piątek, 27 maja 2022

Pamiętnik emigranta cz. III

 

Nie ma sensu pisać jak mi się powodzi. Jak wygląda życie codzienne na wyspach itp. Za dużo nas tutaj by była to jakaś sensacyjna informacja.

Dziś o emigracji z nieco innej strony.  Mówi się czasem, że podróże kształcą. Oczywiście tych którzy potrafią obserwować. W moim przypadku emigracja pozbawiła mnie złudzeń. Złudzenie pierwsze. Niepodległość Szkocji. Takie moje młodzieńcze jeszcze uniesienie i poparcie dla mieszkańców północy wyspy. Na miejscu przekonałem się, że sprawa jest bardziej złożona oraz kim rzeczywiście są szkoccy nacjonaliści i dziś nie mam złudzeń, że opuszczenie unii brytyjskiej przez Szkocję w gruncie rzeczy bardzo by jej zaszkodziło.

Nie to jest jednak głównym tematem wpisu.

Złudzenie drugie. Emigracja niepodległościowa.

Mieszkając w Polsce byłem pełen podziwu dla niej.  To nie tak, że była dla mnie czymś idealnym. Dzieckiem nie jestem. Jednak jako legalista miałem szacunek dla legalnych władz RP. Widziałem oczyma wyobraźni dramat tych ludzi.

Na miejscu okazało się, że nie wszystko jest takie super a bardzo już wiekowe towarzystwo ma naprawdę sporo za uszami.

Czytałem sporo publikacji wydawanych przez Polską Fundację Kulturalną z Londynu w latach powojennych. Ci ludzie wtedy zmagali się z trudami emigracji w nieprzychylnym środowisku ale doskonale wiedzieli, że osoby trafiały tu na wyspy różnymi dogami i nie każdy brał udział w boju pod Tobrukiem czy Monte Casino. Dziś topniejąca już grupa starszych osób uprawia kombatanctwo często w nieeleganckim stylu. Nie jest prawdą (a często to się powtarza), że nie mogli wrócić do Polski bo czekała by ich śmierć. Niektórych rzeczywiście tak ale większość władze komunistyczne pozostawiły by w spokoju. Zresztą wiele osób czy to z tęsknoty czy nie mogąc się odnaleźć na emigracji powróciło.  Spora część emigracji pochodziła z kresów. Kresy jak wiadomo znalazły się w ZSRR i Ci ludzie uznali, że zwyczajnie nie mają do czego wracać. I ja to doskonale rozumiem. Są jednak tacy, którzy zostali na wyspach ze względów ekonomicznych. Uznali po prostu, że będzie im tu lepiej niż w zrujnowanej Polsce. Sam jestem emigrantem ekonomicznym więc dlaczego miałbym tę postawę potępiać.

Po co to piszę? My nowa fala emigracji często mieliśmy dane do zrozumienia, że jesteśmy gorsi. Nie mamy karty wojennej za sobą. Tak jakby to było moją winą, że akurat mamy 80 lat pokoju. Moja redakcyjna koleżanka usłyszała od pewnej dystyngowanej pani, że prawdziwi Polacy to są właśnie przedstawiciele starej emigracji. My nie bo my jesteśmy zrusyfikowani.  No i jak skomentować taki tekst? Osobiście miałem podobne doświadczenia ale przez szacunek dla wieku milczymy.

Niestety „stara emigracja” stała się środowiskiem kabaretowym choć nie zdaje sobie z tego sprawy. Nie czepiam się. Może też taki będę. Zresztą pamiętam seniorów stronnictwa narodowego dla których lata 30te nie zakończyły się nawet w latach 90tych. Problem leży w tym, że stara emigracja stała się towarzystwem wzajemnej adoracji, która nie chciała przyjmować obcych czyli nas młodych z fali emigracji z XXI wieku.

Przebywam na wyspach od jesieni 2012 roku. Gdy tylko nieco ogarnąłem się z pracą zacząłem szukać emigranckiego życia. Projekcje filmów, pokazy, zebrania.  Nie oczekiwałem, że ktoś rozłoży przede mną czerwony dywan ale starsze towarzystwo doskonale bawiło się w swoim gronie. Tylko w swoim. Czułem się jak niewidzialny. Gdzie się podział jeden naród ponad granicami? Na spotkaniu koła Lwowian dwukrotnie pytałem prezesa Żółtaneckiego o członkostwo. Pytałem jak mogę pomóc z działalności koła. W odpowiedzi usłyszałem, że aktualnie nie ma czasu. Nie znalazł dla mnie nawet 15 minut przez rok. Niestety wielu moich znajomych ma podobne doświadczenia. Zaczęliśmy więc działać samodzielnie. Zamiast jednego narodu są dwa.

