słabej frekwencji przełożyło się na 7,15%. Na obecne 4,76% złożyło się aż 723 tysiące glosujących. O żadnym odwrocie w przypadku pozyskania 200 tysięcy nowych wyborców nie ma więc mowy. Panie Kraśko słyszał pan kiedyś o takim wynalazku jak frekwencja?
Pytanie co dalej z formacją JKM. Złośliwe głosy, że to formacja gimnazjalistów można między bajki włożyć. Elektorat stale rośnie. Jednak czy uda się go utrzymać. W przyszłym roku nie będzie wyborów. Lider jest coraz starszy a przynajmniej część sympatyków ma obecnie gdzie odpłynąć.
PSL - 5,13% Gdyby ktoś jeszcze nie wiedział to PSL to właśnie ta partia, która zeszmaciła doszczętnie wielką historię ruchu ludowego. Partia bez elektoratu na którą głosują jej klienci to jest ludzie, którzy poobsadzali wszelkie agencje i urzędy rolne oraz ich rodziny. Miejmy nadzieję, że będzie to już ich ostatnia kadencja. Witos w grobie się przewraca.
Zjednoczona Lewica - 7,55% Bardzo dobra wiadomość. Jako, że ZL to koalicja nie przekroczyła 8% progu wyborczego. Ogromne rozczarowanie w ich obozie pokazujące jak dalece oderwani są od rzeczywistości. Ich elektorat gasł od kilku lat bo to ludzie w większości starsi z sentymentem do PRLu. Natomiast nowych pozyskiwali mało bo niewielu Polaków obchodzi pieprzenie o gender, feminizmie i wyrównywaniu szans nie wiadomo czego.
Nowoczesna.pl - 7,60% Twór odpadów z PO i dawnej UW. Niesamowicie pompowany medialnie. Efekt - prawie 8% naiwniaków przy urnach.
Kukiz15 - 8,81% ponad milion trzysta tysięcy głosów. Mówiąc szczerze nie wiem co o tym myśleć. To, że Paweł Kukiz jest uczciwym człowiekiem nie ulega dla mnie żadnej wątpliwości. Pytanie brzmi czy nadaje się on na rasowego polityka. Pamiętajmy jak często zmienia zdanie na wszelakie tematy. Kolejną rzeczą jest jego ruch. Wprowadza ponad 40 posłów ale nie oszukujmy się jest to troszkę zbieranina.
Sam mimo, że na liście warszawskiej widziałem kilka nazwisk bardzo porządnych ludzi nie zdecydowałem się głosować na tę listę by nie wprowadzić do sejmu na przykład Liroya.
Jak się okazało moje obawy były słuszne. Liroy został posłem.
Tyle o obawach i minusach dotyczących ruchu Kukiz15.
Czas na plusy.
Z jego list starowały bliskie memu sercu osoby z KNP, UPR i RN.
I tak serdecznie gratuluję zdobycia mandatu poselskiego:
Jackowi Wilkowi z KNP
Adamowi Andruszkiewiczowi z RN/MW
Sylwestrowi Chruszczowi z RN
Tomaszowi Rzymkowskiemu z RN
Robertowi Winnickiemu prezesowi RN
Bartoszowi Jóźwiakowi prezesowi UPR
Markowi Jakubiakowi prezesowi Ciechana
Ta siódemka plus pewnie kilku posłów z PiS to reprezentacja prawicy w nowym sejmie. Mało ale jeśli przyjmiemy, że to początek budowania poważnej formacji prawicowej musi wystarczyć. Panowie swą pracą musicie sprawić by za 4 lata takich jak wy było znacznie więcej.
PO - 24,09% Niby ponieśli porażkę. Ja jednak wciąż nie mogę uwierzyć, że w Polsce jest aż tylu idiotów, którzy po 8 latach kompromitacji wciąż chcą na nich głosować. Efekt straszenia PiSem wciąż na wielu działa.
PiS - 37,58% Mają swoje wymarzone samodzielne rządy. Trochę mi ich szkoda. Mają słabego lidera ,który w oczach lemingów jest co najmniej Łukaszenką. Mają mocno socjalny program a w mediach uchodzą za prawicę. Są prounijni a nazywa się ich sceptykami. Często ich bronię bo nie mogę znieść sytuacji gdy po 8 latach rządów platformy lemingi reagują ze strachem bo przyjdzie zły Kaczor i zje nasze dzieci. Powiedzmy sobie szczerze większość zarzutów wobec PiS to jakieś bzdury na żenującym poziomie.
PiS jest mniejszym złem tylko dlatego, że jego rządy to 4 lata marazmu. Zamiast rozwoju gospodarki mamy jakieś obietnice 500 zł na dziecko i inne tego typu kwiatki. PiS jest oczywiście lepszy niż PO jednak do dobrej dynamicznej formacji dużo mu brakuje.
P.S.
Patrząc na wyniki wyborów nie mogę nadziwić się pędowi ku samobójstwu Polaków. O ile duże ośrodki głosowały w miarę poprawnie o tyle tak zwana Polska powiatowa, która jest przecież w znacznie gorszym położeniu robiła wszystko by mieć jak najgorszą przyszłość.
Przykłady?
Proszę bardzo. Hajnówka i 20%! oddanych na ZL.
Powiat Rawicki, którego pochodzę. PO 28%, PSL 10%, ZL 9%.
Jest źle ale chcemy by było jeszcze gorzej?
P.S.II
Zagranica.
Zagranica po raz kolejny zagłosowała inaczej niż kraj. Nie wiem czy jest to efekt osłabionego działania polskich mediów czy stykanie się na co dzień z innym nie postkomunistycznym otoczeniem.
Wyniki zagranica:
PiS - 33,61%
PO - 18,5%
Kukiz15 - 15,3%
KORWiN - 12,5%
Nowoczesna.pl - 9,2%
Razem - 5,6%
Pozostali poniżej progu.
Wyniki UK:
Kukiz15 - 24%
PiS - 22,8%
KORWiN - 20%
PO - 14,9%
Nowoczesna.pl - 7,9%
Razem - 5,3%
Reszta poniżej progu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