Stare środowisko emigracyjne potrafiło się nawet oburzyć na nas za akcję „Polish blood”. To akcja charytatywna polegająca na zbieraniu krwi. Co oburzyło starszych państwa? Otóż ktoś w wywiadzie powiedział, że tak jak kiedyś naszą krew przelewaliśmy w Bitwie o Brytanie tak teraz robimy to w innych okolicznościach. To nie jest dosłowny cytat ale dobrze oddaje sens wypowiedzianych słów.  I podniósł się raban bo jak śmiemy porównywać się do lotników bla bla bla. Znów nie moja wina, że urodziłem się, w latach 80tych. Poza tym potrafię liczyć i wiem, że żyje ich może kilku więc kto tu sobie przypisuje czyjeś zasługi? Może to drobna złośliwość ale taka postawa stała się męcząca. Zresztą nie o to chodzi. Zawsze myślałem, że jesteśmy jednym narodem i lotnicy są naszą wspólną dumą.

Oczywiście nie wszyscy tacy są. Są też ludzie zachowujący się jak trzeba (o nich zresztą możecie przeczytać wszędzie) ale ta co tu dużo mówić żenująca postawa jest na tyle częsta, że nie sposób jej nie zauważyć.

 

Tymczasem lata mijają i starzejące się środowisko budzi się z ręką w nocniku.

Zaczyna do nich docierać, że zostali z niczym. Nie potrafili przekonać do polskiego dziedzictwa własnych dzieci z których zdecydowana większość jest całkowicie zanglizowana. Okazuje się, że nie ma już kto ciągnąć organizacji. Spuścizna emigracji niepodległościowej prawie nikogo nie interesuje. I czyja to wina? Nasza. Młodych. W „Tygodniu Polskim” ukazuje się list w którym autor rozdziera szaty na temat upadającej polski spuścizny i nad tym, że nam młodym nie chciało się nią zainteresować.

 

Tego już za wiele.

Wzburzony napisałem list do redakcji jak to wygląda z naszej perspektywy. O dziwo opublikowali chyba dwa tygodnie później. Czy była dalsza polemika nie wiem nie sprawdzałem.

 

Całkiem niedawno zakończyłem (zawiesiłem?) współpracę z londyńskim Radiem Bobola. Sprawy emigracyjne były tam na porządku dziennym. Zarówno te dotyczące starych jak i młodych. Nie będę pisał, że młoda emigracja jest idealna bo bym skłamał jest lata świetlne od tego ale… No właśnie ale. Kilka razy badaliśmy sprawę upadających domów polskich czy też domów kombatanta w różnych miejscach na wyspach.

Bo wysłuchaniu skargi seniorów należało przystąpić do weryfikacji faktów i wtedy najczęściej temat upadał. Okazywało się bowiem, że środowisko starszych państwa podzieliło się wewnętrznie. Jedni walczyli z drugimi. Często padały oskarżenia kto kogo okradł. Gdy jeden z portali pokazał zrujnowany dom Polski w Manchesterze bodajże gdzie były wciąż kroniki życia kulturalnego emigracji czy sztandary organizacji kombatanckich okazało się ostatecznie, że do takiego stanu rzeczy doprowadzili sami seniorzy.

Inny przykład. W środkowej Anglii likwidowano piękny dom polski. Wszystko dlatego bo młodzi nie chcą pomagać. A to kawał naszej historii. Standardowa śpiewka. Tymczasem po kontakcie z przedstawicielami młodej emigracji usłyszałem, że owszem oni chcieli współpracować ale starsi państwo ich pogonili bo jeszcze w ich pięknym domu jacyś zruszczeniu ludzie chcieliby piknik dla rodzin urządzić. Natomiast obecnie (było to w zeszłym roku) seniorzy odezwali się gdy poważnie zadłużyli budynek i szukają kogoś kto za nich spłaci długi.

Doprawdy wiara w jeden naród ponad granicami bywa trudna.

niedziela, 20 lutego 2022

Słodko gorzkie Expo

 









Tak się złożyło, że ze względu na pandemię światową wystawę Expo 2020 można było oglądać nieco później niż zwykle. W moim przypadku było to zimą 2022 roku.

 

Expo to wystawa, gdzie prezentują się dosłownie wszyscy. Konkretnie wszystkie kraje świata. I te najmniejsze i te największe. Warto się wybrać przy okazji wizytując jakieś miejsce. Choć to impreza ciekawa to jednak nie na tyle by specjalnie lecieć przez pół świata akurat po to by zobaczyć pawilon na przykład Uzbekistanu.

 

Tu ciekawa obserwacja z mojej strony. Państwa miały różną taktykę prezentacji.  Państwa biedne, małe, rozdarte wojnami itp. stawiały na historię i naturę co czasem miało nawet pozytywny efekt. Nauru, które nie wysłało nawet przedstawiciela tylko wynajęło miejscowego pracownika prezentowało miejsca do nurkowania wraz z adresami i numerami telefonów. 

Dżibuti

 

Kategoria druga to państwa stawiające na innowacje. Pawilon fiński prezentował światu jak bardzo są zaawansowani, jeśli idzie o „zieloną technologię”. Rosja dała światu atom i nie tylko. Wielkie wrażenie robi pawilon tajski gdzie historia miesza się z nauką i rozwojem.  Tu drobna uwaga.  Na Expo wielu wystawców naciąga fakty, delikatnie mówiąc. Gdybym wierzył bezkrytycznie w to co widziałem musiałbym stwierdzić, że Tajlandia to nie żadne światowe centrum seksturystyki a miejsce gdzie kwitnie nauka i mieszkańcy poruszają się do pracy pasażerskimi dronami. Oczywiście Tajlandia to tylko przykład. Takich kwiatków było więcej.

 

Kategoria trzecia, czyli nie wiadomo co. Tu zmieści się i Kanada, która wyraźnie nie wiedziała jak się zareklamować (może poprawność ich spętała?) jak też Turkmenistan gdzie w dużym pustym pawilonie na zmianę hologram wyświetlał kombajn koszący zboże albo konie biegające po stepie.


 

Niestety w tej kategorii mieści się też Polska. Totalne nieporozumienie z naszej strony.

Najpierw była duma bo z zewnątrz pawilon prezentował się okazale. Ładnie informował, gdzie wchodzimy. W środku hostessy ubrane w stroje z motywami folkowymi. Na tym plusy się kończą. Mieliśmy jakieś kombajny, zboża, ceramiczne maki. Jakieś haftowane serwetki itp. Dramat po prostu. Wiem, że twórca tej ekspozycji jest z niej bardzo dumny ale wyraźnie nie wie po co jest Expo. Do ciężkiej cholery taka wystawa robiona jest dla obcych. Dla ludzi, którzy o Polsce nic nie wiedzą. Nie dla mnie, nie dla ciebie. Dla obcych. Obcy z tej wystawy wyniesie tyle, że Polska to biedny kraj rolniczy.  To nie jest moje teoretyzowanie. Nie byłem tam sam. Pytałem znajomych i takie mieli odczucia. Doceniam artyzm wystawy.  Wiem, że prezentowano tam naszą ceramikę czy produkty z Koniakowa. Ja to wiem, inni Polacy pewne też. Ale my nie potrzebujemy Expo. To była wystawa zrobiona przez Polaków dla Polaków a nie taki jest cel Expo. 


Na zewnątrz mieliśmy stoisko z Polską kuchnią. Przygniatająca większość kupujących była oczywiście z Polski. Dlaczego nie częstowano gości na przykład pierogami? Znów. Dla mnie reklama polskiej kuchni jest niepotrzebna bo jak każdy nad Wartą znam ją doskonale.

Mistrzostwem świata w partactwie było jednak zewnętrzne stoisko z wyrobami z bursztynu. Wyroby piękne. Było się czym chwalić. Pojawił się jednak pewien problem. Sprzedawczyni ….pochodziła z Filipin. Naprawdę mając hostessy z Polski nie można było dobrać jeszcze jednej osoby z kraju? Pani na stoisku mogła mi produkt sprzedać i zapakować. To wszystko. Zadawałem jej pytania. W gruncie rzeczy nie miała pojęcia co sprzedaje. Ot takie coś ładne i tyle. Nawet minimalnego szkolenia nie chciało się naszemu kierownikowi zrobić dla tej osoby? Po kiego grzyba ustawiać stoisko, które ma nas reklamowa i przy okazji zarabiać skoro stawia się tam osobę z innego kontynentu przysłaną pewnie przez agencję pracy, nie mającą bladego pojęcia o produkcie, który sprzedaje. Totalne marnowanie pieniędzy podatników i potencjału kraju. Tak jest zresztą jak  w wielu innych przypadkach.

Niger

Na koniec kilka słów o gospodarzach.

Nie będę tu pisał o nowoczesnej stacji metra czy innych innowacjach bo takie są po prostu emiraty. Nowe. Zwróciłem uwagę na coś innego.

Na dumę z dziedzictwa. Mieliśmy osobny pawilon o tym ile dała światu cywilizacja Islamu, miedzy innymi matematykę. Stoisko Watykanu znajdowało się pomiędzy stoiskami organizacji islamskich.

Smutno mi się zrobiło. Nie, nie z powodu tego, że Dubaj reklamował islam. To przecież zrozumiałe. Po prostu nie wyobrażam sobie obecnie by na Expo w Europie był pawilon nauki chrześcijańskiej albo osobne stoisko Caritasu. Europa naprawdę jest martwa ….

Mongolia




Świat Islamu

Świat Islamu

Nauru




Znaczki z Nauru



Iran



Polska


Tajlandia



wtorek, 21 grudnia 2021

Wieża w Bazylei


 O II wojnie napisano w zasadzie już wszystko. Prochu nikt już nie wymyśli. Kolejny opis bitwy pod Stalingradem czy biografii jakiegoś generała będzie się od poprzednich różnił głównie okładką. Niestety taka prawda.

Są jednak aspekty, które mało kogo interesują. Albo inaczej...są pewne kręgi zainteresowane by się tymi aspektami nie interesować.
Po 80 latach gdy świadkowie już odeszli (tak wiem, że kilku najmłodszych jeszcze żyje) II wojna to opowieść cukierkowo mitologiczna. Zamiast podchodzić do niej bez emocji i pokazywać ją jako wielowątkową i z wieloma odcieniami szarości idziemy w mitologię powstania, które prawie wygraliśmy a poza tym chodziło o to by komuś coś pokazać. Mniejsza o to komu i co.
Na zachodzie jest gorzej. Wojnę rozpętali źli naziści by zabić biednych Żydów. Koniec kropka. Proste jak konstrukcja cepa.
Okazuje się tymczasem, że zachodowi bardzo zależy na takim obrazie. Wchodzenie w szczegóły mogłoby pokazać, że sprawa wcale nie jest taka zero jedynkowa i że zachód ma całkiem sporo na sumieniu.
Norman Finkenstain napisał "Przedsiębiorstwo Holocaust". Książka o tym jak Żydzi robią kolosalne pieniądze na Holocauście z którego zrobili sobie maszynkę do wyłudzania pieniędzy. Żeby było jasne. Same ofiary zazwyczaj nic albo prawie nic z tego nie mają. W luksusie pławią się Ci dla, których holocaust jest hasłem z Wikipedii.
Finkenstain napisał jednak dużo mocniejszą pozycję. "IBM i holocaust". Książka o tym jak to potężny amerykański koncern stworzył dla Niemiec sorry Nazistanu system niemalże informatycznej ewidencji dzięki któremu machina zagłady działała tak sprawnie. Żeby nie było niedopowiedzeń. IBM doskonale zdawał sobie sprawę do czego jego dzieło jest wykorzystane.
Próbując powstrzymać rozwój wypadków przeciw autorowi wytoczono ciężkie działa. Czyli oskarżono go o antysemityzm. Na jego szczęście książki napisał w czasie gdy Żyd nie mógł być jeszcze antysemitą. Uratował się więc.
Trzęsienia ziemi nie ma bo książki mają sporo kartek, dużo literek i żadnych obrazków. Autor ma więc odczyty. Czasem nawet na jakiś uniwersytetach. Ktoś książki kupi ale IBM czy przedsiębiorstwo śpią spokojnie.
Poniżej zdjęcie najmocniejszej pozycji.
"Wieża w Bazylei" czyli historia Banku Rozrachunków Międzynarodowych. Bank założono na początku lat 30 by mówiąc krótko sprawnie przeprowadzić do końca spłatę reparacji wojennych przez Niemcy. Chodziło głównie o Francję. Niestety szybciutko Francuzi przegrali z wielkim międzynarodowym biznesem. Można odnieść wrażenie, że II wojna nie wybuchła bo mieliśmy rozbuchane nacjonalizmy ale dlatego, że międzynarodowa finansjera postanowiła robić biznesy nawet na trupach. Poniekąd przewidzieli to Niemcy, którzy bardzo chcieli założenia banku bynajmniej nie po to by spłacać reparacje. Gdyby wszystko pozostało po staremu i Niemcy płaciły reperacje Francji w 1939 roku Hitler mógłby najechać Polskę co najwyżej na furmance. Niestety finansjera szybko doszła do wniosku, że biedne Niemcy to Niemcy z którymi nie można robić biznesu. Mimo protestu Francji o reparacjach szybko zapomniano. Wielkie koncerny i bankowcy pokochali Hitlera bo dawał szansę na wielki zarobek. Tutaj drobna uwaga mowa jest o koncernach głównie amerykańskich. To oni podpisywali kontrakty, sprzedawali patenty itp. Szybka budowa potęgi III Rzeszy to nie cud a efekt wpompowania dużych funduszy. Rekiny biznesu nie zza oceanu nie odpuściły nawet gdy było jasne jak słońce, że Niemcy prą do kolejnej wojny. Tak! dzięki paru bankowcom i biznesowi zza oceanu mieliśmy wrzesień 1939. Nie mówię, że bez nich wojna by nie wybuchła ale stało by się to później, może dużo później a wiele wskazuje na to, że Niemcy przesadziły i szły wprost na bankructwo.
W czasie wojny Bank Rozrachunków międzynarodowych stał się finansowym oknem Rzeszy na świat. To za jego pośrednictwem prowadzili wiele operacji finansowych i kupowali zza granicy to czego nie mogli by kopić normalnie. Wszystko ns potrzeby machiny wojennej. To za pośrednictwem tego banku prowadzili dalej interesy z amerykańskimi firmami. Więcej nawet gdy amerykański żołnierz zaczął już krwawić w walce z Niemcami te firmy nadal kombinowały jakby tu ominąć oczywiste już zakazy i dalej prowadzić interesy. Bank wreszcie pomagał tez upłynniać złoto pochodzę z holocaustu. Aha. Bankierzy doskonale wiedzieli skąd ono pochodzi. Po prostu w księgach rachunkowych wszystko musiało się zgadzać. Żeby było jeszcze zabawniej bankiem w czasie wojny zarządzał Amerykanin. Podsumowując to nie mityczni nacjonaliści mają sporo na sumieniu ale panowie pod krawatem, którzy nie mieli ojczyzn a ich bogiem był zysk. Ludzie zaś byli tylko cyferką w zestawieniach bankowych.

czwartek, 25 listopada 2021

Dzieje Wysp Brytjskich. Megality

 Artykuł ukazał się w styczniu 2021


Megality


W bardzo dawnych czasach, gdy nikt jeszcze nie planował budowy piramid, co więcej nie istniało jeszcze państwo Egipskie ludność zamieszkująca wyspy brytyjskie zaczynała powoli przechodzić z myśliwskiego, koczowniczego trybu życia na bardziej osiadły. Rozpoczęła się era rolnictwa. Wraz z rolnictwem narodziła się starożytna religia oddająca cześć siłom natury. Ludzie Ci by oddawać cześć bóstwom stworzyli szereg budowli pokrywający się z osadnictwem celtyckim z czasów nowożytnych. Mowa tu o megalitach, specyficznych budowlach ciągnących się od północnych krańców Szkocji po Bretanię we współczesnej Francji. Należy jednak pamiętać, że megality budowała ludność przedceltycka. Celtowie przybędą na te ziemie później i co oczywiste zaczerpną część wierzeń czy też kultury od ludności zastanej na miejscu.

  W dawnych czasach, gdy przedstawiano migracje ludności osadnictwo zastane przez nowe ludy „cudownie” znikało. Ot starzy mieszkańcy po prostu gdzieś wyparowywali, przenosili się na inne miejsce? Ginęli? Nie wiadomo. Grunt, że ich nie było. Były to czasy gdy kulturę błędnie utożsamiano z rasą. Dziś wiemy, że narzucenie kultury wcale nie oznaczało, że poprzedni mieszkańcy znikali. Mogli być nieliczni i rozpuścić się pod nawałą nowych ludów, mogli też przyjmując nową kulturę i najczęściej dając w zamian coś od siebie zwyczajnie wymieszać się z nowymi osadnikami. 

Carnac

Wracając jednak do meritum. Budowle megalityczne były swoistymi centrami religijnymi promieniującymi na okolice ale również utrzymującymi kontakt z innymi ośrodkami kultu. Trudno oczywiście dziś powiedzieć jak częste i ścisłe te kontakty były oraz jak duży wpływ miały ośrodki kultu na siebie. Wiemy jedynie, że takie kontakty były. Samą religię znamy co oczywiste tylko w szczątkowej formie. Dlatego organizowane co roku obrzędy „religijne” w Stonehenge należy traktować jako zabawę dużych dzieci lub podstarzałych hipisów a nie coś poważnego i niosącego ze sobą jakąś wartość duchową.  

Wszystko zaś zaczęło się około 4 tysiące lat przed naszą erą. Wtedy to na wyspy przybyła nowa fala osadnicza. Fala ludności całkowicie rolniczej. Ludność ta przyniosła ze sobą zestaw wierzeń i budowli. Chodzi mi o to, że zanim na wyspach zbudowano jakąkolwiek budowlę megalityczną we francuskiej Bretanii w miejscowości Carnac istniał już kompleks kilkuset głazów ustawionych w rzędy liczący około 6,5 tysiąca lat. Ludzie z tego kręgu religijnego musieli zanieść swe wierzenia na wyspy. 

Avebury

  Absolutnym centrum, swoistym Rzymem świata megalitów jest dzisiejsze hrabstwo Wiltshire. To tam około 3800 lat przed nasza erą w okolicy dzisiejszej miejscowości Windmill Hill powstają groble czy też rowy układające się w koncentryczne kręgi. Rowy te pełniły funkcje sakralne, wypełnione są kośćmi i ceramiką. Sam motyw koncentrycznych kręgów przejdzie do kultury brytyjskiej. Kręgi wbrew niektórym nie były żadnymi oznaczeniami dla kosmitów. Archeolodzy interpelują te znaki jako przejście między życiem a śmiercią akcentujące cykl życia i śmierci, który nieustannie się powtarza.  

Pomiędzy 3500 a 3000 lat przed naszą erą w tym samym hrabstwie Wiltshire zaczęto budować kamienne kręgi w Avebury.  Wielkie głazy dosłownie otaczają wieś, która nosi dumne miano jedynej wsi na świecie pośród megalitycznych kręgów.  Osobiście polecam to miejsce każdemu. Robi piorunujące wrażenie. Olbrzymie kamienie otaczające wieś można dosłownie dotknąć spacerując pośród nich. Z daleka podziwiać można też kilka kurhanów pochodzących z epoki brązu. Miejscowe muzeum nie jest zaś oblegane przez turystów. I wszystko to mamy w okolicy zadeptanej dosłownie przez turystów.

Skąd biorą się Ci turyści w okolicy? Oczywiście spacerują po Stonehenge w hrabstwie a jakże, Wiltshire. Nie będę się tu szczegółowo rozpisywał o tej budowli. Istnieje cała masa książek na ten temat. Podam więc tylko najważniejsze informacje. Stonehenge zaczęto budować w okolicach 3 tysięcy lat przed naszą erą. Najstarsza budowla była…drewniana. Kamienne kręgi pojawiły się później. Warto wiedzieć, że ziemia skrywa znacznie więcej niż widać na zewnątrz. Jak wszystkie budowle megalityczne omawiane tutaj Stonehenge związane jest z cyklem słońca. Najnowsze badania z ostatnich lata przynoszą nowe odkrycia. W pobliży kompleksu odkryto cmentarz. Wiemy, że składano tam ofiary. Budowla była użytkowana jeszcze około 1600 lat przed naszą erą.

Kamienne kręgi można również spotkać w kilku innych miejscach na terenie wysp. Ja chciałbym jednak zwrócić uwagę na dwie nieco inne budowle. 

Newgrange

Pierwsza to mówiąc fachowo grób korytarzowy w Newgrange w Irlandii. Jest to jeden z kilku tego typu grobów okolicy. Położony w bardzo malowniczym miejscu około godziny drogi od Dublina. Choć w środku budowli znaleziono ludzkie szkielety nazwa grób jest nieco myląca. Była to bowiem raczej świątynia a nie miejsce spoczynku zmarłych. Wnętrze budowli oświetlane jest raz w roku w dzień przesilenia zimowego (oczywiście jeśli nie ma mgły) na około 10 minut. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że budowla powstała około 3200 lat przed nasza erą i została stworzono przez ludzi reprezentujących późna epokę kamienia łupanego, nieznających pisma czy tym bardziej matematyki precyzja skoordynowania otworu przyjmującego raz w roku promienie słoneczne zdumiewa.

Na koniec odkryte w 1850 roku kamienne domy w Skara Brae na Orkadach. Jest ot całkowicie kamienna osada zamieszkana od 3180 roku przed Chrystusem przez kolejne 700 lat gdy została porzucona ze względu na oziębienie się klimatu. Dlaczego osada była zbudowana całkowicie z kamienia? Ma to związek z katastrofa ekologiczną. Pierwsi mieszkańcy Orkadów po prostu wycięli wszystkie drzewa w okolicy.


środa, 6 października 2021

Afganistan

 Cmentarzysko mocarstw

kraj nie do zdobycia
poległ tam Aleksander wielkie itp.
Fajne hasła tyle, że nie do końca prawdziwe.
Zaczynamy od początku. Nie wiem skąd się to wzięło ale wiele osób pisało, że już Aleksander Wielki poległ w Afganistanie. Otóż nie poległ, podbił Baktrię (bo żadnego Afganistanu jeszcze długo nie będzie) i włączył ją do swego państwa. Potem była częścią imperium Seleucydów. Nawet "wprost" odkrył ostatnio sensację. Pasztuni o jasnej karnacji i błękitnych oczach mają w sobie krew Greków.
Po Grekach tereny Afganistanu podbili Partowie, Kuszani, Hunowie, Arabowie , którzy przynieśli islam, Mongołowie i w zasadzie każdy kto miał ochotę na podbój. Całkiem tego sporo jak na kraj, który rzekomo miał nigdy nie zostać podbity.
Może chodzi o to, że Afganistan powstał dopiero w XVIII wieku?
Państwo jak już powstało to nie było podbijane bo samo próbowało podbijać. Pod koniec XVIII wieku zachciało im się uderzyć na Indie i nadziali się na Brytyjczyków. Szabelki się połamały a sprytni wyspiarze namówili Persów na niewielka grabież i w Afganistanie zrobiło się niewesoło.
Pierwsza wojna brytyjsko -afganska
Wojna wygrana przez Brytyjczyków. Tym razem to oni dali się namówić Persom na niewielka wyprawę, w tle pojawia się tez Rosja. Niewielki kontyngent zajął spora cześć kraju ze stolica włącznie. Typowy konflikt o to kto kogo posadzi na tronie. Gdy konkurencja zaczęła liczebnie znacznie przerastać wojska brytyjskie te podjęły decyzję o wycofaniu się. Podpisano traktaty po czym nieuzbrojone oddziały zaczęły się wycofywać. Efekt był taki że były masakrowane przez druga stronę. Tego było za wiele. Brytyjczycy wysłali dwie karne ekspedycje. zabili każdego kto machał szabelką, zrabowali co było do zrabowania po czym wrócili do siebie. Afganistan dalej żył swoim życiem czyli od jednej wojny domowej do drugiej.
Druga wojna brytyjsko afgańska
wbrew propagandzie na jednego zabitego Brytyjczyka przypadało 10 zabitych Afgańczyków. tę wojnę również wygrali Brytyjczycy. załatwili co chcieli, Afganistanu podbijać nie chcieli, był to raczej wyraz rywalizacji z Rosją.
Wpływy Imperium rosły do tego stopnia, że w latach 1900-1919 Afganistan nieformalnie był częścią imperium. W 1919 roku na tron wstąpił nowy emir, który chciał po pierwsze zreformować kraj by przestał być światowym zadupiem po drugie, chciał się pozbyć Brytyjczyków.
Wybuchła trzecia wojna brytyjsko-afgańska. Dopiero tę wojnę Imperium przegrało. Trudno było zresztą oczekiwać, że kilka miesięcy po zakończeniu I wojny światowej wyślą tam jakieś wielkie oddziały. Tak więc Afganistan zrzuca zależność w 1919. Sam emir kraju nie zreformował bo jego ziomki postanowiły, ze fajnie być zadupiem i emira zamordowały.
Przez kolejne lata kraj powoli się reformował. Królom nie wychodziło to na dobre bo gdy ci których nazywamy dziś Talibami orientowali się o co chodzi zmuszali władcę do abdykacji lub po prostu zabijali. Mimo wszystko powoli szło ku jakiej takiej normalności inie było od lat wojny domowej, których wcześniej była niezliczona ilość.
Teraz będzie szok dla lemingów. Jeszcze nigdy nie wybuchał rewolucja bo ktoś chciał demokracji. Takie bzdury to w CNN. rewolucja i wojna w Syrii wybuchła bo trwała długa susza i ludziom zaczął głód zaglądać w oczy, ot co.
Podobnie było w Afganistanie na początku lat 70tych zaczął pogrążać się w kryzysie. Rosło niezadowolenie. Wykorzystując czasową nieobecność króla grupa wojskowych obaliła monarchię i wprowadziła republikę. Żeby jednak wszystko pozostało w rodzinie prezydent był kuzynem króla 🙂
Z czasem rosły wpływy sowieckie. Republika zamieniła się w republikę komunistyczną. W latach 80tych doszło do inwazji radzieckiej. Ptaszki mówią, że ZSRR miała nadzieje znaleźć tam dożo ropy. Kraj podbili posiedzieli 10 lat i się wycofali. Wielka porażka.
Pytanie czy na pewno.
ZSRR wchodzi do Afganistanu w momencie gdy samo już schodzi ze sceny. Wojna staje się typowym konfliktem zastępczym ....z USA. Amerykanie pchają sprzęt i bardzo duże pieniądze w ten konflikt. Pytanie jak by on wyglądał gdyby USA nie dało nawet dolara.

piątek, 27 sierpnia 2021

Archeologia Żywa na Youtube

 


Archeologia Żywa to jedyne popularnonaukowe pismo archeologiczne w Polsce.  Stojące dodatkowo na wysokim poziomie. Pamiętam jak kupowałem pierwsze numery. Miło obserwowac jak się rozwijają. 

Do klasycznej wersji papierowej dołączyła strona internetowa oraz kanał na Youtube. Polecam:

https://www.youtube.com/c/Archeologia%C5%BBywa/videos

środa, 26 maja 2021

Brytyjska prasówka część V


 Brian Cox. Aktor, który sławę zdobył w latach 80tych grając Hannibala Lecktora (kilka lat przed Anthony Hopkinsem). Od tego czasu wystąpił na ekranie kilkadziesiąt razy. Grał w Braveheart, grał Agamemnona w Troi itp. Specjalizuje się głównie w rolach czarnych charakterów. Na zdjęciu kadr z Tożsamości Bournea. W swej karierze zagrał też Goeringa czy pedofila.

We wrześniu 2020 udzielił wywiadu miesięcznikowi Total Film. Na pytanie czy jest rola której nigdy by nie zagrał odpowiedział, że nigdy nie zagrałby Donalda Trumpa. Kurtyna.

wtorek, 25 maja 2021

Historyk o turbosłowianach

Ciekawy tekst, będący fragmentem książki rozprawiający się z pozycji archeologiczno-historycznych z turbosłowiańskimi bzdurami i osobą ich guru panem Bieszkiem.

Królewskie grobowce na Łysej Górze, słowiańskie runy, łacińska inskrypcja ku czci lechickiego władcy. Powyższe odkrycia łączy to, że nie są uznawane przez oficjalny obieg naukowy. To tylko niektóre z domniemanych odkryć, które w ostatnich latach wykorzystywano do tworzenia pseudonaukowych teorii dotyczących przeszłości Polski.

Czym jest Wielka Lechia i kim są turbosłowianie?

Nazwa „turbosłowianie” została ukuta kilka lat temu na forach i grupach internetowych dotyczących historii. Terminem tym określa się zwolenników nienaukowych wizji przeszłości, których wspólnym mianownikiem jest idea istnienia pradawnego, słowiańskiego imperium. Część tych teorii ma zabarwienie panslawistyczne, inne służą postarzaniu i uwznioślaniu dziejów konkretnych narodów.

dalsza część pod linkiem:

https://archeologia.com.pl/wielka-lechia-pseudoarcheologia-o-poczatkach-polski/

czwartek, 20 maja 2021

Brytyjska prasówka część IV


 Dziś krótko, zdjęcie. Mniej więcej sprzed tygodnia, plus minus.

Nie to jest jednak ważne.
Liczy się jak z reguły media przekazują informacje z wysp. O tym, że zaraz poumieramy z głodu bo już za chwile będą poste półki czytam od stycznia. I co ? i nic. Dzień jak co dzień.
Mapka niżej prezentuje efekt brexitu. Londyn mocno zawalczył o swoich rybaków. Jak bardzo widać na obrazku. Strefa gdzie Francuzi muszą prosić o zgodę na połowy sięga prawie pod francuskie porty.
Francja słusznie się zdenerwowała. Rybacy postanowili zablokować główny port Wysp Normandzkich. W odpowiedzi Londyn wysłał okręt wojenny w ten rejon. Do wojny oczywiście nie dojdzie. Ważne jest jednak jak państwa poważne dbają o swoje interesy. Wyobrażacie sobie na przykład Marynarkę wojenną przeganiająca niemieckie kutry? Ja niestety nie.
Wychodzi też na to, ze wbrew temu co twierdza uparcie polskie media umowa brexitowa nie jest tak tragiczna dla UK jak chcą to przedstawić.
P.S.
Podobno prawicowy portal Magna polonia napisał tylko, że ktoś z portu strzelał do kutrów francuskich z muszkietu. Gdzie te czasy gdy prawica trzymała poziom.

wtorek, 23 marca 2021

Brytyjska prasówka część III


 20 marca przez Europę przetoczyły się manifestacje wolnościowe wzywające do zakończenia obłędu z kolejnymi falami wirusa i związanymi z tym kwarantannami.

Polska husaria wyraźnie zawiodła. Marsze małe pełne szurów. Sporo się działo w Niemczech, do dużych walk doszło w Holandii, spokojnie nie było w Irlandii et. UK zaskoczyła. w Londynie odbył się największy do tej pory marsz jaki miał miejsce na wyspach. Były starcia z policją. Kilkadziesiąt osób aresztowanych, kilku policjantów rannych. Trudno powiedzieć czy maszerowało 10 czy 20 tysięcy bo media , które są przecież od tego by informować całkowicie zignorowały wydarzenie.
Poświeciłem się i w niedzielę przez ponad dwie godziny oglądałem BBC news. 90% czasu wypełnione szczepionkami i walką z wirusem. 90%!!! Co dzień tłuką dokładnie te same wiadomości, co dzień w kółko. Tu olbrzymi podziw dla dziennikarzy, że odczytując po raz milionowy tę samą wiadomość nie ziewają z nudów oraz ukłony dla widzów, że dzień po dniu chce im się to oglądać.
Czy poinformowano o protestach? No cóż chyba nie starczyło czasu, protesty przegrały z wirusem i powodzią w Australii dlatego więc rzetelni dziennikarze na pasku poinformowali dociekliwych, że mimo iż zachorować coraz więcej w europie odbyły się antylockdownowe protesty. W Europie czyli na wyspach nie?
Jest to zjawisko typowe dla brytyjskich mediów zwane cancel culture czyli kultura wykluczenia. Jak się nam coś nie podoba to po prostu o tym nie mówimy, udajemy, że nie istnieje i po sprawie.
Wbrew temu co się powszechnie mówi media polskie przy brytyjskich to oaza wolności.
P.S.
Żeby być uczciwym muszę przyznać, że po blisko dobie od marszu The Telegraph napisał o wydarzeniu https://www.telegraph.co.uk/.../anti-lockdown-protest-30.../
Musiała być burza w redakcji czy stosujemy cancel culture czy jednak jesteśmy dziennikarzami.